20.04.2024, 04:10 ✶
Pewnie gdyby Bertiemu przyszło chociaż trochę zastanowić się nad tym jak podchodził do życia (ale powiedzmy sobie szczerze, do pewnych tematów, szczególnie do siebie, podchodził bezrefleksyjnie), to może z pewnym zafascynowaniem podszedłby do tematu, że wszędzie wydawał się czuć jak w domu. Jednak jego umiejętność wyłuskiwania nawet z najgorszej dziury najlepszych jej szczegółów, którymi można by się cieszyć, nie do końca pokrywała się z faktem, że w gruncie rzeczy Bott nie był żadnym zapalonym podróżnikiem. Wypad na ryby czy do ośrodka wczasowego ze znajomymi nie zmieniało faktu, że wyznawał prostą zasadzę nie ma to jak w domu. Kochał swoje cztery ściany najbardziej na świecie i gdyby mu przyszło żyć do końca swojego życia w sielankowym otoczeniu Doliny Godryka to zgodziłby się na to bez mrugnięcia okiem. Miałby swoje kury, psidwaki, pasiekę czy sady. Miałby też swój latający motor i konie i absolutnie niczego więcej nie potrzebował do życia. Nic więc dziwnego, że przy jego zamiłowaniu do własnego domu, zdarzyło się tak jakoś, że nie ruszyli z Nottem na jakieś zagraniczne wojaże, ale zawsze kiedy Philip ruszał w świat, mógł oczekiwać od przyjaciela dobrych słów na drogę i fali entuzjazmu na czekającą go podróż.
- Zawsze myślałem, że bliżej ci do jakiegoś latającego wehikułu, a niekoniecznie takiego poruszającego się po wodzie - rzucił, troszkę żartobliwie, a trochę faktycznie chyba dumając nad tą kwestią. - Na przykład taki latający dywan? Słyszałem, że są podobno całkiem wygodne. Ale w sumie chyba wszystko, na czym można się położyć, można zaliczyć do wygodnych. A przynajmniej trochę.
Sam Bertie, oczywiście, z latających pojazdów wolał swój zaczarowany motocykl, jednak z nim był tego typu problem, że Ministerstwo nie patrzyło na tego typu środki lokomocji przychylnym okiem. Całe szczęście nikt go jeszcze nie zgłosił za tego typu psikusy, ale nie raz myślał już o tym, jaki byłby okropnie załamany, gdyby go ktoś przyłapał i pojazd skonfiskował.
Bott przez moment stał obok Philipa w ciszy, kiedy ten robił zdjęcia, samemu zwyczajnie chłonąc rozpościerający się przed nimi krajobraz gołym okiem. Zdjęcia były miłe, pomagały pamiętać, ale jakaś część Bertiego wolała cieszyć się chwilą osobiście, nie kryjąc się za obiektywem.
- Brzmi kusząco. Ale wiesz, czemu nie razem? Nie dałoby się jakoś go ustawić, żeby sam nam zrobił zdjęcie?
- Zawsze myślałem, że bliżej ci do jakiegoś latającego wehikułu, a niekoniecznie takiego poruszającego się po wodzie - rzucił, troszkę żartobliwie, a trochę faktycznie chyba dumając nad tą kwestią. - Na przykład taki latający dywan? Słyszałem, że są podobno całkiem wygodne. Ale w sumie chyba wszystko, na czym można się położyć, można zaliczyć do wygodnych. A przynajmniej trochę.
Sam Bertie, oczywiście, z latających pojazdów wolał swój zaczarowany motocykl, jednak z nim był tego typu problem, że Ministerstwo nie patrzyło na tego typu środki lokomocji przychylnym okiem. Całe szczęście nikt go jeszcze nie zgłosił za tego typu psikusy, ale nie raz myślał już o tym, jaki byłby okropnie załamany, gdyby go ktoś przyłapał i pojazd skonfiskował.
Bott przez moment stał obok Philipa w ciszy, kiedy ten robił zdjęcia, samemu zwyczajnie chłonąc rozpościerający się przed nimi krajobraz gołym okiem. Zdjęcia były miłe, pomagały pamiętać, ale jakaś część Bertiego wolała cieszyć się chwilą osobiście, nie kryjąc się za obiektywem.
- Brzmi kusząco. Ale wiesz, czemu nie razem? Nie dałoby się jakoś go ustawić, żeby sam nam zrobił zdjęcie?