21.04.2024, 15:00 ✶
Celowo wstrzymałaś się przed komentarzem żeby nie rozzłościć Czarnego Pana, ale on i tak wydawał się być tą sytuacją coraz mocniej zdenerwowany. Widzenie go wytrąconego z równowagi należało do sytuacji bardzo rzadkich - czarnoksiężnik zachowywał opanowanie w nawet najdziwniejszych sytuacjach. Dlaczego teraz było inaczej?
Być może... Powodem tego byłaś ty?! Widziałaś przez ciemność jak marszczy brwi, napina swoje ciało analizując te runy i denerwuje go brak jakiejkolwiek kontynuacji działania tego tajemniczego zaklęcia, a pomiędzy tym... Spojrzał się na ciebie i nietypowo szybko odwrócił wzrok.
- Nie... - odpowiedział ci, ale na tym etapie mogłaś być właściwie pewna, że Lord Voldemort sam nie do końca wiedział na co czeka. - Grimmauld Place... - Powtórzył po tobie, nieco zamyślonym tonem głosu. - Pierwsze miejsce o którym pomyślałaś jest dom rodzinny, a spodziewałem się po tobie chęci opuszczenia go. - Czy twój Mistrz właśnie ciągnął rozmowę o sprawach prywatnych? Tak. Pokazywał swoją ludzką stronę? Tak. Niestety zanim mogłaś zareagować na to, rozeznać się bardziej w tak całkowicie obcej dla ciebie sytuacji, usłyszałaś piekielnie głośny trzask. Stary mechanizm obudził się wreszcie, a w miejscu w którym na ścianie wyryte były runy pojawiła się szczelina. Nie pęknięcie, lecz szczelina wyryta maleńkim dłutem. A kiedy Voldemort jej dotknął, że ściany wysunęła się długa, głęboka szuflada. I wtedy to do ciebie dotarło. Znajdowałaś się w grobowcu, w krypcie. Na kamiennej płycie leżały kości jakiegoś czarodzieja zsciskającego palce na pożółkłym zwoju. Twój Mistrz nie miał tutaj skrupułów - zabrał mu artefakt z którym został pochowany bez cienia wzruszenia na twarzy.
- Teraz to już koniec - oznajmił, nie odpieczętowując go przy tobie. - Ale nie mogę zabrać cię tak daleko. - A gdzie mógł? Łańcuch latarenki wysunął się delikatnie z twoich palców, ale wciąż ją trzymałaś, po prostu jej światło opadło niżej, ty zaś poczułaś się senna. Ostatnim co pamiętałaś był dotyk jego ręki na twoich plecach. Była zimna. Lodowata, jak ręka trupa, jednocześnie tak niesamowicie ludzka...
Ocknąwszy się na ławce przy cmentarzu w Little Hangleton, pamiętałaś gryzący zapach dymu i świst teleportacji, kiedy zabrał was razem na powierzchnię. Po tym musiał zniknąć, bo siedziałaś tutaj sama. No, może nie do końca sama.
Ty i twoja latarenka.
Być może... Powodem tego byłaś ty?! Widziałaś przez ciemność jak marszczy brwi, napina swoje ciało analizując te runy i denerwuje go brak jakiejkolwiek kontynuacji działania tego tajemniczego zaklęcia, a pomiędzy tym... Spojrzał się na ciebie i nietypowo szybko odwrócił wzrok.
- Nie... - odpowiedział ci, ale na tym etapie mogłaś być właściwie pewna, że Lord Voldemort sam nie do końca wiedział na co czeka. - Grimmauld Place... - Powtórzył po tobie, nieco zamyślonym tonem głosu. - Pierwsze miejsce o którym pomyślałaś jest dom rodzinny, a spodziewałem się po tobie chęci opuszczenia go. - Czy twój Mistrz właśnie ciągnął rozmowę o sprawach prywatnych? Tak. Pokazywał swoją ludzką stronę? Tak. Niestety zanim mogłaś zareagować na to, rozeznać się bardziej w tak całkowicie obcej dla ciebie sytuacji, usłyszałaś piekielnie głośny trzask. Stary mechanizm obudził się wreszcie, a w miejscu w którym na ścianie wyryte były runy pojawiła się szczelina. Nie pęknięcie, lecz szczelina wyryta maleńkim dłutem. A kiedy Voldemort jej dotknął, że ściany wysunęła się długa, głęboka szuflada. I wtedy to do ciebie dotarło. Znajdowałaś się w grobowcu, w krypcie. Na kamiennej płycie leżały kości jakiegoś czarodzieja zsciskającego palce na pożółkłym zwoju. Twój Mistrz nie miał tutaj skrupułów - zabrał mu artefakt z którym został pochowany bez cienia wzruszenia na twarzy.
- Teraz to już koniec - oznajmił, nie odpieczętowując go przy tobie. - Ale nie mogę zabrać cię tak daleko. - A gdzie mógł? Łańcuch latarenki wysunął się delikatnie z twoich palców, ale wciąż ją trzymałaś, po prostu jej światło opadło niżej, ty zaś poczułaś się senna. Ostatnim co pamiętałaś był dotyk jego ręki na twoich plecach. Była zimna. Lodowata, jak ręka trupa, jednocześnie tak niesamowicie ludzka...
Ocknąwszy się na ławce przy cmentarzu w Little Hangleton, pamiętałaś gryzący zapach dymu i świst teleportacji, kiedy zabrał was razem na powierzchnię. Po tym musiał zniknąć, bo siedziałaś tutaj sama. No, może nie do końca sama.
Ty i twoja latarenka.
Post: Eutierria.