Czy kłamał? Diabeł go wiedział, uśmiechał się do niej swoim uśmiechem kokietki numer trzy i nawet brew mu nie drgnęła, ale był o wiele bardziej skomplikowanym człowiekiem, żeby mu czytać w głowie po samej mimice twarzy. Ta sztuka należała do bardzo wąskiej grupy osób i... strach się było do tego przyznać przy poziomie oddania, jaki Flynn czuł do Alexandra, ale tak naprawdę żadna z tych osób nie znajdowała się teraz w Fantasmagorii. Miłość potrafiła zaskakiwać, co? Można było czuć ją do człowieka, który kompletnie cię nie rozumiał i oboje tkwiliście już po pępek w bagnie, w które weszliście na przekór wszelkiej logice. Było mu już zimno od tej wody, ale wciąż uporczywie trzymał jego rękę, nawet jeżeli zdarzało mu się ją uszczypnąć.
- Ogromne? - Zapytał ze zdziwieniem. - Kiedy jesteś wysoko, wzrost przestaje mieć znaczenie. Każdy z góry wygląda jak mrówka. - Jak plama, w której ledwo da się rozpoznać twarz. Albo w ogóle nie dało się tego zrobić, jedynie mózg dopowiadał tam sobie rzeczy, które chciał widzieć, chociaż... z jakiegoś powodu miał wrażenie, że pewien blond łeb byłby teraz w stanie wyhaczyć na widowni nawet zawieszony pod samym sufitem, topiąc się od świateł reflektorów. Przyznał to sobie z wielkim bólem.
Bólem, po którym nawiedziła go nagła fala niezręczności.
- Cóż, panie Alexie, Zarządco Cyrku - rzucił sarkastycznym tonem głosu - oto Nora Figg, właścicielka kociej kawiarni. Dostaję pozwolenie na posadzenie jej na trapezie? - A może musiał napisać jakieś specjalne pismo? - Nie słuchaj go, zapomniał wspomnieć, że ma - kija w dupie, chciał powiedzieć, ale ugryzł się w język, bo dotarło do niego, dlaczego znowu się tak wzburzył. Zarządca jebanego cyrku. Nigdy „partner Flynna”, nawet nie brat, ktokolwiek... Tak, to było żałosne, jak bardzo zaczęło mu to przeszkadzać, ale tak właśnie musiała zacząć działać głowa człowieka, którego dwie najważniejsze w życiu osoby chętnie zamknęłyby w klatce i trzymały tylko dla siebie. - Nieważne - zbył tę myśl. Nie przeprosił, tylko zakrył to wszystko entuzjazmem i mówił dalej. - Podrzucam w górę siostrę, której sięgam do połowy czoła i nigdy nie spadła. - Oczywiście, że zachęcał ją do czegoś durnego. Do czegoś, do czego nie namawiało się samotnej matki z dzieckiem. Ale taki też był czar szalonych cyrkowców, z którymi nici przeznaczenia splatały cię tak niespodziewanie - mogli skusić cię do zrobienia tego, czego w normalnych warunkach byś nie zrobiła, prawda? - Nie mów, że nie jesteś ciekawa, jak to jest być na górze - zachęcał ją dalej, odsuwając się na kilka kroków, żeby chwycić dłonią zwisającego z góry materiału. Wskoczył na niego, zaplątał swoje nogi i w ten sposób wspiął się wyżej, żeby pociągnąć ręką i opuścić w dół wąską huśtawkę. - Tylko zdejmij buty.
- Ogromne? - Zapytał ze zdziwieniem. - Kiedy jesteś wysoko, wzrost przestaje mieć znaczenie. Każdy z góry wygląda jak mrówka. - Jak plama, w której ledwo da się rozpoznać twarz. Albo w ogóle nie dało się tego zrobić, jedynie mózg dopowiadał tam sobie rzeczy, które chciał widzieć, chociaż... z jakiegoś powodu miał wrażenie, że pewien blond łeb byłby teraz w stanie wyhaczyć na widowni nawet zawieszony pod samym sufitem, topiąc się od świateł reflektorów. Przyznał to sobie z wielkim bólem.
Bólem, po którym nawiedziła go nagła fala niezręczności.
- Cóż, panie Alexie, Zarządco Cyrku - rzucił sarkastycznym tonem głosu - oto Nora Figg, właścicielka kociej kawiarni. Dostaję pozwolenie na posadzenie jej na trapezie? - A może musiał napisać jakieś specjalne pismo? - Nie słuchaj go, zapomniał wspomnieć, że ma - kija w dupie, chciał powiedzieć, ale ugryzł się w język, bo dotarło do niego, dlaczego znowu się tak wzburzył. Zarządca jebanego cyrku. Nigdy „partner Flynna”, nawet nie brat, ktokolwiek... Tak, to było żałosne, jak bardzo zaczęło mu to przeszkadzać, ale tak właśnie musiała zacząć działać głowa człowieka, którego dwie najważniejsze w życiu osoby chętnie zamknęłyby w klatce i trzymały tylko dla siebie. - Nieważne - zbył tę myśl. Nie przeprosił, tylko zakrył to wszystko entuzjazmem i mówił dalej. - Podrzucam w górę siostrę, której sięgam do połowy czoła i nigdy nie spadła. - Oczywiście, że zachęcał ją do czegoś durnego. Do czegoś, do czego nie namawiało się samotnej matki z dzieckiem. Ale taki też był czar szalonych cyrkowców, z którymi nici przeznaczenia splatały cię tak niespodziewanie - mogli skusić cię do zrobienia tego, czego w normalnych warunkach byś nie zrobiła, prawda? - Nie mów, że nie jesteś ciekawa, jak to jest być na górze - zachęcał ją dalej, odsuwając się na kilka kroków, żeby chwycić dłonią zwisającego z góry materiału. Wskoczył na niego, zaplątał swoje nogi i w ten sposób wspiął się wyżej, żeby pociągnąć ręką i opuścić w dół wąską huśtawkę. - Tylko zdejmij buty.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.