20.04.2024, 20:29 ✶
Na co dzień naprawdę nie miał absolutnie nic przeciwko kłótniom. Tyle tylko, że reguła ta niekoniecznie dotyczyła również kłótni z Penny, które – aż niewiarygodne – zwykle po prostu się nie zdarzały. Przynajmniej nie takie poważne, które rzeczywiście zasługiwałyby na miano prawdziwych kłótni. Pospolite sprzeczki – porównywalne do tych, które mogłyby zdarzać się regularnie na przykład pomiędzy rodzeństwem – można było pominąć taktownym milczeniem.
Pewnie i w tej sytuacji, nawet – a może zwłaszcza – widząc zdenerwowanie przyjaciółki, mógłby stosunkowo łatwo załagodzić sytuację. I to bez większego wysiłku, po prostu obracając ją w mniej lub bardziej koślawy żart. Może nawet dla świętego spokoju zamykając to przeklęte okno, które z jakiegoś powodu stało się najwyraźniej głównym powodem całego tego nieporozumienia. Możliwe nawet, że podobne rozwiązane sprawy faktycznie przeszło mu przez moment przez myśl. Dość szybko wyparte zostało jednak przez przekonanie, że w tej konkretnej sytuacji ewidentnie musiało chodzić o coś jeszcze, nie tylko o cholerne okno.
I rzeczywiście. Nawet jeśli nawiązanie do tego nieszczęsnego włamania do sklepu niespecjalnie rozjaśniało całą sytuację, to zdecydowanie mogło umacniać wrażenie, że zachowanie Penny miało jakieś drugie dno. Nie do końca jeszcze jasne czy zrozumiałe, ale z całą pewnością obecne.
– O, poważnie? – w reakcji na jej słowa, wymownie wywrócił oczami. – Czyli będziemy się teraz bawić w wywlekanie jakichś pomyłek sprzed paru miesięcy? Po co się w ogóle ograniczać, najlepiej wygrzebać coś sprzed kilku lat…
Zwłaszcza, że gdyby tak faktycznie pogrzebać – nawet bez szczególnej wnikliwości – na pewno dałoby się przytoczyć całkiem sporo przykładów, w których finalnie okazywało się, że Terry mylił się w swoich przekonaniach. Zwłaszcza, że wbrew temu co sam lubił uważać, to chyba rzeczywiście przytrafiało mu się całkiem często. Możliwe, że dość swobodne podejście do wielu spraw miało w tym jakiś swój udział.
– Rozejrzyj się. Kto właściwie miałby chcieć tu wejść? Wiewiórki? – dla lepszego zobrazowania tego co miał do przekazania, wskazał niedbałym ruchem najbliższą okolicę. W której, tak swoją drogą, póki co nie było widać nawet tych wspomnianych wiewiórek. Choć te akurat mogły się dobrze ukrywać, by w spokoju wyczekać najlepszego momentu i rzeczywiście dokonać włamania do beztrosko pozostawionego domku. – O co ci właściwie chodzi?
I to chyba było kluczowe pytanie. Bo o coś z całą pewnością. Co do tego nie miał już praktycznie żadnych wątpliwości. Chociaż wciąż nie było jasne, czym rzeczone coś mogłoby być. I raczej nie sądził, by miał dowiedzieć się tego od samej Penny. Podobno jednak czasami warto było zapytać wprost, nawet jeśli miało się całkowitą pewność co do tego, że na jakąkolwiek sensowną odpowiedź nie było najmniejszych szans.
Pewnie i w tej sytuacji, nawet – a może zwłaszcza – widząc zdenerwowanie przyjaciółki, mógłby stosunkowo łatwo załagodzić sytuację. I to bez większego wysiłku, po prostu obracając ją w mniej lub bardziej koślawy żart. Może nawet dla świętego spokoju zamykając to przeklęte okno, które z jakiegoś powodu stało się najwyraźniej głównym powodem całego tego nieporozumienia. Możliwe nawet, że podobne rozwiązane sprawy faktycznie przeszło mu przez moment przez myśl. Dość szybko wyparte zostało jednak przez przekonanie, że w tej konkretnej sytuacji ewidentnie musiało chodzić o coś jeszcze, nie tylko o cholerne okno.
I rzeczywiście. Nawet jeśli nawiązanie do tego nieszczęsnego włamania do sklepu niespecjalnie rozjaśniało całą sytuację, to zdecydowanie mogło umacniać wrażenie, że zachowanie Penny miało jakieś drugie dno. Nie do końca jeszcze jasne czy zrozumiałe, ale z całą pewnością obecne.
– O, poważnie? – w reakcji na jej słowa, wymownie wywrócił oczami. – Czyli będziemy się teraz bawić w wywlekanie jakichś pomyłek sprzed paru miesięcy? Po co się w ogóle ograniczać, najlepiej wygrzebać coś sprzed kilku lat…
Zwłaszcza, że gdyby tak faktycznie pogrzebać – nawet bez szczególnej wnikliwości – na pewno dałoby się przytoczyć całkiem sporo przykładów, w których finalnie okazywało się, że Terry mylił się w swoich przekonaniach. Zwłaszcza, że wbrew temu co sam lubił uważać, to chyba rzeczywiście przytrafiało mu się całkiem często. Możliwe, że dość swobodne podejście do wielu spraw miało w tym jakiś swój udział.
– Rozejrzyj się. Kto właściwie miałby chcieć tu wejść? Wiewiórki? – dla lepszego zobrazowania tego co miał do przekazania, wskazał niedbałym ruchem najbliższą okolicę. W której, tak swoją drogą, póki co nie było widać nawet tych wspomnianych wiewiórek. Choć te akurat mogły się dobrze ukrywać, by w spokoju wyczekać najlepszego momentu i rzeczywiście dokonać włamania do beztrosko pozostawionego domku. – O co ci właściwie chodzi?
I to chyba było kluczowe pytanie. Bo o coś z całą pewnością. Co do tego nie miał już praktycznie żadnych wątpliwości. Chociaż wciąż nie było jasne, czym rzeczone coś mogłoby być. I raczej nie sądził, by miał dowiedzieć się tego od samej Penny. Podobno jednak czasami warto było zapytać wprost, nawet jeśli miało się całkowitą pewność co do tego, że na jakąkolwiek sensowną odpowiedź nie było najmniejszych szans.