18.04.2024, 02:50 ✶
Innego dnia Ulysses widziałby wszystko dużo bardziej problematycznie. Marudziłby w myślach na słońce na bezchmurnym niebie i zastanawiałby się nad tym, czemu jednak nie pojawił się tutaj w garniturze. Ale teraz stał naprzeciwko Cathala i zdawało mu się, że widzi go jeszcze wyraźniej niż zazwyczaj. I chociaż pamięć miał absolutną, po raz pierwszy dotarło do niego jak doskonałym człowiekiem był Shafiq. Myślał o tym, że był wysoki, przystojny i tak bardzo… właściwy, że chociaż wcześniej Ulysses nie próbował się nad tym zastanawiać, teraz świetnie rozumiał, czemu Leta straciła dla niego głowę (i pewnie było więcej kobiet niż jedna hałaśliwa i nieznośna Crouch). Cathal był też mądry, oczytany, miał fascynujące zajęcie w życiu i z jakiegoś niezrozumiałego powodu pozwolił mu się ze sobą przyjaźnić.
Świadomość tego ostatniego sprawiła, że Ulysses poczuł niemal palącą potrzebę, by trzymać się w pobliżu przyjaciela tak długo, jak długo ten tylko się na to zgodzi. Może wcale nie musiał żenić się wbrew swojej woli, ale za to po to, by spełnić wolę ojca? Może wystarczyło trzymać się blisko Shafiqa, rzucić pracę w Ministerstwie Magii i wyjechać za nim do Egiptu? Albo do Szkocji? Zasmakować życia pełnego przygód, rzucić w kąt garnitur; raz na zawsze wyzbyć się poczucia obowiązku wobec rodziny, może za bardzo się odsłonić, ale przecież Cathalowi można było ufać, więc właściwie ryzykował tylko gniewem własnego ojca?
- W takim razie obydwaj możemy udawać, że jest 1992 rok – zaproponował ugodowo. Nie zdawał sobie sprawy, że jego uczucia wobec przyjaciela nabrały obsesyjnego charakteru. Ba, zamiast się w myślach postawić do pionu, mimowolnie zaczął się zastanawiać jak bardzo lotny był Cathal. Potrafił szybko znaleźć celną ripostę i wydawał się jedynym człowiekiem na ziemi (w tym momencie nawet Danielle zeszła na dalszy plan), który potrafił go zrozumieć. – Chyba najpierw powinniśmy zostać poddani trzem próbom – zauważył pogodnie.
A do nich powinni spotkać najpierw żonę Bertilaka i przez trzy noce się jej opierać. Ulysses starannie złożył ulotkę. Zmarszczył brwi starając się podjąć jakąś decyzję, ale historyjka o martwej czarownicy wciąż go aferowała. Dla mugoli była to teraz tylko ciekawostka, powód by co roku urządzać festyn i palić na nim słomianą kukłę; on myślał o przerażeniu i śmierci w płomieniach.
- Pewnie uciekła ze stosu – powiedział cicho, myśląc o tej nieszczęsnej wiedźmie. Niby dlaczego miałaby na nim zostać? – Pomyślałem, że może nawet wynajęlibyśmy łódkę? Jest ładna pogoda. Moglibyśmy nie tylko popatrzeć z molo na Avalon, ale nawet postawić na nim stopy. Ta przyjemność kosztuje tylko po trzy funty od osoby a za dodatkowego funta moglibyśmy dostać woreczek z ziarnem dla mieszkających tam kaczek. – Spojrzał kontrolnie na Cathala, jakby oceniał, czy ten pomysł spotkał się z jego uznaniem, czy jednak nie. - Wymieniłem pieniądze na mugolskie – dodał, ten ostatni fakt trochę nawet podkreślając. – No i niedaleko jeszcze są te ruiny kościoła. - To ostatnie zdanie powiedział tak na wszelki wypadek, jakby Shafiq jednak nie chciał pływać łódką.
Świadomość tego ostatniego sprawiła, że Ulysses poczuł niemal palącą potrzebę, by trzymać się w pobliżu przyjaciela tak długo, jak długo ten tylko się na to zgodzi. Może wcale nie musiał żenić się wbrew swojej woli, ale za to po to, by spełnić wolę ojca? Może wystarczyło trzymać się blisko Shafiqa, rzucić pracę w Ministerstwie Magii i wyjechać za nim do Egiptu? Albo do Szkocji? Zasmakować życia pełnego przygód, rzucić w kąt garnitur; raz na zawsze wyzbyć się poczucia obowiązku wobec rodziny, może za bardzo się odsłonić, ale przecież Cathalowi można było ufać, więc właściwie ryzykował tylko gniewem własnego ojca?
- W takim razie obydwaj możemy udawać, że jest 1992 rok – zaproponował ugodowo. Nie zdawał sobie sprawy, że jego uczucia wobec przyjaciela nabrały obsesyjnego charakteru. Ba, zamiast się w myślach postawić do pionu, mimowolnie zaczął się zastanawiać jak bardzo lotny był Cathal. Potrafił szybko znaleźć celną ripostę i wydawał się jedynym człowiekiem na ziemi (w tym momencie nawet Danielle zeszła na dalszy plan), który potrafił go zrozumieć. – Chyba najpierw powinniśmy zostać poddani trzem próbom – zauważył pogodnie.
A do nich powinni spotkać najpierw żonę Bertilaka i przez trzy noce się jej opierać. Ulysses starannie złożył ulotkę. Zmarszczył brwi starając się podjąć jakąś decyzję, ale historyjka o martwej czarownicy wciąż go aferowała. Dla mugoli była to teraz tylko ciekawostka, powód by co roku urządzać festyn i palić na nim słomianą kukłę; on myślał o przerażeniu i śmierci w płomieniach.
- Pewnie uciekła ze stosu – powiedział cicho, myśląc o tej nieszczęsnej wiedźmie. Niby dlaczego miałaby na nim zostać? – Pomyślałem, że może nawet wynajęlibyśmy łódkę? Jest ładna pogoda. Moglibyśmy nie tylko popatrzeć z molo na Avalon, ale nawet postawić na nim stopy. Ta przyjemność kosztuje tylko po trzy funty od osoby a za dodatkowego funta moglibyśmy dostać woreczek z ziarnem dla mieszkających tam kaczek. – Spojrzał kontrolnie na Cathala, jakby oceniał, czy ten pomysł spotkał się z jego uznaniem, czy jednak nie. - Wymieniłem pieniądze na mugolskie – dodał, ten ostatni fakt trochę nawet podkreślając. – No i niedaleko jeszcze są te ruiny kościoła. - To ostatnie zdanie powiedział tak na wszelki wypadek, jakby Shafiq jednak nie chciał pływać łódką.