29.04.2024, 16:38 ✶
Cały czas nie umiał sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wolał te momenty, kiedy z Isaaca płynęły strugą słowa, czy te, w których właśnie skąpił ich światu, próbując dostosować się do zasad narzuconej gry, które były ukryte z woalem salonowej intuicji.
– Dopytuję, ponieważ, jak już mieliśmy okazję rozmawiać wcześniej, żyjemy w kraju, w którym samo insynuowanie tego, że ktoś ma jednopłciowe preferencje, mogłoby temu komuś bardzo mocno zaszkodzić. – upił kolejny łyk złocistego płynu, a jego twarz wyrażała porcelanową troskę. – Na pewno znasz losy mugolskiego naukowca Turinga. Anglia zmienia się powoli i nawet jeśli teraz świat czarodziejów skupiony jest wokół pytania o pochodzenie i rodowód, obyczajowość i seksualność wciąż znajdują się za ciężką zasłoną tabu. – Usadowił się wygodniej na fotelu i oparłszy się o podłokietniki, ułożył ze swoich długich, pianistycznych palców piramidkę, wpatrując się wciąż stalowymi oczyma w Isaaca.
– Cieszy mnie Twoja spostrzegawczość, cieszą mnie wnioski, którymi się ze mną dzielisz. Twoje oko obserwatora, intuicja, wyczucie ludzi, to kilka z tych cech właśnie, które zdecydowały o moim angażu Twojej osoby. Nie będę ukrywać jednak, że niepokoi mnie łatwość z jaką przychodzi Ci mówienie o tych sprawach. Proste mają się ku sobie mogłoby przekreślić karierę mojego przyjaciela w ministerstwie. Chciałbym mieć pewność, że masz tego świadomość oraz, że otwartość jaką cechują nasze rozmowy, nie wychodzi poza... ten gabinet. – finezyjnym, acz oszczędnym gestem wskazał białe ściany i regały pełne ksiąg. – ...ten, czy inny w którym się spotykamy. Nasz świat jest hermetyczny i to, co byłoby zabawną plotką w Neapolu, tutaj może być jadowym ostrzem. Bardzo, bardzo zależy mi na tym, żebyś o tym wiedział. Jest to...hmm... moje zaufanie, które składam Ci w Twoje ręce, zapraszając Cię do, być może bardziej błahych w wymiarze zadań niż ratowanie niezadowolonych petentów na celnej granicy. Bo świat w mojej ocenie, jest pełen ludzi. Ani dobrych, ani złych. Po prostu ludzkich. Ci zaś są w stanie zrobić bardzo wiele, by wspiąć się ku górze kosztem innych. Lubię patrzeć na Twoją ufność, mam nadzieję, że rozumiesz moją obawę, że z podobną ufnością mógłbyś podejść do kogoś, kto chciałby mi lub moim bliskim zaszkodzić? – Próżno było w jego głosie szukać napięcia, które być może powinno towarzyszyć tego typu treściom. Był stonowany, rozluźniony. Zaciekawiony kolejnym ruchem, ryzykiem, które podjął.
– Dopytuję, ponieważ, jak już mieliśmy okazję rozmawiać wcześniej, żyjemy w kraju, w którym samo insynuowanie tego, że ktoś ma jednopłciowe preferencje, mogłoby temu komuś bardzo mocno zaszkodzić. – upił kolejny łyk złocistego płynu, a jego twarz wyrażała porcelanową troskę. – Na pewno znasz losy mugolskiego naukowca Turinga. Anglia zmienia się powoli i nawet jeśli teraz świat czarodziejów skupiony jest wokół pytania o pochodzenie i rodowód, obyczajowość i seksualność wciąż znajdują się za ciężką zasłoną tabu. – Usadowił się wygodniej na fotelu i oparłszy się o podłokietniki, ułożył ze swoich długich, pianistycznych palców piramidkę, wpatrując się wciąż stalowymi oczyma w Isaaca.
– Cieszy mnie Twoja spostrzegawczość, cieszą mnie wnioski, którymi się ze mną dzielisz. Twoje oko obserwatora, intuicja, wyczucie ludzi, to kilka z tych cech właśnie, które zdecydowały o moim angażu Twojej osoby. Nie będę ukrywać jednak, że niepokoi mnie łatwość z jaką przychodzi Ci mówienie o tych sprawach. Proste mają się ku sobie mogłoby przekreślić karierę mojego przyjaciela w ministerstwie. Chciałbym mieć pewność, że masz tego świadomość oraz, że otwartość jaką cechują nasze rozmowy, nie wychodzi poza... ten gabinet. – finezyjnym, acz oszczędnym gestem wskazał białe ściany i regały pełne ksiąg. – ...ten, czy inny w którym się spotykamy. Nasz świat jest hermetyczny i to, co byłoby zabawną plotką w Neapolu, tutaj może być jadowym ostrzem. Bardzo, bardzo zależy mi na tym, żebyś o tym wiedział. Jest to...hmm... moje zaufanie, które składam Ci w Twoje ręce, zapraszając Cię do, być może bardziej błahych w wymiarze zadań niż ratowanie niezadowolonych petentów na celnej granicy. Bo świat w mojej ocenie, jest pełen ludzi. Ani dobrych, ani złych. Po prostu ludzkich. Ci zaś są w stanie zrobić bardzo wiele, by wspiąć się ku górze kosztem innych. Lubię patrzeć na Twoją ufność, mam nadzieję, że rozumiesz moją obawę, że z podobną ufnością mógłbyś podejść do kogoś, kto chciałby mi lub moim bliskim zaszkodzić? – Próżno było w jego głosie szukać napięcia, które być może powinno towarzyszyć tego typu treściom. Był stonowany, rozluźniony. Zaciekawiony kolejnym ruchem, ryzykiem, które podjął.