04.05.2024, 19:40 ✶
Dużo mnie kosztowało by nie zrobić przerażonej miny, kiedy Flynn od tak wyznał mi wymuszenie na jakimś przedstawicielu rodu czystej krwi wieczystej przysięgi, zaraz po tym jak go skopał... Miałem nadzieję, że w takim razie tylko trochę pokiereszował, ale... Raczej to uciekające spojrzenie skrywało znacznie więcej niż mówiły te pełne wargi, pełne, zaróżowione wargi. I z tą kupką popiołu... Chyba wcale nie żartował z tą wieczystą przysięgą i serio to była wieczysta-wieczysta przysięga, a nie jakaś tam zwykła obietnica. Okeeej.
Może faktycznie nie chciałem tego wszystkiego słuchać, szczególnie że ten drobny skrawek już sam sobie brzmiał nieźle pojebanie. Znałem już powiązania Flynna z tą Fontaine, ich relacje... tak trochę powiedzmy, byłem świadom jego znajomości z Platynową Blondi i teraz ich powiązań z Dante, z kolejnym oprychem z Podziemnych Ścieżek, tak mniemam. Ta Blondi musiała być zła do szpiku kości, skoro nie dość, że miała wejścia na salony, to jeszcze w najciemniejsze zakamarki Londynu. Na takich ludzi to trzeba było uważać szczególnie, ale Flynn ją skopał i zmusił do wieczystej przysięgi... I najwyraźniej to działało. Może w pewien sposób się bała Flynna? Może on naprawdę był najmroczniejszą personą w tym najmroczniejszym kącie miasta...? I wcale nie żartował, że ta historia jego życia mogła przerazić? Ale... poniekąd poznałem już smak śmierci, kiedy leciałem w dół z wysokości, no nie? Brzmiało to totalnie żałośnie. Może serio nie przetrwałbym pięciu minut na tych Ścieżkach.
- Z twoich słów wnioskuję, że jednak eliksir nie spełnia twoich... naszych oczekiwań. Nie działa tak jak trzeba, więęęc... - zacząłem, ale się zatrzymałem. Coś mi przyszło do głowy, pewna myśl napędzana słowami Flynna i jego zachowaniem w tej chwili. Już nie umykał wzrokiem, wpatrując się we mnie beznamiętnie, zdecydowanie, wręcz wbijał się we mnie spojrzeniem, jak gdyby nic nie było w stanie odwrócić jego uwagi od mojej osoby. Nie w sensie miłosnym, erotycznym, tylko takim... służbowym? Czy to był Crow? Czy to właśnie był Crow?
Moja dłoń zapewne zatrzymała się w jednym punkcie jego pleców, kiedy moja głowa pracowała na podwyższonych obrotach. Zastanawiałem się, czy ten zły i podły Flynn... czy byłby w stanie skrzywdzić mnie bądź kogoś z naszej cyrkowej rodziny? Obstawiałem, że nie, aczkolwiek zawahanie tliło się gdzieś z tyłu mojej głowy, ale... to też nie było wszystko. Zastanawiało mnie, czy ten nowy Flynn... Ten Crow... Czy byłby w stanie mi opowiedzieć to, czego nie chciała jego niewinniejsza wersja.
- A teraz... Czy teraz byłbyś w stanie mi to opowiedzieć? Świadomie wiedząc, gdzie zacząć... I też skończyć tę historię, nie urywać? Bez eliksiru ani innych wspomagaczy? - zapytałem go powoli, starając się w pełni wyrazić swoje potrzeby. Ponownie. Starając się przy ty nie myśleć o własnych obawach, bo też nie były mi potrzebna. W idealnym świecie nic nie było w stanie zrazić mnie do Flynna, ani on sam, ani ja sam, ani ktokolwiek inny, więc... Byłem gotów na wszystko, bo musiałem być gotów na wszystko.
Może faktycznie nie chciałem tego wszystkiego słuchać, szczególnie że ten drobny skrawek już sam sobie brzmiał nieźle pojebanie. Znałem już powiązania Flynna z tą Fontaine, ich relacje... tak trochę powiedzmy, byłem świadom jego znajomości z Platynową Blondi i teraz ich powiązań z Dante, z kolejnym oprychem z Podziemnych Ścieżek, tak mniemam. Ta Blondi musiała być zła do szpiku kości, skoro nie dość, że miała wejścia na salony, to jeszcze w najciemniejsze zakamarki Londynu. Na takich ludzi to trzeba było uważać szczególnie, ale Flynn ją skopał i zmusił do wieczystej przysięgi... I najwyraźniej to działało. Może w pewien sposób się bała Flynna? Może on naprawdę był najmroczniejszą personą w tym najmroczniejszym kącie miasta...? I wcale nie żartował, że ta historia jego życia mogła przerazić? Ale... poniekąd poznałem już smak śmierci, kiedy leciałem w dół z wysokości, no nie? Brzmiało to totalnie żałośnie. Może serio nie przetrwałbym pięciu minut na tych Ścieżkach.
- Z twoich słów wnioskuję, że jednak eliksir nie spełnia twoich... naszych oczekiwań. Nie działa tak jak trzeba, więęęc... - zacząłem, ale się zatrzymałem. Coś mi przyszło do głowy, pewna myśl napędzana słowami Flynna i jego zachowaniem w tej chwili. Już nie umykał wzrokiem, wpatrując się we mnie beznamiętnie, zdecydowanie, wręcz wbijał się we mnie spojrzeniem, jak gdyby nic nie było w stanie odwrócić jego uwagi od mojej osoby. Nie w sensie miłosnym, erotycznym, tylko takim... służbowym? Czy to był Crow? Czy to właśnie był Crow?
Moja dłoń zapewne zatrzymała się w jednym punkcie jego pleców, kiedy moja głowa pracowała na podwyższonych obrotach. Zastanawiałem się, czy ten zły i podły Flynn... czy byłby w stanie skrzywdzić mnie bądź kogoś z naszej cyrkowej rodziny? Obstawiałem, że nie, aczkolwiek zawahanie tliło się gdzieś z tyłu mojej głowy, ale... to też nie było wszystko. Zastanawiało mnie, czy ten nowy Flynn... Ten Crow... Czy byłby w stanie mi opowiedzieć to, czego nie chciała jego niewinniejsza wersja.
- A teraz... Czy teraz byłbyś w stanie mi to opowiedzieć? Świadomie wiedząc, gdzie zacząć... I też skończyć tę historię, nie urywać? Bez eliksiru ani innych wspomagaczy? - zapytałem go powoli, starając się w pełni wyrazić swoje potrzeby. Ponownie. Starając się przy ty nie myśleć o własnych obawach, bo też nie były mi potrzebna. W idealnym świecie nic nie było w stanie zrazić mnie do Flynna, ani on sam, ani ja sam, ani ktokolwiek inny, więc... Byłem gotów na wszystko, bo musiałem być gotów na wszystko.