30.04.2024, 13:40 ✶
Lestrange kiwnął głową. Oczywiście że Robert był tego świadomy - podejrzewał, że tak będzie. Nie mógł jednak pozwolić sobie na zatajenie tego, czego się dowiedział. Przed kuzynką grał po prostu pracownika Ministerstwa, dla którego Stanley był tylko plotką, kimś o kim mógł usłyszeć przy kawie i tyle. Ale prawda była zgoła inna: dlatego też nie ciągnął Victorii za język. I nie miał zamiaru tego robić. Vika była jedną z tych osób, których nie wolno było nie doceniać. Sprytna, inteligentna, a zarazem powściągliwa i nieustępliwa, jeżeli temat dotykał jej lub najbliższych. Jeżeli coś wiedziała, to musiała sama zadecydować o tym, by o tym powiedzieć - nie udałoby mu się wyciągnąć z niej niczego wbrew jej woli i był tego świadomy.
- Rozumiem - nie pytał, o co dokładnie chodziło w sprawie Stanleya. Wiedział tyle, ile musiał. Dopytywanie o szczegóły mogłoby być niebezpieczne. Zresztą Robert i tak by mu nie powiedział więcej, niż chciał. - Tak, na to wychodzi, ale tego nie możemy być pewni. Na pewno wiedzą, że zniknął. Czy go szukają? Nie słyszałem o tym, ale wydaje mi się, że Stanley miał kilkoro bliższych współpracowników, którzy mogliby zechcieć go odszukać. Dlatego zalecałbym ostrożność.
Nawet jeśli po prostu chcieliby się dowiedzieć, o co poszło z Harper, to przecież Borgin nie mógł im tak po prostu zacząć sypać informacji jak z rękawa. Wiedział, że Robert to wie, ale wolał, by te słowa zawisły między ich dwójką. Gdy zapytał o Victorię, Rodolphus pokręcił przecząco głową.
- Nie. Victoria zdaje się być pomiędzy nami, ale nie zapominajmy, że jest przyjaciółką Brenny Longbottom. Ma na nią ogromny wpływ i wtajemniczanie jej byłoby zbyt niebezpieczne - nie dla Victorii, a dla nich. Nigdy nie rozważał wciąganie kuzynki w ich sprawy. Nie ufał jej. - Z Victorii należy wyciągać informacje inaczej. Ostrożniej i pod innym pretekstem. Chociażby... Rodzinnej troski.
Powiedział, a kącik ust nieznacznie drgnął w dziwnym grymasie. Stąpał po cienkim lodzie i doskonale o tym wiedział, ale ich sprawa była ważniejsza, niż więzy krwi. Jedyne, o co mógł zadbać, to o to, by Victorię trzymać poza konfliktem. A jednocześnie wydobywać z niej informacje, kawałek po kawałku.
Zaprzeczył, gdy Robert zapytał o Polanę Ognisk. Jego informacje były bardziej niż szczątkowe. Nie został tam wezwany przez Mistrza - siedział więc i udawał, że nie dochodzą do niego plotki z Ministerstwa. Grał tak samo zaskoczonego całą sprawą, jak ci, którzy o Beltane nie wiedzieli nic. Przychodziło mu to z łatwością, bo... wiedział naprawdę prawie-nic.
- Myślę, że na pewno zdobędę jej zaufanie - odpowiedział, gdy Robert skończył dzielić się z nim informacjami, które sam posiadał. Zamyślił się, na chwilę przeniósł wzrok w bok, a dłoń powędrowała do policzka. Rodolphus potarł go w zamyśleniu, analizując kolejne scenariusze. - Victoria pytała o Knieję. Zajmujemy się Zimnymi. Wie, że nie mogę nic powiedzieć, ale chcę zadbać o to, by nasze stosunki się ociepliły. Jeżeli uzna, że wiem coś z Ministerstwa... Może szukać na własną rękę, co już robi. Victoria skupia się na rozwiązaniu problemu, a nie szukaniu jego przyczyny. Jeżeli powiem jej, że Departament Tajemnic zastanawia się nad sposobem otwarcia przejścia do Limbo, sama odkryje prawdę. Mogę ją nakierować bez zdradzania żadnej z tych informacji, które mi powiedziałeś.
Powiedział w końcu, powracając wzrokiem do Mulcibera.
- Informacje za informacje. Jeżeli będzie wiedzieć, że jest nadzieja na rozwiązanie problemu i otaczają ją ludzie, skłonni nagiąć zasady by jej pomóc, powinna stać się bardziej otwarta - nie miał pewności. Ale zbliżenie się do kuzynki było w tej chwili jedyną opcją, którą miał. Biuro Aurorów pozostawało dla niego zamknięte. Brenny nie mógł wypytywać, i tak za nim nie przepadała. Morpheus z kolei pracował w Departamencie Tajemnic, nie Biurze Aurorów. Zaczynał odczuwać irytację na fakt, że tak mocno odcinał się od pracy. Ale... - Mogę też dyskretnie wypytać Marie Abbott, czy coś słyszała.
Właśnie, zostawała jeszcze Marie. Aż się skrzywił, nie potrafił ukryć tego grymasu na wspomnienie kobiety.
- Rozumiem - nie pytał, o co dokładnie chodziło w sprawie Stanleya. Wiedział tyle, ile musiał. Dopytywanie o szczegóły mogłoby być niebezpieczne. Zresztą Robert i tak by mu nie powiedział więcej, niż chciał. - Tak, na to wychodzi, ale tego nie możemy być pewni. Na pewno wiedzą, że zniknął. Czy go szukają? Nie słyszałem o tym, ale wydaje mi się, że Stanley miał kilkoro bliższych współpracowników, którzy mogliby zechcieć go odszukać. Dlatego zalecałbym ostrożność.
Nawet jeśli po prostu chcieliby się dowiedzieć, o co poszło z Harper, to przecież Borgin nie mógł im tak po prostu zacząć sypać informacji jak z rękawa. Wiedział, że Robert to wie, ale wolał, by te słowa zawisły między ich dwójką. Gdy zapytał o Victorię, Rodolphus pokręcił przecząco głową.
- Nie. Victoria zdaje się być pomiędzy nami, ale nie zapominajmy, że jest przyjaciółką Brenny Longbottom. Ma na nią ogromny wpływ i wtajemniczanie jej byłoby zbyt niebezpieczne - nie dla Victorii, a dla nich. Nigdy nie rozważał wciąganie kuzynki w ich sprawy. Nie ufał jej. - Z Victorii należy wyciągać informacje inaczej. Ostrożniej i pod innym pretekstem. Chociażby... Rodzinnej troski.
Powiedział, a kącik ust nieznacznie drgnął w dziwnym grymasie. Stąpał po cienkim lodzie i doskonale o tym wiedział, ale ich sprawa była ważniejsza, niż więzy krwi. Jedyne, o co mógł zadbać, to o to, by Victorię trzymać poza konfliktem. A jednocześnie wydobywać z niej informacje, kawałek po kawałku.
Zaprzeczył, gdy Robert zapytał o Polanę Ognisk. Jego informacje były bardziej niż szczątkowe. Nie został tam wezwany przez Mistrza - siedział więc i udawał, że nie dochodzą do niego plotki z Ministerstwa. Grał tak samo zaskoczonego całą sprawą, jak ci, którzy o Beltane nie wiedzieli nic. Przychodziło mu to z łatwością, bo... wiedział naprawdę prawie-nic.
- Myślę, że na pewno zdobędę jej zaufanie - odpowiedział, gdy Robert skończył dzielić się z nim informacjami, które sam posiadał. Zamyślił się, na chwilę przeniósł wzrok w bok, a dłoń powędrowała do policzka. Rodolphus potarł go w zamyśleniu, analizując kolejne scenariusze. - Victoria pytała o Knieję. Zajmujemy się Zimnymi. Wie, że nie mogę nic powiedzieć, ale chcę zadbać o to, by nasze stosunki się ociepliły. Jeżeli uzna, że wiem coś z Ministerstwa... Może szukać na własną rękę, co już robi. Victoria skupia się na rozwiązaniu problemu, a nie szukaniu jego przyczyny. Jeżeli powiem jej, że Departament Tajemnic zastanawia się nad sposobem otwarcia przejścia do Limbo, sama odkryje prawdę. Mogę ją nakierować bez zdradzania żadnej z tych informacji, które mi powiedziałeś.
Powiedział w końcu, powracając wzrokiem do Mulcibera.
- Informacje za informacje. Jeżeli będzie wiedzieć, że jest nadzieja na rozwiązanie problemu i otaczają ją ludzie, skłonni nagiąć zasady by jej pomóc, powinna stać się bardziej otwarta - nie miał pewności. Ale zbliżenie się do kuzynki było w tej chwili jedyną opcją, którą miał. Biuro Aurorów pozostawało dla niego zamknięte. Brenny nie mógł wypytywać, i tak za nim nie przepadała. Morpheus z kolei pracował w Departamencie Tajemnic, nie Biurze Aurorów. Zaczynał odczuwać irytację na fakt, że tak mocno odcinał się od pracy. Ale... - Mogę też dyskretnie wypytać Marie Abbott, czy coś słyszała.
Właśnie, zostawała jeszcze Marie. Aż się skrzywił, nie potrafił ukryć tego grymasu na wspomnienie kobiety.