Krótka notatka zostawiona w Norze spowodowała u niej dziwną ekscytację. Tort musiał zrobić, to na czym jej zależało, może była szansa, że Książę Cieni, jak nazywała go w swoich myślach Norka wybaczy jej tę drobne nieporozumienie. Nie miała niczego złego na myśli, nie była przecież jedną z tych osób, które źle życzyły mugolom, wręcz przeciwnie, tyle, że nie do końca odpowiednio ujęła to w słowa. Cóż, wiedziała, że to on musiał zostawić jej tę wiadomość, to by oznaczało, że będzie miała szansę odpokutować swoje winy, bo oczywiście, że zamierzała skorzystać z okazji i się z nim znowu spotkać. Mimo, że powinna pewnie to przemyśleć, ale po niej można się było spodziewać wszystkiego, ale chyba nie rozsądku, szczególnie w przypadku, w którym wydawało jej się, że znalazła kolejną duszę, która może potrzebować jej opieki.
Nie dostała od niego żadnych konkretów, ale jej to nie przeszkadzało. Niebieski namiot brzmiał zagadkowo, co tylko potęgowało tę ekscytację. Ubrana w złotą, krzykliwą sukienkę powoli zbliżała się do celu. Była trochę za bardzo opięta, co utrudniało jej się poruszanie w wysokich obcasach, które wybrała, jakoś jednak udało jej się dotrzeć na miejsce, z wielkim kartonem w dłoni. Oczywiście, że nie mogła nie zabrać ze sobą świeżo upieczonych pączków, szczególnie, że Flynn powiedział jej o tym, że lubi słodycze, co za zbieg okoliczności, że ona akurat w tym była najlepsza.
Cóż, znalazła się najprawdopodobniej w Cyrku. Dało jej to sporo odpowiedzi i właściwie zaczęło łączyć się w całość, czyżby połykał ogień? Może odcinał sobie różne części ciała, albo zajmował się jeszcze innymi sztuczkami? Pewnie niedługo się tego dowie.
Tuptała więc elegancka, ubrana niczym szczur na otwarcie kanału do tego niebieskiego namiotu, na szczęście wcale nie tak trudno było jej go zlokalizować. Nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać, ale jej to nie obchodziło. Załatwiła sobie wolny wieczór (co, wcale nie było takie proste) i zamierzała go, jak najlepiej wykorzystać.
Weszła nieco ostrożnie do namiotu, rozejrzała się po jego wnętrzu uważnie, tak naprawdę to szukała wzrokiem znajomej twarzy, bo trochę poczuła się jak intruz, bo co jeśli ktoś zapyta się jej, co właściwie tutaj robi? Wolałaby nie doprowadzać do niepotrzebnych konfrontacji, bo zapewne uciekłaby z krzykiem, nie należała do tych szczególnie odważnych osób. Miejsce wydawało się być zupełnie opustoszałe, może nawet to i lepiej, prościej.
Wtedy go zauważyła, leżał na deskach sceny, zaczęła więc się zbliżać w jej kierunku. Powoli, znaczy na tyle szybko, na ile mogła w tych butach. Poruszała się cicho, jakby nie chciała mu przerywać tej chwili, nie chciała być intruzem, który mu w czymś przeszkadza, chociaż przecież powinien się spodziewać jej nadejścia.