19.04.2024, 22:41 ✶
Cegła po cegle, Laurent stawiał swój mur od pierwszej chwili, w której ujrzał go nad tym przeklętym jeziorem. Im mocniej Perseus do niego lgnął, tym bardziej się od niego dystansował, odsuwał, rysował coraz mocniejszą granicę. Szarpnięcie. Nadgarstek wysuwający się z jego dłoni. Nie protestował, nie próbował go zatrzymać siłą. Odwrócił się tylko zaskoczony i wtedy zdał sobie sprawę, że pomiędzy nimi wyrosła ściana. Niewidzialna, a jednak boleśnie namacalna.
— J-ja... Ja nie chciałem zaciągać cię do żadnego... — widok przerażenia odciskającego się na twarzy Laurenta sprawił, że Perseus stracił całą pewność siebie, która i tak była ulotna. Pod ciężarem słów Laurenta kurczył się i zapadał w sobie. Skrzywdził go, zranił swoją bezpośredniością. Sam odsunął się od Laurenta, zawstydzony swoimi własnymi rekcjami. Odwrócił od niego spojrzenie i wbił wzrok w rozedrganą dłoń zaciskającą się na lasce, próbując - jak to Prwett sam określił - doprowadzić się do przyzwoitego porządku. Powinien zrobić to już na samym początku, zamiast pozwolić, by zdradliwe podszepty serca zatruły jego umysł.
Zrozumiał. Granica nigdy wcześniej nie była tak klarownie nakreślona. Dobrze, niechaj tak będzie - nie zbliży się więcej do niego. Nie straci przy nim kontroli nad swoimi emocjami. Nie zrobi nic, wycofa się do cienia, do którego należał. Jak mógł być tak żałosny, by pomyśleć, że Laurent obleje i jego swoim liliowym blaskiem? To światło nie było przeznaczone dla kogoś takiego on - z sumieniem splamionym lepkim brudem własnych grzechów.
— Zobaczyłem czerń, która cię otaczała. Ale to nie była zwykła czerń, tylko całe smugi, które wiły się, jakby chciały nad tobą zawładnąć i... Przepraszam. Przepraszam, chciałem tylko ci pomóc — wyjaśnił, a głos drżał mu równie co dłonie, zaś oddech miał szybki i nierówny. — Nigdy czegoś takiego nie widziałem, Laurent. Chciałem... chciałem tylko zrozumieć co się dzieje i ci pomóc. Po prostu nie chciałem tego robić z tymi wszystkimi mugolami wokół nas. Przepraszam.
Sam się odsunął, a żwir zachrzęścił pod jego stopami.
— Będzie lepiej, jeśli wrócę — nie sprecyzował jednak, czy chodzi o powrót do pokoju, czy do Londynu. Teraz, gdy opadły emocje, poczuł się żałośnie słaby po nagłym ataku bólu i krwotoku z nosa. Musiał się położyć, najlepiej z zimnym okładem na skroniach.
Ale nie chciał się jeszcze z nim rozstawać.
— J-ja... Ja nie chciałem zaciągać cię do żadnego... — widok przerażenia odciskającego się na twarzy Laurenta sprawił, że Perseus stracił całą pewność siebie, która i tak była ulotna. Pod ciężarem słów Laurenta kurczył się i zapadał w sobie. Skrzywdził go, zranił swoją bezpośredniością. Sam odsunął się od Laurenta, zawstydzony swoimi własnymi rekcjami. Odwrócił od niego spojrzenie i wbił wzrok w rozedrganą dłoń zaciskającą się na lasce, próbując - jak to Prwett sam określił - doprowadzić się do przyzwoitego porządku. Powinien zrobić to już na samym początku, zamiast pozwolić, by zdradliwe podszepty serca zatruły jego umysł.
Zrozumiał. Granica nigdy wcześniej nie była tak klarownie nakreślona. Dobrze, niechaj tak będzie - nie zbliży się więcej do niego. Nie straci przy nim kontroli nad swoimi emocjami. Nie zrobi nic, wycofa się do cienia, do którego należał. Jak mógł być tak żałosny, by pomyśleć, że Laurent obleje i jego swoim liliowym blaskiem? To światło nie było przeznaczone dla kogoś takiego on - z sumieniem splamionym lepkim brudem własnych grzechów.
— Zobaczyłem czerń, która cię otaczała. Ale to nie była zwykła czerń, tylko całe smugi, które wiły się, jakby chciały nad tobą zawładnąć i... Przepraszam. Przepraszam, chciałem tylko ci pomóc — wyjaśnił, a głos drżał mu równie co dłonie, zaś oddech miał szybki i nierówny. — Nigdy czegoś takiego nie widziałem, Laurent. Chciałem... chciałem tylko zrozumieć co się dzieje i ci pomóc. Po prostu nie chciałem tego robić z tymi wszystkimi mugolami wokół nas. Przepraszam.
Sam się odsunął, a żwir zachrzęścił pod jego stopami.
— Będzie lepiej, jeśli wrócę — nie sprecyzował jednak, czy chodzi o powrót do pokoju, czy do Londynu. Teraz, gdy opadły emocje, poczuł się żałośnie słaby po nagłym ataku bólu i krwotoku z nosa. Musiał się położyć, najlepiej z zimnym okładem na skroniach.
Ale nie chciał się jeszcze z nim rozstawać.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory