22.04.2024, 16:19 ✶
Jeśli Brenna oznajmiała, że coś nie było takie proste to już wiedział, że będzie ciekawie. Wysłuchał jej słów w milczeniu, jedynie co chwila unosząc brew na kolejne rewelacje, których mu udzielała. Naprawdę spodziewał się wszystkiego, tylko nie przemieniłam się w wilka i dlatego wiem co się dzieje, zaufaj mojemu nosowi, to ekspert w tej sytuacji.
A najgorsze było, że wierzył jej w tym szaleństwie. Powstrzymał się więc od odruchowego zapewnienia, że nie byłoby różnicy, gdyby powiedziała mu, że jest niezarejestrowanym animagiem i po prostu skinął głową.
– Węszyła... ekhem Sprawdzałaś może jaki to ma zasięg? – spytał szeptem, upewniając się by tylko Brenna go słyszała. – I czy czułaś, że ono – Świetnie, mieli teraz jeszcze na głowie znikające ciało. – Po prostu bardzo szybko się rozkładało, czy znikało, jakby nigdy nie istniało? Są różne zaklęcia i klątwy... Albo eliksiry. Pamiętasz kiedy gniła ci ręka? Bez pomocy pewnie rozłożyłaby się cała. To wszystko jest możliwe, ale z tego co mówisz to bardzo duża skala działania... – Zmarszczył brwi. – Wiesz ja... Pokłóciłem się tutaj z niedźwiedziem. To znaczy... Znalazłem człowieka, leżał we wrzosach twierdząc, że mam go zostawić bo chce umrzeć. Pokłóciliśmy się, bo chciałem mu pomóc, więc zmienił się w niedźwiedzia i... Wiesz, to był człowiek, który potrzebował pomocy, a ja od razu miałem ochotę go nienawidzieć i teraz nie mogę zrozumieć dlaczego.– Czuł, że było mu głupio. Powinien podejść do tego inaczej. Spokojniej, profesjonalniej, a nie... Tak jak zrobił. A czemu tak zrobił? Nie potrafił znaleźć żadnego logicznego argumentu, poza tym, że pamiętał, że tamten go niesamowicie wkurzał.
– Patrz – wskazał jej zwęgloną bransoletkę, którą Brenna od razu podniosła, a on sam skrzywił się słysząc rozmowę matki z córką. Słomiana kukła wiedźmy... Jej mniejsze wersje sprzedawali na straganach, jedna Brenna nawet kupiła. I jeszcze to ognisko. – Obawiam się, że to miasto ma dość paskudne tradycje – mruknął, zerkając czy ich dwie towarzyszki są gdzieś w pobliżu. – A co do daty... Po prostu postarajmy się dzisiaj nie mdleć, nie krwawić, ani nie robić czegoś za bardzo dziwne... Co ty robisz? – Czarownica klęczała przed ogniskiem z bransoletką w ręku. Świetnie. Może więc jednak oszalała, a on cały ten czas rozmyślał nad bezsensownymi teoriami. – Brenno... Ludzie zaraz pomyślą, że modlisz się do popiołu. Wszystko w porządku? Źle się czujesz?
A najgorsze było, że wierzył jej w tym szaleństwie. Powstrzymał się więc od odruchowego zapewnienia, że nie byłoby różnicy, gdyby powiedziała mu, że jest niezarejestrowanym animagiem i po prostu skinął głową.
– Węszyła... ekhem Sprawdzałaś może jaki to ma zasięg? – spytał szeptem, upewniając się by tylko Brenna go słyszała. – I czy czułaś, że ono – Świetnie, mieli teraz jeszcze na głowie znikające ciało. – Po prostu bardzo szybko się rozkładało, czy znikało, jakby nigdy nie istniało? Są różne zaklęcia i klątwy... Albo eliksiry. Pamiętasz kiedy gniła ci ręka? Bez pomocy pewnie rozłożyłaby się cała. To wszystko jest możliwe, ale z tego co mówisz to bardzo duża skala działania... – Zmarszczył brwi. – Wiesz ja... Pokłóciłem się tutaj z niedźwiedziem. To znaczy... Znalazłem człowieka, leżał we wrzosach twierdząc, że mam go zostawić bo chce umrzeć. Pokłóciliśmy się, bo chciałem mu pomóc, więc zmienił się w niedźwiedzia i... Wiesz, to był człowiek, który potrzebował pomocy, a ja od razu miałem ochotę go nienawidzieć i teraz nie mogę zrozumieć dlaczego.– Czuł, że było mu głupio. Powinien podejść do tego inaczej. Spokojniej, profesjonalniej, a nie... Tak jak zrobił. A czemu tak zrobił? Nie potrafił znaleźć żadnego logicznego argumentu, poza tym, że pamiętał, że tamten go niesamowicie wkurzał.
– Patrz – wskazał jej zwęgloną bransoletkę, którą Brenna od razu podniosła, a on sam skrzywił się słysząc rozmowę matki z córką. Słomiana kukła wiedźmy... Jej mniejsze wersje sprzedawali na straganach, jedna Brenna nawet kupiła. I jeszcze to ognisko. – Obawiam się, że to miasto ma dość paskudne tradycje – mruknął, zerkając czy ich dwie towarzyszki są gdzieś w pobliżu. – A co do daty... Po prostu postarajmy się dzisiaj nie mdleć, nie krwawić, ani nie robić czegoś za bardzo dziwne... Co ty robisz? – Czarownica klęczała przed ogniskiem z bransoletką w ręku. Świetnie. Może więc jednak oszalała, a on cały ten czas rozmyślał nad bezsensownymi teoriami. – Brenno... Ludzie zaraz pomyślą, że modlisz się do popiołu. Wszystko w porządku? Źle się czujesz?