Prawda była taka, że gdyby miała się teraz zatrzymać, chwilę nad tym wszystkim pomyśleć, to nie byłaby w stanie jednoznacznie określić tego, o co konkretnie jej w tej sytuacji chodziło. Rzeczywiście dotyczyło to okna? Braku entuzjazmu? Miała zastrzeżenia do postawy Terry'ego? Oczywiście nie przyznałaby się do tego na głos. Szla by w zaparte. Szukała jakiś argumentów. Szukała czegoś na swoją obronę. Starałaby się doprowadzić do sytuacji, w której to Terry jako pierwszy powie przepraszam. Bo przecież łatwo skóry nie odda. Nie przyzna się do tego, że być może to jednak ona pozwoliła sobie na zbyt dużo. Zabrnęła o tych kilka kroków zbyt daleko.
- Powiedziałam już. Mam się powtarzać? - zamiast zareagować na jego słowa dotyczące wyciągania spraw sprzed miesięcy, albo ten durny i niepotrzebny komentarz dotyczący wiewiórek, skupiła się na ostatnich słowach. Stała przed nim z rękoma założonymi na wysokości klatki piersiowej, z wysoko uniesionym podbródkiem. Nie zamierzała się wycofywać. - Może nauczysz się wreszcie słuchać? A zresztą... wiesz co? Nieważne.
Nieszczególnie miała ochotę kontynuować tę rozmowę. Nie z nim. Czuła się tak, jakby raz za razem odbijała się od ściany; jakby nic do niego nie docierało. Nie chciał zrozumieć. Nie chciał niczego zmienić. Zamiast tego problemu szukał w niej. Typowe. Przecież to pewne, że za jej wybuchem musiało coś stać; że było tutaj jakieś drugie dno.
- Przyda nam się trochę odpoczynku. Od siebie. Nie przyjechałam tutaj, żeby się użerać z Tobą i Twoimi humorkami. - i kto tu do kogo mówił? Przyganiał kocioł garnkowi? Być może. Penny nie dostrzegała, że sama nie była dużo lepsza, choćby trochę mniej problematyczna. - Ja idę na spacer, a Ty idź sobie nad te jezioro. Nie będziemy sobie wchodzić w drogę.
Może to nie było takim złym pomysłem? Lepiej było spędzić nieco czasu osobno, zamiast przeznaczyć go na ciągłe kłótnie, psujące tych kilka dni jakie udało im się przeznaczyć na odpoczynek - od szarej, londyńskiej codzienności. Kto wie? Może nawet za kilka godzin, kiedy emocje trochę opadną, uda im się dogadać? Cała irytacja minie?
Obydwoje byli na tyle zirytowani, żeby całej tej awantury nie przeciągać. Penny wróciła do chatki. Na moment. Zamknęła okna. Następnie wyszła z powrotem na zewnątrz, zamknęła drzwi na klucz. Mieli tylko jeden, ale... nie było to czymś, czym zamierzała sobie zaprzątać głowę. Przecież nie byli głupimi mugolami, dla których mogłoby stanowić to większy problem. Potrafili sobie poradzić w takich sytuacjach.
Chwilę się zastanawiała co powinna zrobić. Udać się nad jezioro? Jakoś nieszczególnie to do niej przemawiało. Przynajmniej w tym momencie. Las? Był jakąś opcją. Tylko może... zamiast ruszyć gdzieś dalej, powinna rozejrzeć się po samym ośrodku, który warto było poznać? Zorientować się gdzie co się znajdywało. Na tym właśnie się skupiła.