30.04.2024, 23:57 ✶
Większą uwagę poświęcała Morpheusowi, kiedy czekała aż wróci w pełni do rzeczywistości, co chwila tylko zerkając na Alexandra, jakby kontrolując czy faktycznie dalej trzymał się pewnie na nogach, czy może zaraz sam padnie pokotem. Wszystko wydawało się dobrze - do czasu, aż wreszcie coś dziwnego nie ścisnęło ją za serce, kiedy patrzyła jak wyraz twarzy ukochanego zmienia się.
Bo przecież Alexander nigdy się nie bał.
Mogła widzieć, jak każda jedna osoba w jej życiu traciła umysł, oddając się szaleństwu albo absolutnemu strachowi, ale kiedy widziała lęk na twarzy Alexandra, sama zaczynała się bać. Zawsze był jej siłą i ostoją; często odnosiła się do innych z należytą sobie bezczelnością tylko dlatego że mogła. Dlatego, że była pewna tego, że cokolwiek się nie stanie, przynajmniej on nie będzie się bał.
Przez dłuższą chwilę zwyczajnie się na niego patrzyła, chociaż ciężko było powiedzieć co właściwie myśli, bo twarz zmartwiała jej w czujnym wyrazie. Wiedziała, że kłamał. Albo raczej nie mówił całej prawdy. Alexandra nie obchodziło to, co działo się z innymi ludźmi. Gdyby któreś z nici łączących ich towarzyszy były felerne, też by to zakomunikował. Musiało więc chodzić o tę, którą łączyła ich konkretnie.
Dobrze, że Millie pierdoliła swoje, bo zrobiło się jej niedobrze i mogła skoncentrować się właśnie na gadaniu kuzynki. Wywróciła nawet oczami, na jej pierwszą uwagę.
- I co właściwie mamy z nimi zrobić, Mills? Poprosić, żeby najpierw zrobiły dla nas striptiz? - żachnęła się, rzucając jej bombastic side eye. - Czy ty kiedykolwiek widziałaś nieumarłego na oczy? - zapytała i w jej głosie dało się wyczuć jakąś napiętą nutę protekcjonalności, która pojawiła się chyba tylko dlatego, że musiała jakość dać upust niepokojowi, który zasiał w niej Alex.
- Dobra, ale może w takim razie... Nie wszyscy chyba rzucają się sobie do gardeł, tak? Co jeśli fiolet też oddziałuje na ludzi, ale skoro jest ochronny, to przynosi ze sobą dobre rzeczy? - sięgnęła dłonią do Alexandra, przy jego pomocy podnosząc się, kiedy Longbottom sam uniósł się z kolan. Zamiast jednak zawisnąć znowu na jego ramieniu, skrzyżowała ręce przed sobą na moment tylko posyłając mu krótki uśmiech, potem uwagę w większości kierując najpierw na Moody, szukając w niej chyba jakiegoś potwierdzenia na jej słowa, a potem przenosząc ją na Morpheusa. - Myślodsiewnia brzmi dobrze. Na pewno będzie to trafniejsze niż próba wytłumaczenia tego - zgodziła się na jego pomysł bez większego problemu.
- To co mówiłaś o zombiakach i czerni - zaczęli przesuwać się dalej, podążając w stronę lasu. - To brzmi... prawdopodobnie? O ile w ogóle są tu jacyś nieumarli, a nie jest to czyjaś wyobraźnia. Zombie? Wątpliwe, pewnie to inferiusy, jeśli nad Windermere ciąży klątwa.
Drzewa zaczęły ich powoli otaczać, tworząc wejście do lasu. Szła obok Alexa, ale myślami błądziła gdzieś indziej, a spojrzeniem nurkując między pniami i ich korzeniami, aż wreszcie zatrzymała się. W pół kroku, marszcząc przy tym brwi i w końcu sięgając w trawę, skąd wyciągnęła skrawek papieru.
- Cóż... - skrzywiła się lekko, przeczytawszy zawartą w notatce informację. - Ja bym założyła, że mugolska krew to za mało i to urocze miejsce niedługo upomni się o krew czarodzieja - odwróciła kartkę w dłoniach, prezentując jej treść reszcie.
Bo przecież Alexander nigdy się nie bał.
Mogła widzieć, jak każda jedna osoba w jej życiu traciła umysł, oddając się szaleństwu albo absolutnemu strachowi, ale kiedy widziała lęk na twarzy Alexandra, sama zaczynała się bać. Zawsze był jej siłą i ostoją; często odnosiła się do innych z należytą sobie bezczelnością tylko dlatego że mogła. Dlatego, że była pewna tego, że cokolwiek się nie stanie, przynajmniej on nie będzie się bał.
Przez dłuższą chwilę zwyczajnie się na niego patrzyła, chociaż ciężko było powiedzieć co właściwie myśli, bo twarz zmartwiała jej w czujnym wyrazie. Wiedziała, że kłamał. Albo raczej nie mówił całej prawdy. Alexandra nie obchodziło to, co działo się z innymi ludźmi. Gdyby któreś z nici łączących ich towarzyszy były felerne, też by to zakomunikował. Musiało więc chodzić o tę, którą łączyła ich konkretnie.
Dobrze, że Millie pierdoliła swoje, bo zrobiło się jej niedobrze i mogła skoncentrować się właśnie na gadaniu kuzynki. Wywróciła nawet oczami, na jej pierwszą uwagę.
- I co właściwie mamy z nimi zrobić, Mills? Poprosić, żeby najpierw zrobiły dla nas striptiz? - żachnęła się, rzucając jej bombastic side eye. - Czy ty kiedykolwiek widziałaś nieumarłego na oczy? - zapytała i w jej głosie dało się wyczuć jakąś napiętą nutę protekcjonalności, która pojawiła się chyba tylko dlatego, że musiała jakość dać upust niepokojowi, który zasiał w niej Alex.
- Dobra, ale może w takim razie... Nie wszyscy chyba rzucają się sobie do gardeł, tak? Co jeśli fiolet też oddziałuje na ludzi, ale skoro jest ochronny, to przynosi ze sobą dobre rzeczy? - sięgnęła dłonią do Alexandra, przy jego pomocy podnosząc się, kiedy Longbottom sam uniósł się z kolan. Zamiast jednak zawisnąć znowu na jego ramieniu, skrzyżowała ręce przed sobą na moment tylko posyłając mu krótki uśmiech, potem uwagę w większości kierując najpierw na Moody, szukając w niej chyba jakiegoś potwierdzenia na jej słowa, a potem przenosząc ją na Morpheusa. - Myślodsiewnia brzmi dobrze. Na pewno będzie to trafniejsze niż próba wytłumaczenia tego - zgodziła się na jego pomysł bez większego problemu.
- To co mówiłaś o zombiakach i czerni - zaczęli przesuwać się dalej, podążając w stronę lasu. - To brzmi... prawdopodobnie? O ile w ogóle są tu jacyś nieumarli, a nie jest to czyjaś wyobraźnia. Zombie? Wątpliwe, pewnie to inferiusy, jeśli nad Windermere ciąży klątwa.
Drzewa zaczęły ich powoli otaczać, tworząc wejście do lasu. Szła obok Alexa, ale myślami błądziła gdzieś indziej, a spojrzeniem nurkując między pniami i ich korzeniami, aż wreszcie zatrzymała się. W pół kroku, marszcząc przy tym brwi i w końcu sięgając w trawę, skąd wyciągnęła skrawek papieru.
- Cóż... - skrzywiła się lekko, przeczytawszy zawartą w notatce informację. - Ja bym założyła, że mugolska krew to za mało i to urocze miejsce niedługo upomni się o krew czarodzieja - odwróciła kartkę w dłoniach, prezentując jej treść reszcie.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror