17.04.2024, 22:18 ✶
Viorica zdecydowanie nie była kimś normalnym. Normalni ludzie nie kończą jako znani w półświadku złodzieje. Nie uciekają przed Baronem Nokturnu. Nie porzucają ścieżki przestępczej gdy połowa ich przyjaciół kończy w celach. Nie mają miliona nałogów, w tym takich, o których nie ma się nawet pojęcia.
Przypominała burzę. Przechodziła przez dane miejsce, wprowadzała odrobinę chaosu, napędzana swoją ogromną energią, po czym pozostawiała po sobie zarówno zniszczenie, jak i żyzny podkład nowych znajomości. W zależności od tego, na kogo trafiło.
Nie była osobą dobrą, raczej podniszczoną przez życie, taką, z której nie jest się dumnym, gdzie przedstawia się znajomym i rodzinie. Miała tak wiele wad, a mogła dać tak mało od siebie.
Przez to tak naprawdę nie wiedziała, co tutaj tak dokładnie robi.
Patrzyła na domek, w którym miała spędzić kilka następnych dni, zastanawiając się, jakie życiowe decyzje sprawiły, że Cedric naprawdę chciał, by towarzyszyła mu podczas jego wakacji. To wszystko wydawało się dziwnie nierealne, ale jednocześnie, jeśli miała być szczera, budziło w niej jakąś czystą, niewinną radość. Inną niż wtedy, gdy szukała wrażeń i adrenaliny robiąc rzeczy głupie, albo chociaż nielegalne.
Tak naprawdę nie chciała się wpraszać. Zaproponowała jedynie, no dobrze, lekko zaszantażowała, by Lupin w końcu odpoczął, po czy żartem zarzuciła, że może go nawet przy tym przypilnować. Nie spodziewała się po tym dostać informacji, że mają wynajęty domek w Windermere. Dla dwóch osób. Jakby to było oczywiste, że mieli jechać razem.
Zaskoczyło ją to, bo po pierwsze, nie spodziewała się, że Cedric będzie chciał z nią spędzić niemalże sam na sam kilka dni, po drugie, nawet gdyby chciał jej towarzystwa, nie spodziewała się, że naprawdę się na to zdecyduje. Był słodki w swojej nieśmiałości i niezdecydowaniu, widać jednak miał w sobie coś poza tym. Co było jeszcze bardziej ciekawe.
Lubiła go. Był przystojny, uroczy, wydawał się reagować na jej zaczepki i nabierać się na jej małe psikusy. Przypominał jej słodkiego szczeniaczka, który jednak potrafił w jednej chwili powiedzieć coś, co nagle zmieniło jej pogląd na świat, jednocześnie słuchał jej mało czego wartych wywodów. Potrafił spojrzeć na świat jej oczami, co było zaskakujące, patrząc na to kim była ona, a kim, cóż, on. Zwykły uliczny kot i szanowany w swoim fachu lekarz. To nie powinno się udać.
A jednak stała przed tym domkiem, ze swoim małym kufrem, patrząc na wyraźnie spiętego mężczyznę, który chyba miał jeszcze mniejsze pojęcie o tym, co oni w ogóle wyprawiali.
Miała małe wyrzuty sumienia, że nie wyjaśniła, że tamtej nocy po wizycie w narze nic się nie stało. Że jedynie przenocowała go, bo bała się go puścić do domu samego, patrząc, że nawet jedynie zmęczony ledwo dotarł w bezpieczne miejsce. Zresztą, odbiło się to na niej czkawką, patrząc, jak skrupulatnie unikał jej przez parę dni, dopóki nie znalazła go, próbując się zreflektować. Co nie wyszło.
Wszystko przez jego pracoholizm, który sprawił, że znów wrócił do stadium pandy, na co Viorica nie mogła patrzeć i cóż. Wylądowali tu, gdzie właśnie byli.
Otrząsnęła się z zamyślenia, gdy usłyszała pierwsze pytanie. Uśmiechnęła się, czując, że teraz już za późno na jakiekolwiek dywagacje i jedyne co jej zostało, to skorzystać z przyjemnie zapowiadającego się wyjazdu. Będzie co będzie. Potem będzie się martwić konsekwencjami, jeśli jakieś będą.
- Jest naprawdę ładnie, rzadko kiedy mam okazję bywać w tak malowniczym miejscu - mówiła prawdę. Miała nadzieję, że widać było tu gwiazdy lepiej niż w mieście. Mogłaby poobserwować je wieczorem z lampką wina. Podobał jej się ten pomysł.
Tak naprawdę może i jej takie oderwanie od rzeczywistości mogło pomóc. Pozbierać myśli, poskładać resztki własnego ja. Może.
Zmieniła za pomocą zaklęcia nóżki kufra w małe łapki, które przetransportowały go do środka.
- Może najpierw wejdziemy i rozejrzymy się po domku? Zrobiłabym najpierw kawę, a potem możemy zwiedzać resztę tego miejsca. Zobaczymy gdzie można coś zjeść i wypić, co można robić w wolnym czasie - mówiła, wchodząc do małego, acz przytulnego jak na jej standardy pomieszczenia, które stanowił salon z małym aneksem kuchennym. W środku pachniało drewnem i czymś, co przypominało lekko starą szmatę, Vior bywała w mniej przyjemnych kwaterach. - Może otworzę okna? Niech trochę się przewietrzy. Poszukasz czajnika albo kociołka? - zapytała, ruszając w stronę jednej z okiennic. Kuferek zdążył zniknąć w sypialni.
!szaleństwoWindermere
Przypominała burzę. Przechodziła przez dane miejsce, wprowadzała odrobinę chaosu, napędzana swoją ogromną energią, po czym pozostawiała po sobie zarówno zniszczenie, jak i żyzny podkład nowych znajomości. W zależności od tego, na kogo trafiło.
Nie była osobą dobrą, raczej podniszczoną przez życie, taką, z której nie jest się dumnym, gdzie przedstawia się znajomym i rodzinie. Miała tak wiele wad, a mogła dać tak mało od siebie.
Przez to tak naprawdę nie wiedziała, co tutaj tak dokładnie robi.
Patrzyła na domek, w którym miała spędzić kilka następnych dni, zastanawiając się, jakie życiowe decyzje sprawiły, że Cedric naprawdę chciał, by towarzyszyła mu podczas jego wakacji. To wszystko wydawało się dziwnie nierealne, ale jednocześnie, jeśli miała być szczera, budziło w niej jakąś czystą, niewinną radość. Inną niż wtedy, gdy szukała wrażeń i adrenaliny robiąc rzeczy głupie, albo chociaż nielegalne.
Tak naprawdę nie chciała się wpraszać. Zaproponowała jedynie, no dobrze, lekko zaszantażowała, by Lupin w końcu odpoczął, po czy żartem zarzuciła, że może go nawet przy tym przypilnować. Nie spodziewała się po tym dostać informacji, że mają wynajęty domek w Windermere. Dla dwóch osób. Jakby to było oczywiste, że mieli jechać razem.
Zaskoczyło ją to, bo po pierwsze, nie spodziewała się, że Cedric będzie chciał z nią spędzić niemalże sam na sam kilka dni, po drugie, nawet gdyby chciał jej towarzystwa, nie spodziewała się, że naprawdę się na to zdecyduje. Był słodki w swojej nieśmiałości i niezdecydowaniu, widać jednak miał w sobie coś poza tym. Co było jeszcze bardziej ciekawe.
Lubiła go. Był przystojny, uroczy, wydawał się reagować na jej zaczepki i nabierać się na jej małe psikusy. Przypominał jej słodkiego szczeniaczka, który jednak potrafił w jednej chwili powiedzieć coś, co nagle zmieniło jej pogląd na świat, jednocześnie słuchał jej mało czego wartych wywodów. Potrafił spojrzeć na świat jej oczami, co było zaskakujące, patrząc na to kim była ona, a kim, cóż, on. Zwykły uliczny kot i szanowany w swoim fachu lekarz. To nie powinno się udać.
A jednak stała przed tym domkiem, ze swoim małym kufrem, patrząc na wyraźnie spiętego mężczyznę, który chyba miał jeszcze mniejsze pojęcie o tym, co oni w ogóle wyprawiali.
Miała małe wyrzuty sumienia, że nie wyjaśniła, że tamtej nocy po wizycie w narze nic się nie stało. Że jedynie przenocowała go, bo bała się go puścić do domu samego, patrząc, że nawet jedynie zmęczony ledwo dotarł w bezpieczne miejsce. Zresztą, odbiło się to na niej czkawką, patrząc, jak skrupulatnie unikał jej przez parę dni, dopóki nie znalazła go, próbując się zreflektować. Co nie wyszło.
Wszystko przez jego pracoholizm, który sprawił, że znów wrócił do stadium pandy, na co Viorica nie mogła patrzeć i cóż. Wylądowali tu, gdzie właśnie byli.
Otrząsnęła się z zamyślenia, gdy usłyszała pierwsze pytanie. Uśmiechnęła się, czując, że teraz już za późno na jakiekolwiek dywagacje i jedyne co jej zostało, to skorzystać z przyjemnie zapowiadającego się wyjazdu. Będzie co będzie. Potem będzie się martwić konsekwencjami, jeśli jakieś będą.
- Jest naprawdę ładnie, rzadko kiedy mam okazję bywać w tak malowniczym miejscu - mówiła prawdę. Miała nadzieję, że widać było tu gwiazdy lepiej niż w mieście. Mogłaby poobserwować je wieczorem z lampką wina. Podobał jej się ten pomysł.
Tak naprawdę może i jej takie oderwanie od rzeczywistości mogło pomóc. Pozbierać myśli, poskładać resztki własnego ja. Może.
Zmieniła za pomocą zaklęcia nóżki kufra w małe łapki, które przetransportowały go do środka.
- Może najpierw wejdziemy i rozejrzymy się po domku? Zrobiłabym najpierw kawę, a potem możemy zwiedzać resztę tego miejsca. Zobaczymy gdzie można coś zjeść i wypić, co można robić w wolnym czasie - mówiła, wchodząc do małego, acz przytulnego jak na jej standardy pomieszczenia, które stanowił salon z małym aneksem kuchennym. W środku pachniało drewnem i czymś, co przypominało lekko starą szmatę, Vior bywała w mniej przyjemnych kwaterach. - Może otworzę okna? Niech trochę się przewietrzy. Poszukasz czajnika albo kociołka? - zapytała, ruszając w stronę jednej z okiennic. Kuferek zdążył zniknąć w sypialni.
!szaleństwoWindermere