15.04.2024, 22:06 ✶
A Leo to Leo... Leo ubierał się po leowemu, więc z polotem, ale wygodnie, ale fryz zaczesał, wrzucił uśmiech na twarz... albo nawet zapomniał go zdjąć na noc, więc całą noc się uśmiechał... Chwila! To ja byłem Leo! Uwielbiałem skórzane kurtki, ale było ciepło jak na poranek, więc obstawiałem, że później będzie jeszcze gorzej, więc ograniczyłem się do dosyć obcisłej koszulki, takiej, która to mogła podkreślać ruch moich mięśni. Kompletne przeciwieństwo średnio-długiej sierści, pod którą to z kolei ten ruch niknął. Koszulka była biała. JESZCZE była biała, ale z przodu to miała wybitnie dużo słoneczników. Mogło się przez nie wydawać, że jest żółta, bo tych słoneczników było pełno. Uwielbiałem słoneczniki, tak.
Jeszcze miałem krótkie dżinsowe spodenki. Całkiem luźne, ostatni krzyk mody, więc udało mi się do ich tylnej kieszeni wcisnąć niewielką butelkę mleka, która cudem zapewne przetrwała sieć fiuu... Albo to była zasługa mojej przewrażliwionej ostrożności w stosunku do tego artefaktu dzisiejszego poranka. Cóż, na nogach trampki. Uwielbiałem trampki, szczególnie kiedy były już wysłużone, a te moje aktualne to raczej trzeba było wysłużyć, więc wyprawa w krzaki do lasu brzmiała dla nich wybitnie dobrze. Cieszyłem się niezmiernie, bo mama mnie chciała zagnać do ogródka, a dzięki temu mogłem swobodnie zwiać, powiedzieć, że Szefowa i te sprawy, że kobietki nie mogę przecież zawieść w potrzebie, a mama na to, że ona też jest kobietą, a ja jej coś tam powiedziałem, że niesamowicie piękną, bo naprawdę była niesamowicie piękna. Cóż, ostatecznie się wymknąłem, pozostawiając po sobie w powietrzu beztroski śmiech. Ale ja jej przyniosę od Norki wypieków wczorajszych, bo ona uwielbiała wypieki Norki w każdej postaci i mówiła mi żebym się z nią ożenił. A ja mówiłem, że dobrze, ale to dopiero jutro. Jutro jeszcze nie nastało, a że byliśmy w lesie, nad jeziorem w sumie, w bliskim jego pobliżu, a nie w garniaku i sukni ślubnej przed kapłanką, to mogłem swobodnie odłożyć to na kolejne jutro.
- Oooo... Ja bym chciał taką drożdżóweczkę z całą masą jagód w środku. Znam kogoś, kto by dostał orgazmu, gdybyś dodała ze dwie łyżeczki cukru za dużo - stwierdziłem rozbawiony i sięgnąłem do butelkę, bo już za długo o niej myślałem ażeby ją sięgnąć, więc w końcu to zrobiłem. Nim to zrobiłem, niemo zaproponowałem Norce tego mleka trochę, mając nadzieję, że faktycznie weźmie tak go troszkę. - W sumie mogliśmy wziąć kocyk i koszyk, i inne rzeczy. MOGLIŚMY ZROBIĆ PIKNIK. Ładna pogoda dzisiaj, czyż nie? Już jest ciepło, a potem będzie jeszcze cieplej. Tu niedaleko chyba jest jezioro, więc możemy popływać albo chociaż się trochę schłodzić! Ale to dopiero na koniec pracy, kiedy będziemy znużeni, no nie? - zaproponowałem ożywiony, zalewając w końcu gardziołko ciepłym mlekiem. Omnomnomnom. To był raj jak nic.
!szaleństwoWindermere
Jeszcze miałem krótkie dżinsowe spodenki. Całkiem luźne, ostatni krzyk mody, więc udało mi się do ich tylnej kieszeni wcisnąć niewielką butelkę mleka, która cudem zapewne przetrwała sieć fiuu... Albo to była zasługa mojej przewrażliwionej ostrożności w stosunku do tego artefaktu dzisiejszego poranka. Cóż, na nogach trampki. Uwielbiałem trampki, szczególnie kiedy były już wysłużone, a te moje aktualne to raczej trzeba było wysłużyć, więc wyprawa w krzaki do lasu brzmiała dla nich wybitnie dobrze. Cieszyłem się niezmiernie, bo mama mnie chciała zagnać do ogródka, a dzięki temu mogłem swobodnie zwiać, powiedzieć, że Szefowa i te sprawy, że kobietki nie mogę przecież zawieść w potrzebie, a mama na to, że ona też jest kobietą, a ja jej coś tam powiedziałem, że niesamowicie piękną, bo naprawdę była niesamowicie piękna. Cóż, ostatecznie się wymknąłem, pozostawiając po sobie w powietrzu beztroski śmiech. Ale ja jej przyniosę od Norki wypieków wczorajszych, bo ona uwielbiała wypieki Norki w każdej postaci i mówiła mi żebym się z nią ożenił. A ja mówiłem, że dobrze, ale to dopiero jutro. Jutro jeszcze nie nastało, a że byliśmy w lesie, nad jeziorem w sumie, w bliskim jego pobliżu, a nie w garniaku i sukni ślubnej przed kapłanką, to mogłem swobodnie odłożyć to na kolejne jutro.
- Oooo... Ja bym chciał taką drożdżóweczkę z całą masą jagód w środku. Znam kogoś, kto by dostał orgazmu, gdybyś dodała ze dwie łyżeczki cukru za dużo - stwierdziłem rozbawiony i sięgnąłem do butelkę, bo już za długo o niej myślałem ażeby ją sięgnąć, więc w końcu to zrobiłem. Nim to zrobiłem, niemo zaproponowałem Norce tego mleka trochę, mając nadzieję, że faktycznie weźmie tak go troszkę. - W sumie mogliśmy wziąć kocyk i koszyk, i inne rzeczy. MOGLIŚMY ZROBIĆ PIKNIK. Ładna pogoda dzisiaj, czyż nie? Już jest ciepło, a potem będzie jeszcze cieplej. Tu niedaleko chyba jest jezioro, więc możemy popływać albo chociaż się trochę schłodzić! Ale to dopiero na koniec pracy, kiedy będziemy znużeni, no nie? - zaproponowałem ożywiony, zalewając w końcu gardziołko ciepłym mlekiem. Omnomnomnom. To był raj jak nic.
!szaleństwoWindermere