24.04.2024, 20:58 ✶
Ambrosia próbowała pociągnąć Louvaina ścieżką ku chatce, w której mieszkała Szeptucha. Szybko się jednak okazało, że nie był on mile widzianym gościem w tej części lasu. Im bardziej zbliżali się ku niewielkiemu, utkanemu z konarów przejściu, tym gwałtowniej reagowała otaczająca ich przyroda. Rośliny drgały, jak poruszane niewidzialnych wiatrem, drzewa szumiały złowrogo, wreszcie gałęzie wpełzły między nich, dokładnie w momencie, w którym obydwoje próbowali przekroczyć bramę, siłą oddzielając Louvaina od Ambrosii.
Magia tego miejsca okazała się przyjazna tylko wobec dziewczyny, w której żyłach płynęła krew Trelawneyów. Ona mogła podejść do drzwi, mogła pukać do nich i liczyć na przyjęcie. On nie miał tu wstępu.
Myślałaś, że zechcę go u siebie? – Ambrosii wydawało się, że usłyszała szept Szeptuchy w swoich uszach. Ale może to był tylko wiatr? Lub jej własne myśli spowodowane tym, jak gwałtownie zareagowała przyroda?
Drzwi uchyliły się nieco i stanęła w nich Szeptucha.
- Nie walcz z korzeniami, inaczej zabraknie ci powietrza – powiedziała na powitanie. Nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego, co wydarzyło się przed paroma chwilami, nijak nie dała tego po sobie poznać. – Też szukasz odpowiedzi, które nie są przygotowane dla ciebie, córko Felicity.
Magia tego miejsca okazała się przyjazna tylko wobec dziewczyny, w której żyłach płynęła krew Trelawneyów. Ona mogła podejść do drzwi, mogła pukać do nich i liczyć na przyjęcie. On nie miał tu wstępu.
Myślałaś, że zechcę go u siebie? – Ambrosii wydawało się, że usłyszała szept Szeptuchy w swoich uszach. Ale może to był tylko wiatr? Lub jej własne myśli spowodowane tym, jak gwałtownie zareagowała przyroda?
Drzwi uchyliły się nieco i stanęła w nich Szeptucha.
- Nie walcz z korzeniami, inaczej zabraknie ci powietrza – powiedziała na powitanie. Nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego, co wydarzyło się przed paroma chwilami, nijak nie dała tego po sobie poznać. – Też szukasz odpowiedzi, które nie są przygotowane dla ciebie, córko Felicity.