Ze strachu w strach wpadając Laurent dodał sobie jeden grosz tych obaw. Ten grosz miał twarz Perseusa, a na drugiej stronie pokazywał leżącą na ziemi sylwetkę - z życiem, ale niemal bezwładnie. To, jak przyśpieszył mu oddech i jak zaczęła mu drżeć dłoń na lasce, jak wyglądał słabo, jakby brakowało mu oddechu, chociaż powietrze tutaj było bardzo rześkie. Mignął mu obraz w wyobraźni, że Perseus upada. Choroba, o której mówił, oznaki bólu na jego twarzy, to krzywienie się, miał wtedy taką specyficzną mimikę, ta laska, którą przy sobie trzymał. Wiedział przecież, że to nie są żadne żarty, ale kiedy się wczoraj dowiedział o tym, że to też nie są po prostu problemy z nogą, tylko coś, co go zniszczy, co go całkowicie poskromi i zamknie jego umysł zmuszając go do spoglądania ciągle w jedne sufit czy ścianę... łatwo po usłyszeniu czegoś takiego uwrażliwić się na każdy gest. Dodajmy do tego tą krew z nosa i oto był gotowy ten jeden grosik na szczycie monet o różnych barwach i strukturach. Każda odpowiadała za co innego, ale każda rodziła się z tej jednej emocji. Ze strachu.
- W porządku... - Perseus przeszedł z badania pacjenta, który mu wyjechał, do badania całego tego miejsca? Czarodzieje dysponowali różnymi dziwnymi możliwościami i sposobami na poznawanie otoczenia, różnymi zaklęciami, o których Laurent pewnie nie miał pojęcia. Tylko czy to był interes Blacka? Nie każdy musi mieć interes, żeby chcieć coś naprawić czy zrobić dobrze, jeśli tylko miało się serce po dobrej stronie. To Perseusa musiało być czarne, skoro płynęła przez nie czarna krew, ale przecież wierzył wcześniej, że było ono dobre. Widział to w nim, lub tylko mu się wydawało i dał się nabrać. Grosz. Dwie strony kręcące się przed jego oczami wobec tego, jak Perseusa widział, a jaki teraz zdawał się przerażającym i zdolnym do wszystkiego osobnikiem.
Może i żart był nieudolny, ale skoro Laurent się nawet mimo tych obaw i zapieczętowanego stresu uśmiechnął to nie mógł być aż taki nieudany, prawda? Brzmiało to niewinnie, mógł myśleć, że rzeczywiście co zrobiłby mi kaleka, ale dopóki Perseus tego nie ujął w tym żartobliwym tonie to nie, nie pomyślał tak o tym. Istniało bardzo wiele sposobów na zrobienie komuś krzywdy, które nawet nie wymagały ruszenia się z miejsca, a on nie miał ze sobą Dumy, który by go obronił. Czy oskarżanie go o jakieś podłości nie było nad wyrost? Nie było w ogóle... nie w twoim stylu? Obawy to jedno, wątpliwości kolejna rzecz - zawsze je miałeś. Ale aż taka ewolucja podejrzeń?
- Nie powinniśmy rozmawiać wśród mugoli, to prawda. - Zacznijmy od tego, że teraz dotarło do niego, co sam powiedział - że nie chciał rozmawiać wśród osób, które niekoniecznie miały cokolwiek z magią wspólnego. Sytuacja zyskała minimum oddechu. - Ludzie są przerażający, Perseusie. - Dodał cicho. Co miał mu powiedzieć? Prawdę? Mógł mu zaufać, żeby mówić mu prawdę? Przez moment milczał. - A kiedy w grę wchodzą intensywne uczucia to nie mogę przewidzieć, co się wydarzy. - Bo właśnie wtedy ludzie stawali się najbardziej nieprzewidywalni. A skoro nie byli przewidywalni, to byli poza jego jakąkolwiek kontrolą. Perseus zaś swoim zachowaniem pokazał dokładnie to - całkowity chaos czynów i słów, których nie rozumiał i nie potrafił sobie tego wyjaśnić.
Pytanie o widmo Breckenu na szczęście było retoryczne, chociaż Laurent i tak zaprzeczył. Nie widział i nie słyszał o tym zjawisku. Brzmiało zaś... bardzo ciekawie. Ach, to było właśnie takie poruszające odpowiednie wątki serca - inteligencja. Mądrość. Perseus był mądrym człowiekiem o takim głosie, że chciało się go słuchać godzinami. Kupował zainteresowanie Laurenta samym uśmiechem, jednym spojrzeniem, a kiedy się odzywał to świat mógłby zatonąć w podwojach Atlantyku. Anglia stałaby się drugą Atlantydą, żadna strata. Przecież przy nim Perseus by nie utonął. Rozumiał, czym było odczytywanie aur - w końcu Atreus z jego rodziny korzystał z tej niezwykłej zdolności.
- Kiedy tak o tym mówisz... - Zamyślił się na moment intensywnie, skupił spojrzenie, chociaż teraz nie widział nawet czerni ubioru Perseusa, na którym zawiesił wzrok. - ... nie... nic się właściwie nie stało... - Odpowiedział powoli. Nie było żadnych zmian, które mogłyby sprawić, żeby zwątpił w Perseusa. - Ja... właściwie nie wiem, co się dzieje. Intensywność twoich emocji mnie przytłoczyła i pomyślałem, że będziesz chciał więcej i więcej... - Że mnie zdradzisz. Jakoś nie bardzo potrafił to teraz wypluć z gardła. Spojrzał na ten domek. Wejść do środka. Teraz. Przeszedł go zimny dreszcz. Serce trochę przyśpieszyło. Nic złego się nie stanie. Ktoś tu przyjdzie, co może ci grozić? Mało już spotkało cię tragedii? Może z tą czernią to tylko jakaś ściema, żeby uśpić czujność? - Z chęcią usiądę z tobą na zewnątrz. - Przy ogrodowym stole, ale nie mógł się zmusić na razie przy tych rewelacjach do wejścia wewnątrz. Jednocześnie wcale nie chciał stąd iść. - Czym jest... telefon?