17.04.2024, 01:18 ✶
Brygadzista, całkiem posłusznie, obserwował działanie Brenny. I znowu go nie komentował – trochę dlatego, że właściwie powiedział już wszystko, co mógł powiedzieć w obecnej sytuacji, a trochę przez to, że przez kilka chwil sam jeszcze nie wiedział, czemu się właściwie przypatrywał.
Myśl o wnętrznościach, nieważne czy ludzkich, czy zwierzęcych nie przyszła mu do głowy od razu. Prędzej pojawiło się w nim przekonanie, że o to z gałęzi zwisał wąż, może skóra węża albo stara rajstopa, albo… westchnął krzywiąc się dość ostentacyjnie i cofnął o krok. Odruchowo też odwrócił głowę, jakby nie do końca było mu w smak przyglądanie się temu, co oświetliła różdżką Longbottom.
A jednak jelito pozostało na swoim miejscu. Czy było bardziej zmienione niż przed dwudziestoma minutami? To było całkiem możliwe, choć z pewnością nie zadziało się z nim to samo, co ze zwłokami. Nadal wyglądało na stare, na pochłonięte rozkładem. W świetle różdżki nawet bardziej dało się dostrzec główki białych robaków, które poruszały się w jego środku, pożerając wszystko, co jeszcze tam nadawało się do pożarcia. Coś umarło, by coś innego mogło się narodzić.
- Nie wmówisz mi, że to należy do Bagshota – mruknął niezbyt wyraźnym tonem. Walczył ze sobą, żeby się nie wzdrygać. Od samego patrzenia czuł mdłości. I nawet nie tyle na widok samego jelita, ile na myśl, że któryś z tych robaków miałby mu spaść na głowę albo sama kiszka miałaby się wreszcie zerwać z gałęzi i spaść na niego. – Brenno, nie jestem uzdrowicielem, ale to z pewnością wisi tutaj przynajmniej kilka tygodni. Inaczej strasznie by śmierdziało. Kurwa, trzeba sprawdzić, czy w okolicy nie zaginął jakiś pracownik ośrodka, wczasowicz, mieszkaniec któregoś z okolicznych miasteczek albo krowa – dodał jeszcze, znowu rzucając krótkie i bardzo niechętne spojrzenie na to, co oświetliła różdżka czarownicy.
I nagle jakby dotarło do niego co powiedział i co odkryła Longbottom, bo zaczął się nerwowo obracać, szukał innych fragmentów ciała. W ciemności nie mógł ich dostrzec i nawet jeśli, jakimś cudem były w pobliżu to Brenna w swojej wilczej też musiała je przegapić.
- Próbujemy je ściągnąć z gałęzi czy poczekamy do rana? – zapytał, ostateczną decyzję pozostawiając czarownicy. Sam najchętniej czmychnąłby z tego miejsca jak najszybciej.
Myśl o wnętrznościach, nieważne czy ludzkich, czy zwierzęcych nie przyszła mu do głowy od razu. Prędzej pojawiło się w nim przekonanie, że o to z gałęzi zwisał wąż, może skóra węża albo stara rajstopa, albo… westchnął krzywiąc się dość ostentacyjnie i cofnął o krok. Odruchowo też odwrócił głowę, jakby nie do końca było mu w smak przyglądanie się temu, co oświetliła różdżką Longbottom.
A jednak jelito pozostało na swoim miejscu. Czy było bardziej zmienione niż przed dwudziestoma minutami? To było całkiem możliwe, choć z pewnością nie zadziało się z nim to samo, co ze zwłokami. Nadal wyglądało na stare, na pochłonięte rozkładem. W świetle różdżki nawet bardziej dało się dostrzec główki białych robaków, które poruszały się w jego środku, pożerając wszystko, co jeszcze tam nadawało się do pożarcia. Coś umarło, by coś innego mogło się narodzić.
- Nie wmówisz mi, że to należy do Bagshota – mruknął niezbyt wyraźnym tonem. Walczył ze sobą, żeby się nie wzdrygać. Od samego patrzenia czuł mdłości. I nawet nie tyle na widok samego jelita, ile na myśl, że któryś z tych robaków miałby mu spaść na głowę albo sama kiszka miałaby się wreszcie zerwać z gałęzi i spaść na niego. – Brenno, nie jestem uzdrowicielem, ale to z pewnością wisi tutaj przynajmniej kilka tygodni. Inaczej strasznie by śmierdziało. Kurwa, trzeba sprawdzić, czy w okolicy nie zaginął jakiś pracownik ośrodka, wczasowicz, mieszkaniec któregoś z okolicznych miasteczek albo krowa – dodał jeszcze, znowu rzucając krótkie i bardzo niechętne spojrzenie na to, co oświetliła różdżka czarownicy.
I nagle jakby dotarło do niego co powiedział i co odkryła Longbottom, bo zaczął się nerwowo obracać, szukał innych fragmentów ciała. W ciemności nie mógł ich dostrzec i nawet jeśli, jakimś cudem były w pobliżu to Brenna w swojej wilczej też musiała je przegapić.
- Próbujemy je ściągnąć z gałęzi czy poczekamy do rana? – zapytał, ostateczną decyzję pozostawiając czarownicy. Sam najchętniej czmychnąłby z tego miejsca jak najszybciej.