04.05.2024, 13:34 ✶
Czemu miał dziwne przeczucie, że jednak będzie inaczej niż go zapewniała, a to, że Geraldine wpakuje się w kłopoty nie było kwestią tego, czy to zrobi, a kiedy to zrobi? Naprawdę, czy niektórzy ludzie nie mogli po prostu siedzieć grzecznie w jednym miejscu i nie robić niczego głupiego? Hah... Powiedział ten, który wbrew pozorom uwielbiał dziwne przypadki pacjentów, przełamującego jego rutynę, chętnie ryzykował w kartach, byle poczuć tę odrobinę ryzyka i pewnie tak naprawdę ryzykował w swoim życiu bardziej, niż chciałby się do tego przyznać. Ale przynajmniej nie musiał szukać znajomych uzdrowicieli, którzy łataliby go po godzinach pracy, prawda?
Doświadczony zawodnik. Hm... Chyba noszenie kart przy sobie w płaszczu w połączeniu z nazwiskiem i propozycją gry w pokera dość mocno sugerowało, że grywał dość często. Coś nie wychodziło mu utrzymywanie wizerunku Prewetta zainteresowanego innymi rzeczami, niż hazardem. A nawet nie pracował w rodzinnej branży!
– Nie martw się. Nie grywam, aż tak często, byś nie miała ze mną szansy – skłamał. No dobrze, skłamał połowicznie, bo może poker był dla niego dość często rozrywką, ale Geraldine miała dalej szanse go ograć. Oboje wypili już przecież trochę rumu, a jego karty, chociaż nie najgorsze, na razie nie gwarantowały mu pewnej wygranej, nie ważne ile by nie miał doświadczenia.
Zerknął na Geraldine, a potem na karty ze szczerym uśmiechem. Tak, były śliczne. Naprawdę je lubił. Nie były może jakąś pamiątką po kimś bliskim, nie dostał ich od nikogo ważnego, a sam kupił je kilka lat temu, gdy został oficjalnie uzdrowicielem, ale gdyby ktoś mu je specjalnie zniszczył to chyba z nerwów wstąpiłby na ścieżkę czarnej magii.
– Tak, jestem szczególnym fanem grafiki z ptakiem Dodo – powiedział, jednocześnie wciąż skupiając się na grze. – Wszystkie przedstawione tu gatunki już wyginęły. – Zazwyczaj nie bawił się w takie makabryczne piękno zarezerwowane dla nastoletnich czarodziejów, twierdzących, że życie jest okrutne. kupił je dlatego, że były ładne, ale musiał przyznać, że było w tych obrazkach coś naprawdę melancholijnego.
Gra natomiast nie zwracała uwagi na takie rzeczy i toczyła się dalej.
Doświadczony zawodnik. Hm... Chyba noszenie kart przy sobie w płaszczu w połączeniu z nazwiskiem i propozycją gry w pokera dość mocno sugerowało, że grywał dość często. Coś nie wychodziło mu utrzymywanie wizerunku Prewetta zainteresowanego innymi rzeczami, niż hazardem. A nawet nie pracował w rodzinnej branży!
– Nie martw się. Nie grywam, aż tak często, byś nie miała ze mną szansy – skłamał. No dobrze, skłamał połowicznie, bo może poker był dla niego dość często rozrywką, ale Geraldine miała dalej szanse go ograć. Oboje wypili już przecież trochę rumu, a jego karty, chociaż nie najgorsze, na razie nie gwarantowały mu pewnej wygranej, nie ważne ile by nie miał doświadczenia.
Zerknął na Geraldine, a potem na karty ze szczerym uśmiechem. Tak, były śliczne. Naprawdę je lubił. Nie były może jakąś pamiątką po kimś bliskim, nie dostał ich od nikogo ważnego, a sam kupił je kilka lat temu, gdy został oficjalnie uzdrowicielem, ale gdyby ktoś mu je specjalnie zniszczył to chyba z nerwów wstąpiłby na ścieżkę czarnej magii.
– Tak, jestem szczególnym fanem grafiki z ptakiem Dodo – powiedział, jednocześnie wciąż skupiając się na grze. – Wszystkie przedstawione tu gatunki już wyginęły. – Zazwyczaj nie bawił się w takie makabryczne piękno zarezerwowane dla nastoletnich czarodziejów, twierdzących, że życie jest okrutne. kupił je dlatego, że były ładne, ale musiał przyznać, że było w tych obrazkach coś naprawdę melancholijnego.
Gra natomiast nie zwracała uwagi na takie rzeczy i toczyła się dalej.
Rzut 1d100 - 36