21.04.2024, 20:23 ✶
– A to w sumie całkiem świeża historia. Ale pewnie o tym, jak niedługo po egzaminach teleportowałam się na cudzym dachu zamiast przed naszym domem, pewnie już słyszałeś? – rzuciła jeszcze tylko Brenna, z odrobiną rozbawienia. Bo takie żenującego historie… nie miała wiele przeciwko, by być ich obiektem. Mógł sobie wyciągać szczegóły opowieści o tym, jak dostała jałmużnę od jednego z Nottów, Brenna nie miała nic przeciwko temu.
Pewnie Thomas niedługo usłyszy też od Erika i o tym, jak próbował zabić ich traktor.
*
– Thomas jest beznadziejnie dobrym człowiekiem, obawiam się – podsumowała Brenna, kiedy Abigail wspomniała o tych superlatywach. Wydobyła serwis, który pani Hardwick dostała na pięćdziesiąte urodziny i zaczęła rozstawiać na stole talerze, starając się bardzo, by stały idealnie równo. Miała tutaj pewną wprawę, bo skrzatka z Warowni dostawała niemalże apopleksji, gdy ją wyręczano i jeszcze zrobiono coś nie dość dobrze, a z kolei matka Brenny, o ile podczas jakichś rodzinnych uroczystości i nieoficjalnych okazji nie wymagała doskonałości, pozwalając im robić, co tylko chcieli, to kiedy przyjmowali ważnych gości wyłapywała każdy źle położony widelec i każdą niewłaściwie złożoną serwetkę z drugiego krańca pokoju… – Och. Pewnie opowiedział o tym razie, kiedy jednego dnia trzy razy wpadłam do rowu, prawda? Jestem pewna, że o tym opowiedział. Naprawdę zwykle nie wpadam do rowów – zapewniła Brenna.
To w końcu nie zawsze były rowy.
Czasem doły, a czasem jezioro, a czasem podłoga się załamywała albo schody.
– Właściwie… o co jest ta cała kłótnia? Nie chcą podzielić gospodarstwa albo ktoś nie chce kogoś spłacić? – ośmieliła się ostrożnie spytać, bo absolutnie nie pojmowała, w czym problem. Nie wyglądało na to, że Hardwickowie są ludźmi ubogimi. Nie byli bogaczami w takim rozumieniu, do jakiego przywykła Brenna, ale gospodarstwo wyglądało na zadbane, duże i przynoszące zyski, a chociaż dzieci do podziału było sporo, to Thomas zrezygnował ze swoich udziałów i no… podzielenie wszystkiego równo czy oszacowanie jakiejś spłaty, nie wydawało się jej czymś, co wymagało urządzania niemalże igrzysk śmierci z trutką i jeszcze strzelbami. Nawet jeżeli to był niby wypadek.
Brenna nie spodziewała się takiego ataku ze strony Abigail, ale na całe szczęście, zdołała i zapanować nad twarzą, i nie pozwolić, aby talerz wyślizgnął się jej przypadkiem z ręki. Oho. Thomas najwyraźniej niewiele mówił rodzinie o tym aspekcie swojego życia, a Brenna niezbyt się mu dziwiła. Sama nie chciała obciążać bliskich sobie ludzi problemami, a w tym przypadku sytuacja przedstawiała się jeszcze gorzej. Jak miał ich poinformować, że żył w świecie, w którym chciano go zabić, bo byli jego rodzicami? O tym, że tuż obok trwała wojna – i że jeżeli ją przegrają, to prawdopodobnie odmieni też życie tej rodziny? Voldemort z pewnością pozwoli przecież czarodziejom bezkarnie wyzyskiwać i mordować mugoli…
Co miał im powiedzieć?
Musiałem się wyprowadzić, bo moje mieszkanie zostało kompletnie zdemolowane przez dwójkę fanatyków, próbujących mnie zamordować?
– Hm, wydaje mi się, że o pewnych rzeczach powinnaś raczej rozmawiać z Thomasem niż ze mną – stwierdziła, ustawiając na stole ostatni z talerzy. – Nasza praca bywa nerwowa, a niektóre prowadzone sprawy są trudne. – Zwłaszcza teraz, gdy znaleźli się na pierwszym froncie wojny i to nie tylko w pracy, ale i w Zakonie Feniksa. – Nasz dom jest bardzo duży, a Thomas może spokojnie oszczędzać na kupno czegoś własnego, kiedy już pomyśli o zakładaniu własnej rodziny, zamiast wyrzucać majątek na wynajem w Londynie – skwitowała, i przecież nawet nie było to kłamstwo. Z punktu widzenia ekonomicznego taka decyzja była całkiem rozsądna. A że była podyktowana bardziej tym, że ich dom był dobrze chroniony i mogli skuteczniej się bronić razem niż w pojedynkę?
Pewnie Thomas niedługo usłyszy też od Erika i o tym, jak próbował zabić ich traktor.
*
– Thomas jest beznadziejnie dobrym człowiekiem, obawiam się – podsumowała Brenna, kiedy Abigail wspomniała o tych superlatywach. Wydobyła serwis, który pani Hardwick dostała na pięćdziesiąte urodziny i zaczęła rozstawiać na stole talerze, starając się bardzo, by stały idealnie równo. Miała tutaj pewną wprawę, bo skrzatka z Warowni dostawała niemalże apopleksji, gdy ją wyręczano i jeszcze zrobiono coś nie dość dobrze, a z kolei matka Brenny, o ile podczas jakichś rodzinnych uroczystości i nieoficjalnych okazji nie wymagała doskonałości, pozwalając im robić, co tylko chcieli, to kiedy przyjmowali ważnych gości wyłapywała każdy źle położony widelec i każdą niewłaściwie złożoną serwetkę z drugiego krańca pokoju… – Och. Pewnie opowiedział o tym razie, kiedy jednego dnia trzy razy wpadłam do rowu, prawda? Jestem pewna, że o tym opowiedział. Naprawdę zwykle nie wpadam do rowów – zapewniła Brenna.
To w końcu nie zawsze były rowy.
Czasem doły, a czasem jezioro, a czasem podłoga się załamywała albo schody.
– Właściwie… o co jest ta cała kłótnia? Nie chcą podzielić gospodarstwa albo ktoś nie chce kogoś spłacić? – ośmieliła się ostrożnie spytać, bo absolutnie nie pojmowała, w czym problem. Nie wyglądało na to, że Hardwickowie są ludźmi ubogimi. Nie byli bogaczami w takim rozumieniu, do jakiego przywykła Brenna, ale gospodarstwo wyglądało na zadbane, duże i przynoszące zyski, a chociaż dzieci do podziału było sporo, to Thomas zrezygnował ze swoich udziałów i no… podzielenie wszystkiego równo czy oszacowanie jakiejś spłaty, nie wydawało się jej czymś, co wymagało urządzania niemalże igrzysk śmierci z trutką i jeszcze strzelbami. Nawet jeżeli to był niby wypadek.
Brenna nie spodziewała się takiego ataku ze strony Abigail, ale na całe szczęście, zdołała i zapanować nad twarzą, i nie pozwolić, aby talerz wyślizgnął się jej przypadkiem z ręki. Oho. Thomas najwyraźniej niewiele mówił rodzinie o tym aspekcie swojego życia, a Brenna niezbyt się mu dziwiła. Sama nie chciała obciążać bliskich sobie ludzi problemami, a w tym przypadku sytuacja przedstawiała się jeszcze gorzej. Jak miał ich poinformować, że żył w świecie, w którym chciano go zabić, bo byli jego rodzicami? O tym, że tuż obok trwała wojna – i że jeżeli ją przegrają, to prawdopodobnie odmieni też życie tej rodziny? Voldemort z pewnością pozwoli przecież czarodziejom bezkarnie wyzyskiwać i mordować mugoli…
Co miał im powiedzieć?
Musiałem się wyprowadzić, bo moje mieszkanie zostało kompletnie zdemolowane przez dwójkę fanatyków, próbujących mnie zamordować?
– Hm, wydaje mi się, że o pewnych rzeczach powinnaś raczej rozmawiać z Thomasem niż ze mną – stwierdziła, ustawiając na stole ostatni z talerzy. – Nasza praca bywa nerwowa, a niektóre prowadzone sprawy są trudne. – Zwłaszcza teraz, gdy znaleźli się na pierwszym froncie wojny i to nie tylko w pracy, ale i w Zakonie Feniksa. – Nasz dom jest bardzo duży, a Thomas może spokojnie oszczędzać na kupno czegoś własnego, kiedy już pomyśli o zakładaniu własnej rodziny, zamiast wyrzucać majątek na wynajem w Londynie – skwitowała, i przecież nawet nie było to kłamstwo. Z punktu widzenia ekonomicznego taka decyzja była całkiem rozsądna. A że była podyktowana bardziej tym, że ich dom był dobrze chroniony i mogli skuteczniej się bronić razem niż w pojedynkę?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.