27.04.2024, 10:09 ✶
Partia szachów. To lubił. Podobała mu się zmiana w zachowaniu Isaaka, jakby podskórnie przeczuwał, dostosowywał się do zasad, szkoda tylko, że kilka minut za późno. Popołudniowe słońce wpadało przez obszerne okirennice, Anthony zdawał się być absolutnie zrelaksowany, jak wąż wygrzewający się w przyjemnym cieple na kamieniu.
– A zatem... skąd wniosek, że są ludźmi mającymi się ku sobie? – powtórzył tym samym tonem, wiedząc już, że w tej rozgrywce odsłonił, co było dla niego istotne, choć wciąż nie pokazując swojej ręki, nie tłumacząc dlaczego to było istotne. Ścigał króla Bagshota od niechcenia, poświęcenie w tym momencie wieży było mało istotne, skoro na końcu czekała go upragniona korona.
– Lubię czytać... – uciekł wzrokiem ku regałom, zupełnie jakby szukając odpowiedzi pośród grzbietów książek. Chłodne oczy okraszone rozrastającymi się niespiesznie kurzymi łapkami zatrzymały się nagle na jednej półce, a dołeczki w uśmiechniętych policzkach wskazały na coś, co przyszło mu do głowy. Sięgnął po różdżkę i przywołał do siebie dwie książki. Zdecydowanie nowożytnie, w miękkiej oprawie. Dziwnie znajome. – Lubię czytać. – stwierdził ostatecznie, łapiąc drugą ręką ów pozycje i kładąc je na biurku, znów, nie zdradzając celu tego manewru, podbijając stawkę, podgrzewając nieco gorąc wygodnego fotela, na którym siedział ich autor. – Dla rozrywki, preferuję klasykę, ale nie stronię od... współczesnych pomysłów. Nie lubię książek głupich, obrażających inteligencję czytelnika. Nudzą mnie też książki przyrodnicze, wolę tematykę kulturową, socjologiczno-polityczną, czasem też hmm... religijną, ale to głównie zimą, kiedy aura bardzo sprzyja rozważaniom o śmierci. A Ty? – kolejny łyk whisky. Anthony podniósł się z ciosanym kryształem w dłoni, zataczając płynem niewielkie kręgi i zajął miejsce przy biurku, na swoim bardzo wygodnym fotelu. Wieża poświęcona, teraz dwa kroki do tyłu, zaproszenie do przejęcia inicjatywy. Zaproszenia do wejścia w pułapkę.
– A zatem... skąd wniosek, że są ludźmi mającymi się ku sobie? – powtórzył tym samym tonem, wiedząc już, że w tej rozgrywce odsłonił, co było dla niego istotne, choć wciąż nie pokazując swojej ręki, nie tłumacząc dlaczego to było istotne. Ścigał króla Bagshota od niechcenia, poświęcenie w tym momencie wieży było mało istotne, skoro na końcu czekała go upragniona korona.
– Lubię czytać... – uciekł wzrokiem ku regałom, zupełnie jakby szukając odpowiedzi pośród grzbietów książek. Chłodne oczy okraszone rozrastającymi się niespiesznie kurzymi łapkami zatrzymały się nagle na jednej półce, a dołeczki w uśmiechniętych policzkach wskazały na coś, co przyszło mu do głowy. Sięgnął po różdżkę i przywołał do siebie dwie książki. Zdecydowanie nowożytnie, w miękkiej oprawie. Dziwnie znajome. – Lubię czytać. – stwierdził ostatecznie, łapiąc drugą ręką ów pozycje i kładąc je na biurku, znów, nie zdradzając celu tego manewru, podbijając stawkę, podgrzewając nieco gorąc wygodnego fotela, na którym siedział ich autor. – Dla rozrywki, preferuję klasykę, ale nie stronię od... współczesnych pomysłów. Nie lubię książek głupich, obrażających inteligencję czytelnika. Nudzą mnie też książki przyrodnicze, wolę tematykę kulturową, socjologiczno-polityczną, czasem też hmm... religijną, ale to głównie zimą, kiedy aura bardzo sprzyja rozważaniom o śmierci. A Ty? – kolejny łyk whisky. Anthony podniósł się z ciosanym kryształem w dłoni, zataczając płynem niewielkie kręgi i zajął miejsce przy biurku, na swoim bardzo wygodnym fotelu. Wieża poświęcona, teraz dwa kroki do tyłu, zaproszenie do przejęcia inicjatywy. Zaproszenia do wejścia w pułapkę.