16.04.2024, 00:43 ✶
Daisy podniosła zaskoczony wzrok na Astarotha. Naprawdę? Miała szansę? Zamrugała mile połechtana faktem, że ktoś tak doskonały jak jej towarzysz powiedział jej komplement. Przecież był najlepszym, najdoskonalszym łowcą potworów jakiego widział świat. Z pewnością wiedział co mówi, nawet jeśli samej dziennikarce jej zachowanie wydawało się idiotyczne.
- Dobrze. Jeśli tylko uważasz, że tak będzie rozsądnie – zgodziła się miękko. Zgodziłaby się nawet bez magii Windermere, ale z nią było jej jakoś jeszcze prościej. W ogóle nie musiała się zastanawiać nad tym, co plotła. Nawet jej nie przeszkadzało, że dotykał ją wampir, chociaż – gdyby dotykał ją tamten z zaułka na Nokturnie, wszystkie jej zmysły alarmowałyby, żeby brała nogi za pas. W przypływie nagłej odwagi, rzuciła śmiało. – Znajdziemy go. Jeszcze nie wiem jak, ale pomogę ci go złapać. Obiecuję ci to. Wiesz, jest taka brygadzistka, Psuja, myślę że mogłaby nam pomóc. Kim też oczywiście – dodała szybko, poniewczasie przypominając sobie jeszcze o Kim. W ogóle nie powinna o niej zapominać. – Jasne. Pewnie. Możemy też poćwiczyć pływanie, bo niespecjalnie mi idzie.
Pływanie wychodziło jej mniej więcej tak samo dobrze jak wszystkie inne aktywności fizyczne. Całkiem nieźle dryfowała i unosiła się na wodzie, ale kiedy szło o nurkowanie i machanie rękoma i nogami to… no powiedzieć, że męczyła się szybko i łatwo poddawała to nic nie powiedzieć.
Chrząknęła.
Analizowała dalej słowa Astarotha. I znowu miał rację. Jeden historyk, choćby był superważnym historykiem, nie powinien postawić na nogi aż tak wielu pracowników Ministerstwa Magii. Zapatrzyła się na kontury sylwetek, które widziała dalej, ale wśród krążących nie potrafiła rozpoznać nikogo konkretnego.
- Albo chodzi o to, że w tym ośrodku często przebywają mugole – zauważyła cicho. Ta ostatnia myśl przyszła jej do głowy dość niespodziewanie i to głównie pod napływem słów Yaxleya. I znowu dotarło do niej jakby był bystry i w ogóle. – No wiesz, ministerstwo ma pewnie jakieś dodatkowe informacje, których nie mam ja. Może chodzi o to, żeby… żeby nie wydać naszego świata?
I bodaj po raz pierwszy, naprawdę pożałowała tego, że w ostatecznym rozrachunku, była dość… dość bezużyteczna. Gdyby naprawdę posiadała jakieś ważne informacje, mogłaby teraz zrobić wrażenie na Astarothcie a tak… a tak musiał się sam wszystkiego domyślać. Co oczywiście w ogóle nie sprawiało mu trudności, bo był najmądrzejszym czarodziejem jakiego znała. Nawet wampiryzm mu w tym nie przeszkadzał.
To, że nikt ich nie zobaczył – w przypadku Daisy – było zasługą tylko tego, że musiała wybrać właściwy moment do schodzenia niżej. Schodziła mało zgrabnie i chociaż bardzo starała się nie zwracać na siebie uwagi, wyczulone zmysły wampira bez trudu mogły usłyszeć na niepotrzebnie nastąpione gałęzie, które zdeptała.
Przytuliła się do drzewa, gdy Astaroth ostrzegł ją, że w wodzie się coś czaiło. Obserwowała go w milczeniu, gdy zbliżał się do wody. Miała lekko rozszerzone oczy z zaaferowania i chociaż – to zupełnie nie był właściwy moment – przez myśl przeszła jej pożałowania godna myśl, że gdyby tylko jej aparat mógłby uchwycić wampira, jutro zdjęcie Yaxleya zdobiłoby pierwszą stronę Proroka Codziennego. „Najlepszy łowca potworów w Ośrodku Windermere” – w jej głowie brzmiało to jak bardzo dobry nagłówek.
Astaorth tymczasem wyczuł więcej. W wodzie były bodaj trytony, a skoro trytony to również druzgotki. Było coś dziwnego w ich zachowaniu. Poruszały się niespokojnie, jakby… jakby walczyłby między sobą?
- Dobrze. Jeśli tylko uważasz, że tak będzie rozsądnie – zgodziła się miękko. Zgodziłaby się nawet bez magii Windermere, ale z nią było jej jakoś jeszcze prościej. W ogóle nie musiała się zastanawiać nad tym, co plotła. Nawet jej nie przeszkadzało, że dotykał ją wampir, chociaż – gdyby dotykał ją tamten z zaułka na Nokturnie, wszystkie jej zmysły alarmowałyby, żeby brała nogi za pas. W przypływie nagłej odwagi, rzuciła śmiało. – Znajdziemy go. Jeszcze nie wiem jak, ale pomogę ci go złapać. Obiecuję ci to. Wiesz, jest taka brygadzistka, Psuja, myślę że mogłaby nam pomóc. Kim też oczywiście – dodała szybko, poniewczasie przypominając sobie jeszcze o Kim. W ogóle nie powinna o niej zapominać. – Jasne. Pewnie. Możemy też poćwiczyć pływanie, bo niespecjalnie mi idzie.
Pływanie wychodziło jej mniej więcej tak samo dobrze jak wszystkie inne aktywności fizyczne. Całkiem nieźle dryfowała i unosiła się na wodzie, ale kiedy szło o nurkowanie i machanie rękoma i nogami to… no powiedzieć, że męczyła się szybko i łatwo poddawała to nic nie powiedzieć.
Chrząknęła.
Analizowała dalej słowa Astarotha. I znowu miał rację. Jeden historyk, choćby był superważnym historykiem, nie powinien postawić na nogi aż tak wielu pracowników Ministerstwa Magii. Zapatrzyła się na kontury sylwetek, które widziała dalej, ale wśród krążących nie potrafiła rozpoznać nikogo konkretnego.
- Albo chodzi o to, że w tym ośrodku często przebywają mugole – zauważyła cicho. Ta ostatnia myśl przyszła jej do głowy dość niespodziewanie i to głównie pod napływem słów Yaxleya. I znowu dotarło do niej jakby był bystry i w ogóle. – No wiesz, ministerstwo ma pewnie jakieś dodatkowe informacje, których nie mam ja. Może chodzi o to, żeby… żeby nie wydać naszego świata?
I bodaj po raz pierwszy, naprawdę pożałowała tego, że w ostatecznym rozrachunku, była dość… dość bezużyteczna. Gdyby naprawdę posiadała jakieś ważne informacje, mogłaby teraz zrobić wrażenie na Astarothcie a tak… a tak musiał się sam wszystkiego domyślać. Co oczywiście w ogóle nie sprawiało mu trudności, bo był najmądrzejszym czarodziejem jakiego znała. Nawet wampiryzm mu w tym nie przeszkadzał.
To, że nikt ich nie zobaczył – w przypadku Daisy – było zasługą tylko tego, że musiała wybrać właściwy moment do schodzenia niżej. Schodziła mało zgrabnie i chociaż bardzo starała się nie zwracać na siebie uwagi, wyczulone zmysły wampira bez trudu mogły usłyszeć na niepotrzebnie nastąpione gałęzie, które zdeptała.
Przytuliła się do drzewa, gdy Astaroth ostrzegł ją, że w wodzie się coś czaiło. Obserwowała go w milczeniu, gdy zbliżał się do wody. Miała lekko rozszerzone oczy z zaaferowania i chociaż – to zupełnie nie był właściwy moment – przez myśl przeszła jej pożałowania godna myśl, że gdyby tylko jej aparat mógłby uchwycić wampira, jutro zdjęcie Yaxleya zdobiłoby pierwszą stronę Proroka Codziennego. „Najlepszy łowca potworów w Ośrodku Windermere” – w jej głowie brzmiało to jak bardzo dobry nagłówek.
Astaorth tymczasem wyczuł więcej. W wodzie były bodaj trytony, a skoro trytony to również druzgotki. Było coś dziwnego w ich zachowaniu. Poruszały się niespokojnie, jakby… jakby walczyłby między sobą?