Uniósł brwi na Astrologoi, ale nie skomentował. Prawdę powiedziawszy, biorąc pod uwagę wymianę listów wcześniej tej dwójki, jego szczątkowe informacje na temat ich współpracy oraz obecną czułość wobec siebie, wolał nie wiedzieć. Równie dobrze mogło być tak, że dwójka uprawiała seks na mapie i pojechali tam, gdzie odcisnęły się pośladki Ambrosii. Sposobów dywinacji było mnóstwo, łącznie z takimi, wymagającymi badań genitaliów.
Największą energię falliczną tak naprawdę wyczuwał od Millie i Alexandra, nie od kart, dworu buław czy domniemanej płci sprawcy tego widowiska. Nie dlatego, że prezentowali silnie męskie archetypy, ale dlatego, że oboje skakali, najeżeni jak koguciki. Gdyby, jak jego karta ścieżki, nosił przy sobie wagę, pożyczyłby im, aby mogli zważyć swoje jaja i rozwiązać tę walkę o dominację ich ciężkością. A tak nawet nie miał sznureczka, aby mogli sobie pomierzyć i zawiązać supełki na długości penisów.
Z roślinami rzeczywiście na dwoje, hehe, babka wróżyła, kilka dni temu, podczas śniadania w Warowni koło nóg Morpheusa wyrosły tulipany, których nikt w tym miejscu nie posadził. Nie znał się specjalnie na roślinach, jednakże nawet dzieci w przedszkolach wiedziały, że są to symbole wiosny i właśnie wtedy kwitną, absolutnie nie latem. Niektóre, wybujałe odmiany czasami zakwitały w połowie lipca, ale zbliżali się do szczytu upałów, w gorącym sierpniu. Nie było miejsca na jędrne główki kolorowego kwiecia tego typu. Sierpień był czasem suchych traw i zboża.
Odłożył talię do kieszeni, które zdawały mu się śmiesznie niepojemne. Już tęsknił za swoimi czarodziejskimi szatami, żałował, że ubrał się jak mugol, chociaż rzeczywiście pojedyncze warstwy lnu zdecydowanie pomagały przy skwarze dnia. Przytaknął jednak na plan, skory podążać za nurtem, jakim prowadziło ich zdarzenie, plany jedynej osoby związanej ściśle z dochodzeniami.
— Prowadź nas tak, żebyś ominęli twoich kolegów — powiedział do niej. Nie miał ochoty zostać zarzuconym odpowiedzialnością i pytaniami o wszystko, tylko dlatego, że przybył tam z ramienia Departamentu Tajemnic. Poza tym uważał, że jedna policjantka wystarczyła im w zupełności, a może w przyszłości będą z niej jeszcze ludzie.
Wtedy też złapał ją za palcem wskazującym i środkowym za płatki nosa, ściskając go między kostkami i lekko ciągnąc, jak dziecko, które broi. Prawie jak pstryczek w czoło.
!1energiawindermere