Nie do końca wiedziała, co się dzieje. Była tu po prostu, nie mogła w niczym pomóc, robiła więc wszystko, żeby nie przeszkadzać Mistrzowi. Najwyraźniej jednak sama jej obecność nieco uprzykrzała mu działanie, tylko dlaczego? Nie wiedziała, miała jednak nadzieję, że to wydarzenie nie będzie zapamiętane przez Czarnego Pana, jako jakaś jej klęska. Nie zniosłaby myśli, że ma o niej złe zdanie. Zależało jej na tym, aby ją cenił. Co by się nie działo.
Zdziwiło ją to, że Lord Voldemort pociągnął temat teleportacji. Nie wydawało jej się, że interesowało go to, gdzie zamierza się za chwilę znaleźć. Była przecież tylko marnym sługom, najwyraźniej może nie tylko? Skoro się tym przejął, może znaczyła dla niego nieco więcej? Marzenie, miała wiele marzeń, największym z nich było własnie to, żeby stać się kimś w oczach Mistrza. Może miała szansę je kiedyś osiągnąć? Jego reakcja dała jej nadzieję, może było to głupie, ale trudno.
Nie odzywała się jednak ani słowem, żeby nie przeszkadzać mu w dalszym działaniu. Coś trzasnęło, przeszedł jej dreszcz po plecach, bo ten dźwięk pojawił się zupełnie nieoczekiwanie. Pojawiła się szczelina, chyba jednak Mistrzowi udało się osiągnąć swój cel. Dotarło do niej też to, gdzie się znajdowali. Krypta, ależ romantyczne miejsce na schadzkę. Voldemort sięgnął po pergamin, czy coś podobnego. Wcale jej to nie poruszyło, przecież to były tylko kości, trup. Nic ciekawego.
- Dobrze. - Powiedziała tylko cicho, bo nie zakładała przecież, że Mistrz stanie się jej taksówką. Ne pytała dokąd ją odstawi, to nie było istotne, poczuła dotyk ręki Voldemorta na swoich plecach. Nie przeszkadzał jej nawet ten chłód, nigdy jeszcze nie znalazła się tak blisko niego... Wtedy odpłynęła, zasnęła.
Ocknęła się porzucona na cmentarzu, na ławce. Jedyne, co utwierdzało ją w tym, że nie było to marzenie senne była ta latarenka, która została z nią tutaj. Czyli to wszystko było prawdą, nie wymyśliła sobie tego. Zadowolona z tego, co się wydarzyło, teleportowała się z cmentarza do domu, oczywiście z laternką, której miała zamiar zrobić niewielki ołtarzyk, jako pamiątce po spotkaniu z najważniejszą osobą w swoim życiu.