29.04.2024, 12:55 ✶
Życie miało to do tego, że lubiło się pieprzyć w najmniej odpowiednim momencie. Informacja, którą dostał od Victorii, była skąpa - nie wnosiła praktycznie nic do całej sprawy, ale... Zawsze było jakieś ale. Wątpił, żeby Robert nie wiedział o tym, że Stanley został wywalony z biura Harper. Zwłaszcza, że z rozmowy wynikało, że jest jego synem, więc to powinno być logiczne, że młody Borgin niezwłocznie poinformuje ojca o tym, co się stało. Czy jednak tak się stało? Rodolphus nie wiedział, uznał więc, że musi poinformować Roberta o tym, czego się dowiedział. Nawet jeżeli nie było tego zbyt wiele.
To, że Mulciber wyjątkowo nie kazał mu czekać, było zastanawiające i skłaniało do tego, by pochylić się nad problemem Stanleya głębiej, niż do tej pory. W zasadzie Lestrange nie zdążył nawet wyciągnąć dłoni po to, by pociągnąć za odpowiedni sznurek i postarać się zdobyć więcej informacji, gdy przyszła odpowiedź z poleceniem niezwłocznego spotkania. Czy Robert będzie rozczarowany? Cóż, najwyżej - wolał w tę stronę, niż gdyby wyszło, że cokolwiek przed nim zataił. Rodolphus usiadł naprzeciwko Roberta, czekając aż ten odezwie się pierwszy. Lekko zmarszczył brwi. Wyglądał tak, jak zawsze. Ten irytujący uśmieszek z początków lipca gdzieś zniknął. Zniknęły cienie pod oczami, mogące sugerować, że źle sypiał. Błysk w oku, który był dostrzegalny na początku miesiąca, skrył się głęboko pod maską obojętności i powagi. Tak, jakby ostatnie wspomnienia zostały wymazane z pamięci.
- Victoria sama wyciągnęła sprawę Stanleya - powiedział cicho, składając złożone dłonie na kolanie. Nie wyglądał na rozluźnionego - przeciwnie. Wyprostowana sylwetka i nieznacznie zmarszczone brwi sugerowały, że był spięty. Być może samym spotkaniem, a być może informacjami, których miał strzępki. - Powiedziała, że Moody wyrzuciła Stanleya z gabinetu, a ten zniknął. Zrelacjonowała, że Harper zaprosiła go do gabinetu, siedzieli tam dość długo - wyszedł podobno z dziwną miną. Podejrzewa, że Harper zmyła mu za coś głowę, ale nie wydawała się przekonana. Przyznała jednak, że nigdzie go już nie widziano - ani w Ministerstwie, ani "nigdzie".
Mówił powoli, starając się nie pominąć żadnego szczegółu.
- Z tego w jaki sposób mówiła i jakich słów używała wnioskuję, że Borgin jest na językach przynajmniej Aurorów, skoro nie była pewna, co się stało po wyjściu z gabinetu Moody. I podejrzewam, że to nie tylko plotki o tym, że uznał rozmowę z Harper za wypowiedzenie niezłożone na piśmie, a ogólne rozważania o prawdziwym powodzie jego zniknięcia. Uznałem, że powinieneś wiedzieć, jeżeli z jakichś powodów ci tego nie przekazał. Z jakiegoś powodu to, że zniknął, jest trzymane w tajemnicy. Nie rozmawiają o tym na korytarzach, a przynajmniej takie informacje do mnie nie dotarły. Podejrzewam, że za tym kryje się coś więcej - mógł gdybać, ale prawda była taka, że sam miał niewiele informacji. Sprawa jednak śmierdziała na kilometr, bo przecież gdyby to było po prostu głośne wylanie Borgina z Ministerstwa, to przecież część brygadzistów rozprułaby się na stołówce jak stare prześcieradło. A trzymali usta zamknięte, zupełnie tak, jakby im ktoś kazał. - Myślę, że dobrym pomysłem byłoby wypytanie kontaktów, które wyszczególnił Stanley, z Brygady Uderzeniowej o to, co się dzieje.
Dodał, chociaż zapewne zupełnie niepotrzebnie. Rozluźnił się nieco, analizując każde słowo, które padło z jego ust.
- Dodatkowo Victoria wydaje się być niepocieszona sprawą z Limbo. Obwinia Ministerstwo, że nic nie robią i zostawili ich na pastwę losu, zamiast pomóc. Nie jest dla nas tajemnicą, kto wyszedł z Limbo i ma problem z byciem... Cóż - żywym trupem, jak to ktoś kiedyś barwnie określił. Victoria sądzi, że wszyscy niedługo umrą. Szuka rozwiązania na własną rękę. Nie wydaje się zdesperowana, zupełnie jakby się z tym pogodziła, ale jeśli by zaszczepić w niej ziarno nadziei, być może byłaby skłonniejsza do głębszych zwierzeń w przyszłości. O ile przeżyje - dodał, bo to jednak była ważna informacja. Victoria nie była kimś, na kim chciał polegać bezpośrednio jeśli chodzi o sprawę Harper Moody czy w ogóle o inne sprawy, ale pośrednio mogła być im bardzo pomocna. Problem w tym, że umierała. I wątpił, że wyjazd do Afryki, który planowała, odsunie od niej widmo śmierci. Limbo było ściśle związane z Beltane, nad którym pracował Robert - tej informacji również nie mógł zataić przed Mulciberem.
To, że Mulciber wyjątkowo nie kazał mu czekać, było zastanawiające i skłaniało do tego, by pochylić się nad problemem Stanleya głębiej, niż do tej pory. W zasadzie Lestrange nie zdążył nawet wyciągnąć dłoni po to, by pociągnąć za odpowiedni sznurek i postarać się zdobyć więcej informacji, gdy przyszła odpowiedź z poleceniem niezwłocznego spotkania. Czy Robert będzie rozczarowany? Cóż, najwyżej - wolał w tę stronę, niż gdyby wyszło, że cokolwiek przed nim zataił. Rodolphus usiadł naprzeciwko Roberta, czekając aż ten odezwie się pierwszy. Lekko zmarszczył brwi. Wyglądał tak, jak zawsze. Ten irytujący uśmieszek z początków lipca gdzieś zniknął. Zniknęły cienie pod oczami, mogące sugerować, że źle sypiał. Błysk w oku, który był dostrzegalny na początku miesiąca, skrył się głęboko pod maską obojętności i powagi. Tak, jakby ostatnie wspomnienia zostały wymazane z pamięci.
- Victoria sama wyciągnęła sprawę Stanleya - powiedział cicho, składając złożone dłonie na kolanie. Nie wyglądał na rozluźnionego - przeciwnie. Wyprostowana sylwetka i nieznacznie zmarszczone brwi sugerowały, że był spięty. Być może samym spotkaniem, a być może informacjami, których miał strzępki. - Powiedziała, że Moody wyrzuciła Stanleya z gabinetu, a ten zniknął. Zrelacjonowała, że Harper zaprosiła go do gabinetu, siedzieli tam dość długo - wyszedł podobno z dziwną miną. Podejrzewa, że Harper zmyła mu za coś głowę, ale nie wydawała się przekonana. Przyznała jednak, że nigdzie go już nie widziano - ani w Ministerstwie, ani "nigdzie".
Mówił powoli, starając się nie pominąć żadnego szczegółu.
- Z tego w jaki sposób mówiła i jakich słów używała wnioskuję, że Borgin jest na językach przynajmniej Aurorów, skoro nie była pewna, co się stało po wyjściu z gabinetu Moody. I podejrzewam, że to nie tylko plotki o tym, że uznał rozmowę z Harper za wypowiedzenie niezłożone na piśmie, a ogólne rozważania o prawdziwym powodzie jego zniknięcia. Uznałem, że powinieneś wiedzieć, jeżeli z jakichś powodów ci tego nie przekazał. Z jakiegoś powodu to, że zniknął, jest trzymane w tajemnicy. Nie rozmawiają o tym na korytarzach, a przynajmniej takie informacje do mnie nie dotarły. Podejrzewam, że za tym kryje się coś więcej - mógł gdybać, ale prawda była taka, że sam miał niewiele informacji. Sprawa jednak śmierdziała na kilometr, bo przecież gdyby to było po prostu głośne wylanie Borgina z Ministerstwa, to przecież część brygadzistów rozprułaby się na stołówce jak stare prześcieradło. A trzymali usta zamknięte, zupełnie tak, jakby im ktoś kazał. - Myślę, że dobrym pomysłem byłoby wypytanie kontaktów, które wyszczególnił Stanley, z Brygady Uderzeniowej o to, co się dzieje.
Dodał, chociaż zapewne zupełnie niepotrzebnie. Rozluźnił się nieco, analizując każde słowo, które padło z jego ust.
- Dodatkowo Victoria wydaje się być niepocieszona sprawą z Limbo. Obwinia Ministerstwo, że nic nie robią i zostawili ich na pastwę losu, zamiast pomóc. Nie jest dla nas tajemnicą, kto wyszedł z Limbo i ma problem z byciem... Cóż - żywym trupem, jak to ktoś kiedyś barwnie określił. Victoria sądzi, że wszyscy niedługo umrą. Szuka rozwiązania na własną rękę. Nie wydaje się zdesperowana, zupełnie jakby się z tym pogodziła, ale jeśli by zaszczepić w niej ziarno nadziei, być może byłaby skłonniejsza do głębszych zwierzeń w przyszłości. O ile przeżyje - dodał, bo to jednak była ważna informacja. Victoria nie była kimś, na kim chciał polegać bezpośrednio jeśli chodzi o sprawę Harper Moody czy w ogóle o inne sprawy, ale pośrednio mogła być im bardzo pomocna. Problem w tym, że umierała. I wątpił, że wyjazd do Afryki, który planowała, odsunie od niej widmo śmierci. Limbo było ściśle związane z Beltane, nad którym pracował Robert - tej informacji również nie mógł zataić przed Mulciberem.