• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal

[19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
01.05.2024, 23:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:44 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—19/07/1972—
Anglia, Little Hangleton
Morpheus Longbottom, Basilius Prewett & Anthony Shafiq
[Obrazek: EdPdjE3.png]

Od czarnych skał ku niebu wionął śpiew syreni -
Kie­dy mi los po­sa­giem w świat
Da­wał swe dary:
Mło­do­ści wdzięk, uro­dy czar,
Do­sta­tek mie­nia,
Sły­sza­łam głos: «Bło­go­sław ty
Szczo­dre ofia­ry,
Któ­ry­mi Bóg po­ran­ny świt
Twój opro­mie­nia.
Bo oto
dłoń przy­ja­zną ci
Po­da­ję to­bie
I brat­ni duch za tobą w ślad
Pój­dzie przez ży­cie —
I otrze łzy, ukoi żal,
Kie­dy w ża­ło­bie,
Stra­ciw­szy skarb w po­dró­ży tej,
Za­pła­czesz skry­cie.



Anthony Shafiq rzadko kiedy był widziany wytrącony z równowagi. Lata praktyki, surowy trening prowadzony praktycznie od najmłodszych lat robiły swoje i koleiną rutyny mężczyzna nie dawał ponosić się niskim instynktom, przynajmniej nie publicznie.

Obecnie jednak był na siebie wściekły, bowiem wpadł w furię, gdy dowiedział się podczas prywatnego spotkania z dyrektorem Kliniki Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga, że na terenie szpitala znajduje się nie kto inny jak Morpheus pieprzony Longbottom, który po wybitnie nieudanym jasnowidzeniu trafił ślepy na oddział. I nikt nie wpadł na to, że to mógłby być zły pomysł.

Od powrotu Longbottoma z Grecji, od momentu, kiedy schował swoje barwne piórka i przybrał żałobny kir, od tego czasu był na prawdę nieznośny. Ciężko było dyplomacie empatycznie podejść do straty brata, z poziomu intelektu jednak zdawał sobie sprawę, że inaczej ów żałobę przechodził on, inaczej ktoś kto jednak miał stały kontakt z rodzeństwem, a głowa rodziny kultywowała i wciąż kultywuje etos więzi krwi. Nie zmieniało to faktu, że Morpheus nie dawał sobie pomóc, a zważywszy na jego stanowisko pracy oraz trwającą wojnę domową, miał stanowczo zbyt dużo okazji, żeby zwyczajnie, zupełnym przypadkiem się zabić. Albo chociaż torturować. Na przykład pozostając na wątpliwej rekonwalescencji otoczony przez umierających, których losów mógł niemalże namacalnie dotykać swym wątpliwym darem. Cały. Czas.

Kciuk i palec wskazujący powędrowały do nasady nosa Shafiqa, gdy ściągnął okulary z nosa i odłożył je zrezygnowany na biurko prywatnego gabinetu znajdującego się w jego kameralnej rezydencji letniej. Słońce już dawno zgasło, jego gość, który otrzymał jedną z sypialni przylegających do sali balowej powinien być już zadomowiony, lekarz lada moment miał się pojawić. Pozostało podjąć decyzję cóż też takiego poczytać do snu temu staremu idiocie. Może Eneidę? Z czystej złośliwości wziął oryginalną wersję językową i opuścił pomieszczenie, przenosząc się na długi korytarz o białych ścianach i bardzo osobliwych, smoczych dekoracjach. Nie poświęcił im jednak ani chwili, osierocając swoje ukochane dzieci z atencji, energicznie przemieszczając się w stronę głównego halu pełniącego rolę udawanego atrium - dach, podobnie jak w Wielkiej Sali Hogwartu udawał nieboskłon, choć tak na prawdę całkiem nieźle zakrywał przestrzenie zarówno kwadratowego korytarza z olbrzymią fontanną przedstawiającego Urobosa wijącego się wokół złocistej kuli, jak i antresoli, z której można było mieć oko na to, co dzieje się na dole.

Anthony wyminął drzwi do sali balowej i przeszedł do lewego skrzydła, w którym bywał tak rzadko. Skrzydło Edith pozostawało dla niego zamknięte, chyba, że ktokolwiek bliższy jego osobie postanawiał zostać na noc, bo dajmy na to był zbyt pijany, aby powrócić do Warowni. Normalni goście, zwyczajowi goście, członkowie klubu złocistej karty wypluwającej regularnie terminy ekstrawaganckich spendów u Shafiq'a mieli swoje kwatery na dale, w rzymskim pawilonie. Góra dedykowana była może piątce osób. Najbardziej zaufanych. Najbliższych.

– Zdecydowanie brakuje mi słów dla Ciebie Somnia. – Wszedł do środka nawet nie pukając. Nie był już zły. Był tylko zirytowany, co niestety wpływało na jego marudność. Jeszcze kremowy pokój, choć przytulny w odbiorze dla innych, jemu w percepcji był depresyjnie szary. Cóż, rzadko kiedy tu zaglądał. Rzadko kiedy było to dla niego problemem.– Basilius będzie tu lada moment, żeby Cię zbadać i zweryfikować listę leków z którymi ta banda niedokształconych patałachów Cię z łaski swojej wypuściła. – cedził przez zęby zamykając za sobą drzwi i podchodząc do chorego. Gdy tylko znalazł się w jego zasięgu dłoni, momentalnie złagodniał kładąc jasną dłoń na ogorzałym wciąż greckim słońcem czole. Nie znał się na tym, ale liczył, że gorączkę będzie w stanie rozpoznać. Próżne nadzieje. Odłożył na stoliczku książkę i ruszył do okna uchylić je dla lekkiego przewiewu.

– Spokojniej tu prawda? Jedyne co możesz przewidzieć to ile ziaren ziela angielskiego Wergiliusz wrzucił omyłkowo do kremu z białych warzyw. – Odetchnął głęboko wisielczym powietrzem lipcowego wieczoru. Przyjemna odmiana, móc do kogoś odezwać się wieczorem, trudno było nie zauważyć tej myśli. – Jak tylko wydobrzejesz zorganizuję oględziny domu. Na dniach miałem dostać klucze więc widzisz... i tak byśmy się spotkali. – Podjął lekkim tonem, powracając do Morpheusa i sprawdzając czy ma pod ręką picie i przekąski. Ująwszy jedno z ciasteczek zastrzygł uchem i odwrócił się w kierunku źródła dźwięku - otworzone okno bowiem wychodziło na przód rezydencji, gdzie toczyła się właśnie przytłumiona rozmowa. – O wilku mowa! Prosić go, żeby został do rana? – zapytał całkiem poważnie, korzystając z ostatnich chwil, gdy byli sami, nim skrzat zaprowadzi lekarza do właściwych drzwi.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2083), Basilius Prewett (1648), Morpheus Longbottom (1506)




Wiadomości w tym wątku
[19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Anthony Shafiq - 01.05.2024, 23:31
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Morpheus Longbottom - 15.05.2024, 07:25
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Basilius Prewett - 15.05.2024, 10:59
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Anthony Shafiq - 17.05.2024, 17:23
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Morpheus Longbottom - 17.05.2024, 18:17
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Basilius Prewett - 17.05.2024, 21:31
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Morpheus Longbottom - 24.05.2024, 08:32
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Basilius Prewett - 30.05.2024, 13:07
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Morpheus Longbottom - 10.06.2024, 19:37
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Basilius Prewett - 14.06.2024, 17:48
RE: [19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal - przez Anthony Shafiq - 23.06.2024, 11:14

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa