17.04.2024, 18:26 ✶
Roselyn posłała Antkowi ostrzegawcze spojrzenie. Czy i ją poniosła atmosfera? Kobieta wykrzywiła usta w brzydkim grymasie, niepasującym do żadnej przedstawicielki płci pięknej - ale wyglądało na to, że nie przejmowała się w tym momencie swoją mimiką. Była na Nokturnie, w jakimś zapyziałym lokalu u typa spod ciemnej gwiazdy, mogła porzucić tę maskę grzecznej, ułożonej dziewczynki. Którą oczywiście była, ale nie pasowała w tej chwili do sytuacji.
- Może mnie ponieść za chwilę, ale mówiłeś wcześniej, że chciałbyś by obyło się bez trupów - odparowała, posyłając mu słodki do porzygu uśmiech. Był tak sztuczny, że każdy by to zauważył, nawet on. Na kolejne słowa, wydostające się z ust Antka, tylko westchnęła. Zaciągnęła się papierosem, lekko mrużąc oczy. Postanowiła nie odpowiadać na tę zaczepkę, ale... Coś jej kliknęło w głowie. Myślała, myślała i nagle zamilkła, trawiąc informacje, które wpadały do jej mózgu. Adoratorów... To był problem, którego nie chciała mieć w tej chwili na swoich barkach.
Stanley mówił i mówił z sensem. Roselyn oczywiście doceniła fakt, że Anthony nie sprzedał jej małego sekretu, lecz nie dała po sobie tego poznać. Po prostu wbiła wzrok w paczkę papierosów i milczała, jakby głęboko się nad czymś zastanawiała i uważnie słuchała tego, co jeden z Borginów mówił. Co w zasadzie było częściowo prawdą.
- Mówił - spadł mi pierścionek. A raczej wypadł, zdejmuję biżuterię do mycia rąk, żeby jej nie zniszczyć. Stara rodzinna pamiątka, mógł zostać wzięty za zaręczynowy - powiedziała odruchowo, kłamiąc jak z nut i to bez mrugnięcia okiem, bo przecież w tym co mówiła było sporo prawdy. Po prostu pierścionek nie należał do niej, ale jej wypadł faktycznie. I mógł wyglądać na zaręczynowy. - Nie interesują mnie adoratorzy.
Dodała, wtykając papierosa między wargi. Spojrzenie, które posłała Stanleyowi, było harde i pewne. Roselyn nie należała do kobiet, których życiowym celem było zamążpójście. Na Merlina, ona właśnie rozkręcała swoją naukową karierę! Po cholerę był jej mąż, narzeczony czy chłopak? Takie osoby tylko odwracały uwagę od tego, co było w tej chwili ważne, czyli od jej pracy. Najpierw wypadałoby coś osiągnąć, a potem myśleć o mężu i dzieciach, które niewątpliwie w karierze przeszkadzały, jeżeli nie ją całkowicie grzebały w stosie pieluch i wrzasków.
Greengrassówna potarła wolną dłonią nasadę nosa. Czy mieli coś do ukrycia... Mieli. Każdy miał swoje małe sekrety, prawda? Nie planowała dzielić się z nieznajomą osobą tym, czego Antek był świadkiem. Odwróciła więc wzrok i po prostu spojrzała na biblioteczkę, tę na którą Stanley sam przed chwilą patrzył. Milczała.
- Źle widziane, ale nie tragicznie - powiedziała w końcu, wydmuchując dym nosem jak mała lokomotywa. - Wiele kobiet zrywa zaręczyny i potem zaręcza się ponownie. Lestrange, Black, Parkinson, nawet Malfoy. I jakoś żyją bez większych skandalów.
Powiedziała w końcu, zahaczając wzrokiem o Anthony'ego. Czy zamierzał zdradzić jej sekret? Bo ona najwyraźniej nie zamierzała się spowiadać ze swojego małego kleptomańskiego problemu. Nikt z bliska nie widział pierścionka, a to że jakiejś babie zginęła biżuteria... Antek po prostu załatwi inny albo ona weźmie inny, podobny, ze swojej szkatułki. I tyle. Dowód zbrodni był schowany, nikt się nie dowie.
- I co wasz dziadek zdziała? I czy dałby radę zrobić to szybko? Nie chcę straszyć, ale gdy mówiłam, że nie interesują mnie adoratorzy, to mówiłam poważnie - również jej mina spoważniała. Palce zagłębiły się w ciemnobrązowych, miękkich pasmach włosów, by przerzucić je z lewego ramienia na prawe. - Moja matka zapewne by się ucieszyła z tych wieści, jeżeli do niej dotrą. Ojciec...
Nie dokończyła. Zerknęła tylko wymownie na młodszego Borgina. Niech sam sobie dopowie resztę. Thomas pewnie wpadnie w szał, bo nie po to trzymał ją z daleka od takich bzdur, żeby teraz zwinęła mu się z biznesu, bo "się zakochała".
- Może mnie ponieść za chwilę, ale mówiłeś wcześniej, że chciałbyś by obyło się bez trupów - odparowała, posyłając mu słodki do porzygu uśmiech. Był tak sztuczny, że każdy by to zauważył, nawet on. Na kolejne słowa, wydostające się z ust Antka, tylko westchnęła. Zaciągnęła się papierosem, lekko mrużąc oczy. Postanowiła nie odpowiadać na tę zaczepkę, ale... Coś jej kliknęło w głowie. Myślała, myślała i nagle zamilkła, trawiąc informacje, które wpadały do jej mózgu. Adoratorów... To był problem, którego nie chciała mieć w tej chwili na swoich barkach.
Stanley mówił i mówił z sensem. Roselyn oczywiście doceniła fakt, że Anthony nie sprzedał jej małego sekretu, lecz nie dała po sobie tego poznać. Po prostu wbiła wzrok w paczkę papierosów i milczała, jakby głęboko się nad czymś zastanawiała i uważnie słuchała tego, co jeden z Borginów mówił. Co w zasadzie było częściowo prawdą.
- Mówił - spadł mi pierścionek. A raczej wypadł, zdejmuję biżuterię do mycia rąk, żeby jej nie zniszczyć. Stara rodzinna pamiątka, mógł zostać wzięty za zaręczynowy - powiedziała odruchowo, kłamiąc jak z nut i to bez mrugnięcia okiem, bo przecież w tym co mówiła było sporo prawdy. Po prostu pierścionek nie należał do niej, ale jej wypadł faktycznie. I mógł wyglądać na zaręczynowy. - Nie interesują mnie adoratorzy.
Dodała, wtykając papierosa między wargi. Spojrzenie, które posłała Stanleyowi, było harde i pewne. Roselyn nie należała do kobiet, których życiowym celem było zamążpójście. Na Merlina, ona właśnie rozkręcała swoją naukową karierę! Po cholerę był jej mąż, narzeczony czy chłopak? Takie osoby tylko odwracały uwagę od tego, co było w tej chwili ważne, czyli od jej pracy. Najpierw wypadałoby coś osiągnąć, a potem myśleć o mężu i dzieciach, które niewątpliwie w karierze przeszkadzały, jeżeli nie ją całkowicie grzebały w stosie pieluch i wrzasków.
Greengrassówna potarła wolną dłonią nasadę nosa. Czy mieli coś do ukrycia... Mieli. Każdy miał swoje małe sekrety, prawda? Nie planowała dzielić się z nieznajomą osobą tym, czego Antek był świadkiem. Odwróciła więc wzrok i po prostu spojrzała na biblioteczkę, tę na którą Stanley sam przed chwilą patrzył. Milczała.
- Źle widziane, ale nie tragicznie - powiedziała w końcu, wydmuchując dym nosem jak mała lokomotywa. - Wiele kobiet zrywa zaręczyny i potem zaręcza się ponownie. Lestrange, Black, Parkinson, nawet Malfoy. I jakoś żyją bez większych skandalów.
Powiedziała w końcu, zahaczając wzrokiem o Anthony'ego. Czy zamierzał zdradzić jej sekret? Bo ona najwyraźniej nie zamierzała się spowiadać ze swojego małego kleptomańskiego problemu. Nikt z bliska nie widział pierścionka, a to że jakiejś babie zginęła biżuteria... Antek po prostu załatwi inny albo ona weźmie inny, podobny, ze swojej szkatułki. I tyle. Dowód zbrodni był schowany, nikt się nie dowie.
- I co wasz dziadek zdziała? I czy dałby radę zrobić to szybko? Nie chcę straszyć, ale gdy mówiłam, że nie interesują mnie adoratorzy, to mówiłam poważnie - również jej mina spoważniała. Palce zagłębiły się w ciemnobrązowych, miękkich pasmach włosów, by przerzucić je z lewego ramienia na prawe. - Moja matka zapewne by się ucieszyła z tych wieści, jeżeli do niej dotrą. Ojciec...
Nie dokończyła. Zerknęła tylko wymownie na młodszego Borgina. Niech sam sobie dopowie resztę. Thomas pewnie wpadnie w szał, bo nie po to trzymał ją z daleka od takich bzdur, żeby teraz zwinęła mu się z biznesu, bo "się zakochała".