21.04.2024, 20:05 ✶
Uśmiechnął się do niej szerzej, może odrobinę szaleńczo. Powinno schlebiać mu to, jak o nim mówiła? Jak o kimś, kto mógł nie być gotowy na tego typu grę? Znała go przecież. To wszystko leżało w postrzeganiu świata i siebie. Ją wykręcało od fałszu, jakim musiała się otulać niczym kocem. Dla niego ten fałsz, jaki musieli zacisnąć wokół swoich ciał, miał być ceną za coś, co było prawdziwe. Co czuł. Co przyciągało go jak magnes, jak światło kuszące ćmę do podążania za swoim śladem.
- Oh błagam, oboje wiemy, że wypadłem ze ścieżki rozsądku już dawno, jeszcze zanim podeszłaś do mnie na tej cholernej imprezie. - Pokręcił głową. Wciąż nie ruszały go żadne żarty ani przytyki, poza tym udowodnił już niejednokrotnie, jak pięknie potrafił się za to odegrać własnymi słowami. Ale teraz tego nie zrobił. Nie dodał do swoich nut żadnej nuty ironii ani sarkazmu, nie zasłonił się żadnym dowcipem. Stał się całkowicie sobą. Tym pozbawionym przyozdobień, surowym Alastorem Moodym potrafiącym powiedzieć wszystko, jakby nie był to słowa ciążące na sercu, tylko coś oczywistego. - Mógłbym powiedzieć, że to nie istnieje - to, co było pomiędzy nimi, ta nić, w jaką się zaplątali tańcząc razem z Warowni, a później nie mogli z niej odplątać - pójść do baru i znaleźć sobie kogoś, kto niczym nie ryzykuje kiedy mnie całuje - jak zawsze, nigdy nawet nie robił sobie nadziei na stworzenie czegoś trwałego przy tak idiotycznym trybie życia - bez gry, kłamstw i tajemnic.
Niby brzmiało to na prostsze, ale było też wyprane z jakiegokolwiek smaku. Z kolorów. Życie, jakie wiódł do tej pory, było życiem kogoś, kto ciągle ubiera się w to samo, je to samo, widzi te same twarze, rozwiązuje niemal identyczne sprawy kryminalne, wypija ćwiartkę wódki i zasypia w ciszy. Ona w tym była... niech będzie to światło. Zimne, ale nadające tej przestrzeni kolorytu. Budzące jego oczy po pobycie w niemal kompletnej ciemności.
- Będę sobie mówił, że nie czuję tego w pełni, bo taki już po prostu jestem, a nie dlatego, że całując ją cały czas myślałem o tobie. Ty będziesz budziła się codziennie, będąc tylko i aż żoną Williama Lestrange'a, mając przed oczyma jakieś durne scenariusze, które nigdy się nie wydarzyły i nie wydarzą, bo powiedzieliśmy sobie nie. - Typowe historie tkane w myślach przed zaśnięciem. Inne światy, w których wszystko ułożyło się inaczej, lepiej, ciekawiej. Nic dziwnego, jak łatwo było postanowić zabijać to wódką i tabletkami nasennymi. Nie zdziwiłoby go, gdyby niedługo uzależnił się od nich cały Londyn. - Jeżeli masz płakać, to płacz. Jeżeli mam się dla ciebie sparzyć, to się sparzę, ale... - na moment zamilkł, przygryzł wargę - daj mi to przeżyć.
I sama to przeżyj.
- Jakiekolwiek by to nie było.
- Oh błagam, oboje wiemy, że wypadłem ze ścieżki rozsądku już dawno, jeszcze zanim podeszłaś do mnie na tej cholernej imprezie. - Pokręcił głową. Wciąż nie ruszały go żadne żarty ani przytyki, poza tym udowodnił już niejednokrotnie, jak pięknie potrafił się za to odegrać własnymi słowami. Ale teraz tego nie zrobił. Nie dodał do swoich nut żadnej nuty ironii ani sarkazmu, nie zasłonił się żadnym dowcipem. Stał się całkowicie sobą. Tym pozbawionym przyozdobień, surowym Alastorem Moodym potrafiącym powiedzieć wszystko, jakby nie był to słowa ciążące na sercu, tylko coś oczywistego. - Mógłbym powiedzieć, że to nie istnieje - to, co było pomiędzy nimi, ta nić, w jaką się zaplątali tańcząc razem z Warowni, a później nie mogli z niej odplątać - pójść do baru i znaleźć sobie kogoś, kto niczym nie ryzykuje kiedy mnie całuje - jak zawsze, nigdy nawet nie robił sobie nadziei na stworzenie czegoś trwałego przy tak idiotycznym trybie życia - bez gry, kłamstw i tajemnic.
Niby brzmiało to na prostsze, ale było też wyprane z jakiegokolwiek smaku. Z kolorów. Życie, jakie wiódł do tej pory, było życiem kogoś, kto ciągle ubiera się w to samo, je to samo, widzi te same twarze, rozwiązuje niemal identyczne sprawy kryminalne, wypija ćwiartkę wódki i zasypia w ciszy. Ona w tym była... niech będzie to światło. Zimne, ale nadające tej przestrzeni kolorytu. Budzące jego oczy po pobycie w niemal kompletnej ciemności.
- Będę sobie mówił, że nie czuję tego w pełni, bo taki już po prostu jestem, a nie dlatego, że całując ją cały czas myślałem o tobie. Ty będziesz budziła się codziennie, będąc tylko i aż żoną Williama Lestrange'a, mając przed oczyma jakieś durne scenariusze, które nigdy się nie wydarzyły i nie wydarzą, bo powiedzieliśmy sobie nie. - Typowe historie tkane w myślach przed zaśnięciem. Inne światy, w których wszystko ułożyło się inaczej, lepiej, ciekawiej. Nic dziwnego, jak łatwo było postanowić zabijać to wódką i tabletkami nasennymi. Nie zdziwiłoby go, gdyby niedługo uzależnił się od nich cały Londyn. - Jeżeli masz płakać, to płacz. Jeżeli mam się dla ciebie sparzyć, to się sparzę, ale... - na moment zamilkł, przygryzł wargę - daj mi to przeżyć.
I sama to przeżyj.
- Jakiekolwiek by to nie było.
fear is the mind-killer.