Pochwalenie się zdobytą wiedzą to jedno. Kolejną sprawą było nie usuwanie wspomnienia z pamięci zaraz po wypowiedzeniu go na głos. A jeszcze kolejną, łącznie faktów z innymi i wyciąganie wniosków. Niestety to już nie było zadanie dla panny Potter. Jej zdolności intelektualne kończyły się na policzeniu jak głośny musi być skandal, by trafić na okładkę Proroka. Ale nie zniechęcała się pytaniem Basiliusa. Nie pamiętała, czy mężczyźni wspominali tą kwestię, ale zawsze może wymyślić własną wersję. Na odnalezieniu Bagshota wcale a wcale jej nie zależało. Poza tym, jak bardzo może namieszać jeden nieprawdziwy fakt w morzu innych poszlak. Dokładnie taki tok myślenia towarzyszył czarownicy. Naprawdę kiepsko trafili jej towarzysze, szczególnie Brenna i Basilius, którym zależało na rozwiązaniu tej zagadki.
— Tak, został przyłapany, ale nie złapano go — odpowiedziała Basiliusowi.
W wypowiedzi Brenny zgubiła się już w połowie, ale udawała, że uważnie słucha. Pokiwała też głową, gdy padło pytanie, dopiero po chwili orientując się, czego dotyczyło. To ją troszkę zmieszało.
— Cóż... To oczywiście byłoby nierozsądne... Ale skoro podjęłam się pomocy w tej sprawie, zostanę tak długo, jak będzie to potrzebne — odpowiedziała Brennie. Bardzo szlachetnie z jej strony. To był akurat dobry moment, by się zwinąć, ale przypomniała sobie o rodzicach. Pewnie wrócili nad jezioro i ktoś poinformował ich, że wcielono ją do grupy poszukiwawczej. Nie mogła teraz wrócić — chciała zostać jak najdłużej, żeby później móc się chwalić swoimi działaniami. Żeby byli z niej dumni. I jak dobrze pójdzie — trafić na okładkę Proroka za pomyślne rozwiązanie zagadki kryminalnej.
Wspomnienie krypty trochę ją zmroziło. Wolała nie wchodzić do takich miejsc. Ale czy faktycznie musiała?
— Tak, to dobry pomysł, żeby tam iść. — Zgodziła się z Brenną. — Skoro istnieje szansa bycia przyłapanym, mogę stać gdzieś na straży. Jeśli ktoś szedłby w stronę krypty, zajmę się nim.
Tu akurat była pewna swojej obietnicy. Miłym i czarującym zachowaniem potrafiła wciągnąć w pogawędkę niemal każdego, kto nie miał w sobie na tyle asertywności i oglądu, by zmyć się z jej zasięgu.