26.04.2024, 09:15 ✶
Cathal rzeczywiście miał silny charakter. Miał tak silny charakter, że zdołał sam siebie powstrzymać przed wrzaśnięciem na Ulyssesa, że chyba lepiej wie, czy przeszedłby próby, jakim poddawano Rycerzy Okrągłego Stołu, czy nie.
– Raczej chodziło mi o to, że robiła wszystko, by mugole ją złapali i wsadzili na stos. Przeklęta idiotka – mruknął Shafiq. Zwykle był nieco mniej skory do takich osądów, ale teraz był poirytowany, a poza tym Wendelina naprawdę była idiotką. Jeśli tak lubiła łaskotki wywoływane przez płomienie, dlaczego nie organizowała pożarów we własnym ogródku, zamiast podsycać nienawiść ludzi do magii?
Nie spytał, w którym roku żył biskup i wiedźma z legendy. Z jakichś powodów był trochę zły, że Ulysses w ogóle o tym opowiada, chociaż jeszcze kilka minut temu był przecież całkiem zainteresowany całą opowieścią - jak większością legend. Cathal żył historią, oddychał nią, kochał ją. Nawet bzdurne opowiastki skądś się brały, a analiza ich początków wiele mówiła o ludziach, ich mentalności i o tym, w jaki sposób postrzegali rzeczywistość.
– W porządku – zgodził się, wychodząc już na zewnątrz. Kiedy nie patrzył na Ulyssesa, czuł się trochę mniej rozgniewany, chociaż ilekroć ten się odzywał, Cathal zastanawiał się, jakim cudem znosił go przez te wszystkie lata…
Ale przecież znosił. I pamiętał – nie mógł nie pamiętać – że po prostu go lubił. I że zawsze zdawało się mu, że dobrze się rozumieją.
To ty, draniu? – pomyślał, nagle trochę skonsternowany.
– Więc zamek Carlise, jeśli Nell i Ginny się zgodzą – powiedział, grzebiąc po kieszeniach, aby znaleźć paczkę z papierosami. Palenie zawsze go uspokajało. A zamek Carlise wydawał mu się dobrym pomysłem, zwłaszcza jeżeli wyprawią się tam we czwórkę. Nie będzie z Ulyssesem sam na sam, a może nawet zaproponować rozdzielenie się i posłać Rookwooda na krótkie zwiedzanie z Nell. Na pewno będzie tym zainteresowany, przecież wszyscy lubili Nell – echo myśli, która wkradła się do głowy Cathala już wcześniej, kiedy rozmawiał z nią parę minut temu, a teraz wróciła, gdy spojrzał w stronę domku dziewczyn i przez moment dziewczyna mignęła mu w oknie. Mówiła coś chyba, bez wątpienia narzekając na smród w domku i tak dalej. – W końcu jesteśmy tutaj, żeby zwiedzać, nie łowić ryby.
I nie by karmić jakieś durne kaczki, przeszło mu przez głowę, gdy odpalił papierosa. Zapałką, bo to był cholerny ośrodek pełen cholernych mugoli i trzeba było uważać – niby nic nadzwyczajnego, ale gdyby nie to, że to miejsce było pomysłem Nell, Cathal na pewno uznałby, że to wina Ulyssesa.
– Raczej chodziło mi o to, że robiła wszystko, by mugole ją złapali i wsadzili na stos. Przeklęta idiotka – mruknął Shafiq. Zwykle był nieco mniej skory do takich osądów, ale teraz był poirytowany, a poza tym Wendelina naprawdę była idiotką. Jeśli tak lubiła łaskotki wywoływane przez płomienie, dlaczego nie organizowała pożarów we własnym ogródku, zamiast podsycać nienawiść ludzi do magii?
Nie spytał, w którym roku żył biskup i wiedźma z legendy. Z jakichś powodów był trochę zły, że Ulysses w ogóle o tym opowiada, chociaż jeszcze kilka minut temu był przecież całkiem zainteresowany całą opowieścią - jak większością legend. Cathal żył historią, oddychał nią, kochał ją. Nawet bzdurne opowiastki skądś się brały, a analiza ich początków wiele mówiła o ludziach, ich mentalności i o tym, w jaki sposób postrzegali rzeczywistość.
– W porządku – zgodził się, wychodząc już na zewnątrz. Kiedy nie patrzył na Ulyssesa, czuł się trochę mniej rozgniewany, chociaż ilekroć ten się odzywał, Cathal zastanawiał się, jakim cudem znosił go przez te wszystkie lata…
Ale przecież znosił. I pamiętał – nie mógł nie pamiętać – że po prostu go lubił. I że zawsze zdawało się mu, że dobrze się rozumieją.
To ty, draniu? – pomyślał, nagle trochę skonsternowany.
– Więc zamek Carlise, jeśli Nell i Ginny się zgodzą – powiedział, grzebiąc po kieszeniach, aby znaleźć paczkę z papierosami. Palenie zawsze go uspokajało. A zamek Carlise wydawał mu się dobrym pomysłem, zwłaszcza jeżeli wyprawią się tam we czwórkę. Nie będzie z Ulyssesem sam na sam, a może nawet zaproponować rozdzielenie się i posłać Rookwooda na krótkie zwiedzanie z Nell. Na pewno będzie tym zainteresowany, przecież wszyscy lubili Nell – echo myśli, która wkradła się do głowy Cathala już wcześniej, kiedy rozmawiał z nią parę minut temu, a teraz wróciła, gdy spojrzał w stronę domku dziewczyn i przez moment dziewczyna mignęła mu w oknie. Mówiła coś chyba, bez wątpienia narzekając na smród w domku i tak dalej. – W końcu jesteśmy tutaj, żeby zwiedzać, nie łowić ryby.
I nie by karmić jakieś durne kaczki, przeszło mu przez głowę, gdy odpalił papierosa. Zapałką, bo to był cholerny ośrodek pełen cholernych mugoli i trzeba było uważać – niby nic nadzwyczajnego, ale gdyby nie to, że to miejsce było pomysłem Nell, Cathal na pewno uznałby, że to wina Ulyssesa.