03.05.2024, 16:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2024, 16:38 przez Brenna Longbottom.)
Zapewniała, że nie jest czarownicą, nie brzmiałoby dobrze. Podobnie jak: wiesz, miałam taką wizję.
Wizję, w której biskup był świetlisty, ale Brenna wciąż nie stawiała tutaj żadnych tez. Ciężko było jej postrzegać mugolskiego kapłana, palącego ludzi na stosach z imieniem Boga na ustach, o bycie czarownikiem. A przecież powinna: dlaczego mugolak – czarodziej miałby odwrócić się od wiary swoich rodziców? Po prostu... nie dopuszczała tego do siebie w tej chwili i już.
Dopatrywała się jednak działania tu jakiegoś czarodzieja albo czarodziejki. Kogoś, czyja magia odcisnęła tak mocny ślad, że aktywowała jej talent.
– Hm… Możesz to nazwać przeczuciem – powiedziała po chwili wahania. [/b]- Nie pamiętam za wiele z historii magii, ale Artur i Marlin totalnie kojarzą mi się z Walią[/b] – mruknęła, przeglądając strony przewodnika, po części po to, by zwrócić jego uwagę na trochę inne zagadnienia. Hasło „Inglewood” padło jednak z ust biskupa, może więc jednak miało jakieś znaczenie? Przypatrywała się w przewodnikach zdjęciom, zapiskom na temat okolicznych zabytków mapkom, temu, co napisano o biskupie i czy wspominano coś o tradycji palenia tej kukły albo o jakichś ruinach.
Wciąż jednak głowę Brenny zaprzątała w tej chwili myśl o krypcie. Chociaż sama siebie za to zganiła – przecież las był ważny. W lesie skądś wzięli się nieumarli. W lesie mech porósł ciało. W lesie wreszcie był jeszcze jeden trop, za którym nie zdążyła podążyć.
– Ludzie znikają tutaj dopiero od jakiegoś czasu – mruknęła, znów cicho, pochylając się nieco ku Prewettowi. Przyjemny letni dzień, dwójka turystów w pobliżu ryneczku, rozmowy o trupach, śmierci i złej magii. – Gdyby byli tutaj wcześniej nieumarli, Ministerstwo nie przegapiłoby tego przez tak długi czas. Ale wszystko w jakiś sposób prowadzi do domniemanej wiedźmy i biskupa, który ją spalił. – Bagshot się nimi interesował, próbował się włamać do krypty – to nie musiał być niby on, ale Brenna nie miała powodów zakładać, że Peppa kłamała – a coś sprawiło, że Brenna zobaczyła scenę sprzed setek lat. Nawet nie próbując jej zobaczyć. – Być może zostały po nich jakieś zaklęcia, artefakty, przekleństwo? W krypcie? W lesie? Albo na terenie kempingu? Cholera wie, czy jakieś wiedźmy z Inglewood kiedyś nie odprawiały dokładnie w tym miejscu sabatów. I ktoś coś... popsuł. Uwolnił. Zabrał dla siebie lub zbezcześcił. Może to ciało znikło, bo coś się nim pożywiło lub coś nie chciało czegoś martwego? Bagshot mógł coś wypuścić z tej krypty, ale niekoniecznie był pierwszym, który interesował się sprawą. Może ktoś wcześniej na coś natrafił, te kilka lat temu i stąd ci nieumarli… Bo chyba gdyby gonili go aż od Carlise, mugole nie przegapiliby stada zombie na ulicach – wymamrotała, po czym obejrzała się na katedrę. – Chcę się przy niej jeszcze rozejrzeć – rzuciła, czekając jednak jeszcze, aż Basilius skończy własne notatki, zanim wstała, by ruszyć w stronę tablic przed katedrą.
Wizję, w której biskup był świetlisty, ale Brenna wciąż nie stawiała tutaj żadnych tez. Ciężko było jej postrzegać mugolskiego kapłana, palącego ludzi na stosach z imieniem Boga na ustach, o bycie czarownikiem. A przecież powinna: dlaczego mugolak – czarodziej miałby odwrócić się od wiary swoich rodziców? Po prostu... nie dopuszczała tego do siebie w tej chwili i już.
Dopatrywała się jednak działania tu jakiegoś czarodzieja albo czarodziejki. Kogoś, czyja magia odcisnęła tak mocny ślad, że aktywowała jej talent.
– Hm… Możesz to nazwać przeczuciem – powiedziała po chwili wahania. [/b]- Nie pamiętam za wiele z historii magii, ale Artur i Marlin totalnie kojarzą mi się z Walią[/b] – mruknęła, przeglądając strony przewodnika, po części po to, by zwrócić jego uwagę na trochę inne zagadnienia. Hasło „Inglewood” padło jednak z ust biskupa, może więc jednak miało jakieś znaczenie? Przypatrywała się w przewodnikach zdjęciom, zapiskom na temat okolicznych zabytków mapkom, temu, co napisano o biskupie i czy wspominano coś o tradycji palenia tej kukły albo o jakichś ruinach.
Wciąż jednak głowę Brenny zaprzątała w tej chwili myśl o krypcie. Chociaż sama siebie za to zganiła – przecież las był ważny. W lesie skądś wzięli się nieumarli. W lesie mech porósł ciało. W lesie wreszcie był jeszcze jeden trop, za którym nie zdążyła podążyć.
– Ludzie znikają tutaj dopiero od jakiegoś czasu – mruknęła, znów cicho, pochylając się nieco ku Prewettowi. Przyjemny letni dzień, dwójka turystów w pobliżu ryneczku, rozmowy o trupach, śmierci i złej magii. – Gdyby byli tutaj wcześniej nieumarli, Ministerstwo nie przegapiłoby tego przez tak długi czas. Ale wszystko w jakiś sposób prowadzi do domniemanej wiedźmy i biskupa, który ją spalił. – Bagshot się nimi interesował, próbował się włamać do krypty – to nie musiał być niby on, ale Brenna nie miała powodów zakładać, że Peppa kłamała – a coś sprawiło, że Brenna zobaczyła scenę sprzed setek lat. Nawet nie próbując jej zobaczyć. – Być może zostały po nich jakieś zaklęcia, artefakty, przekleństwo? W krypcie? W lesie? Albo na terenie kempingu? Cholera wie, czy jakieś wiedźmy z Inglewood kiedyś nie odprawiały dokładnie w tym miejscu sabatów. I ktoś coś... popsuł. Uwolnił. Zabrał dla siebie lub zbezcześcił. Może to ciało znikło, bo coś się nim pożywiło lub coś nie chciało czegoś martwego? Bagshot mógł coś wypuścić z tej krypty, ale niekoniecznie był pierwszym, który interesował się sprawą. Może ktoś wcześniej na coś natrafił, te kilka lat temu i stąd ci nieumarli… Bo chyba gdyby gonili go aż od Carlise, mugole nie przegapiliby stada zombie na ulicach – wymamrotała, po czym obejrzała się na katedrę. – Chcę się przy niej jeszcze rozejrzeć – rzuciła, czekając jednak jeszcze, aż Basilius skończy własne notatki, zanim wstała, by ruszyć w stronę tablic przed katedrą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.