• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości

[05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#38
15.04.2024, 21:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.04.2024, 22:28 przez Samuel McGonagall.)  
Nie sposób opisać zgrozy, niedowierzania i innych wykrzywień twarzy, jakie pojawiły się w momencie gdy Erik porównał las do miasta i jeszcze stwierdził, że jest tam jakikolwiek poniekąd znak równości. Samuel kiwał głową zgorszony, zupełnie jakby Erik mu własnoręcznie kapciem matkę zabił.
– Słuchaj. Jak będziesz mieć więcej czasu, jak Knieja już będzie spokojna, to ja Cię wezmę na dwa, trzy dni do lasu. Ale nie tak po paniczowemu, tylko tak jak ten las powinno się czuć. Pokaże Ci, zapachy, tropy, przestrzenie tętniące życiem, faktury, pokaże Ci liście, głuszę, pokaże Ci co tylko będziesz chciał, ale nigdy, przenigdy nie mów więcej... Nie porównuj. Proszę. – może to jednak był żart, może jego rozmówca tylko się z nim droczył? Na to Samuel liczył bardzo, bo choć sam nie miał za dużego doświadczenia z miastem, pierwsze kropki po martwej drodze, pierwsze odetchnięcie martwym powietrzem, pierwsze spojrzenie na martwych, torturowanych brakiem zieleni ludzi...

Wzdrygnął się.

Może i Erik był kimś, ale zdecydowanie nie znał się na lesie.

– Na prawdę jest nas więcej? – zdziwił się – Znaczy Bee mówiła mi coś o klątwie żywiołów, że to dziedziczy się krwią, ale to niemożliwe, bo któreś z rodziców też powinno mieć z tym problem prawda? Poza tym te żywioły przecież to woda, ogień, powietrze i ziemia, nigdzie nie było mowy o roślinach. Rośliny są żywiołem? Nie wiem, nigdy nie spotkałem kogoś z tym problemem ale... hah, przecież nie spotkałem zbyt wielu osób prawda? – zdawał się być tym problemem niezrażony, a jego optymistyczne usposobienie powróciło w pełni. Był trochę jak pies, ale nie aż tak skrzywdzony jak Ponurak, tylko właśnie taki ufny, co może poskomle w kącie, a potem właduje się na kanapę, położy głowę na kolanach i zacznie domagać głaskania po głowie.

Skinął głową na kolejne słowa Erika, że jedno drugiego nie wyklucza. Może w końcu coś powoli do niego docierało.
– Masz rację, masz... masz rację, ja polubiłem ludzi z Doliny. Może nie wszystkich, ale też wiem komu trzeba będzie podrzucić zimą trochę drwa, a komu maści na reumatyzm, bo palce wygięte, a kiesa pusta. W lesie opiekowałem się zwierzętami, jak znalazło się jakieś wiesz kiedyś nawet udało mi się oswoić małą hipogryficę, aż jej się skrzydło zaleczyło, to było coś. Niektórzy ludzie są jak zwierzęta. Z takimi... z takimi łatwiej mi rozmawiać. Mógłbym ich odwiedzać. Mógłbym spróbować. Dobrze jest czasem komuś... dobrze jest czasem komuś powiedzieć co się myśli i usłyszeć, usłyszeć co myśli o tym ten ktoś inny. Nawet jak nie ma pojęcia, że las i miasto to kompletnie różne istoty! – sięgnął nagle dłonią do jeziora i chlapnął na Erika, żeby ten sobie nie myślał, że taki suchy może siedzieć na środku wody. Ale tez po to, żeby znów nie zagłębiać się w rozmyślania o przyszłości. Głowa od tego za bardzo bolała!

Gdy usłyszał o Brennie i o tym, że jezioro i ją próbowało pozbawić życia, mocno się zasępił, obiecując sobie w duszy, że sprawdzi jeszcze raz wszelkie ślady. Raz nie zawsze, ale dwa razy sugerowały, że jakiś problem jednak istnieje, tylko oni jeszcze nie wiedzieli gdzie patrzeć...On co prawda nigdy nie miał problemu, chociażby dziś, ale w inne dni, kiedy zażywał kąpieli czy w ludzkiej, czy niedźwiedziej skórze. Normalnie, podczas rozmowy z Morpheusem zwalił na niedostatki techniki i zaplątanie się w wodorosty, ale rzeczywiście w wodzie było coś co próbowało Neila utopić. Nie znał jeszcze tego chłopaka, więc znaki zapytania związane z jego umiejętnością pływania pozostawały, ale Brenna? Półdzika dziewczynka z warowni była nader sprawna, wielokrotnie gdy jako dzieciaki ganiali się po lesie udowadniała, że w niczym nie odstaje w sprawności od niego, wyścigi pływackie jakie sobie czasem urządzali nie raz nie dwa po prostu wygrywała. Harda, niezłomna… I coś prawie ją utopiło! Może jednak to nie była syrena, może to było inne stworzenie, które wychodziło na żer tylko o określonych porach dnia, nocy, miesiąca? Będzie musiał o tym porozmawiać z Bee, będzie musiał wrócić do jeziora i popatrzeć.

Tymczasem łowy och jakie to było nudne. Niby wymagało techniki, niby wymagało czujności, ale już od pierwszego razu wiedział, że woli wejść do brodu na rzece i łapą trzepnąć rybę po łbie i wywalić ją na brzeg. Jedną, drugą, siódmą... A potem uczta godna niedźwiedzia! To była technika, ale tej rzeczywiście nie mógłby współdzielić z kimś kto nie był animagiem i to jeszcze w specyficznym gatunku, który rzeczywiście na ryby potrafił polować. Pomimo swojego antyspołecznego nastawienia, pomimo matki, która zdecydowanie była samotniczką, która w pewnym sensie przypadkiem związała się z drugim człowiekiem, który najprawdopodobniej po prostu był dostatecznie uparty i wytrwały… W przeciwieństwie do nich i do swych przekonań, Samuel był bardzo towarzyski i widać po nim było, że garnie się do tego i szuka jakiejś namiastki “swoich”. Gdzieś w odmętach pamięci nosił wspomnienie spotkania gdzie byli inni podobni do jego i matki, gdzie zapach skóry otaczających go osób wżerał się w nos i mówił “swój”. Ale po dwudziestu latach wątpił, zdawało się, że ktoś się tam o coś mocno pokłócił, a potem Berenika nigdy nie wracała do tego w żadnej rozmowie. Pogodził się z faktem, że to mógłby być jakiś jego sen, marzenie, które przyszło i odeszło, pozostało tylko w dziedzinie snu, a nie jawy. Bee była wilkiem, wilki nie polowały w ten sposób, żeby móc razem z Samem spędzać czas. Ale pomarzyć można było…

Ryba wylądowała w łódce i Sam był w sumie całkiem zdziwiony, że mu się udało. Mrugając kilkukrotnie sięgnął do podłużnej kieszeni, a potem, nim Erik zdążył zareagować, jego ramię stało się ofutrzone, zamiast palców łapa zakończona była rzędem ostrych pazurów. Jeden celny cios i ich kolacja nie cierpiała więcej. Szczęśliwie precyzję miał na tyle opanowaną, że nie uszkodził łódki. A dłoń... cóż, znów była dłonią. Jakby to było coś najzupełniej zwykłego Sam powrócił do łowów, tym razem racząc Erika opowieściami o gatunkach które żyły w wodzie i ich zwyczajach oraz okresach rozrodczych. Łacińskie nazwy lśniły jedna za drugą, a encyklopedyczna wiedza i zaangażowanie z jakim o tym opowiadał właściwa była raczej wykładowcy hogwardzkiemu, aniżeli dzikusowi z lasu. Cóż... płynęła w nim w końcu krew McGonagallów...

Ostatecznie wieczór upłynął im zgodnie z założeniem na rozmowach płytkich, lub też przyjemnej ciszy w której nikt nikomu nie miał za złe milczenia. Rozpalili ognisko, zjedli złowione ryby, połamany chleb na maślance, ćwiartkę sera koziego samuelowego autorstwa i resztę kiełbasy z dzika, a to wszystko polane obficie zawartością butelczyny z cytrynówką podwędzonej Lizzy. Ponurak w końcu uwierzył (być może kiełbasa z dzika pomogła), że Sam jest Samem i nie chce jego krzywdy. Ostatecznie we trójkę leżeli na plaży, a Sam pokazywał gwiazdozbiory Erikowi, te same, które pokazywał mu jego ojciec.

Nie był tego do końca świadom, ani dlaczego tak wiele powiedział tego dnia Erikowi, ani czemu punkt po punkcie odtwarzał chronologię zupełnie innych spotkań, które były takie ważne w jego życiu. Męskie spotkania, tak istotne budujące więź, bez karzącego spojrzenia matki, która nie pochwalała wygłupów a gloryfikowała uczciwą pracę. Bez reżimu tykającego zegara, bez wyrywkowych pytań i strofowania przy złych odpowiedziach. Tylko on i ojciec, nad jeziorem, pod migoczącym nocnym niebem. A teraz Sam mógł opowiedzieć o tych gwiazdach Erikowi, mógł odtworzyć opowieści które sam słyszał mając dwanaście, trzynaście lat, mógł nagle poczuć coś co nie jest dane zwierzętom – nie instynkt, ale tradycję, kulturę, którą ktoś mimo domowych zwyczajów próbował mu zaszczepić. I czuł wszechogarniający spokój i smutek, zupełnie jakby oddawał w ten sposób cześć zmarłemu, a głos tylko raz mu się załamał, gdy pokazał swojemu towarzyszowi malutki zbiór Sagittae – strzałę mknącą obok ołtarza. O tym, że tak mówił na niego ojciec już się nie przyznał. Tajemnicę Altaira zostawił w worku na piaskowej drodze. Być może kiedyś, być może kiedyś przyjdzie czas, być może kiedyś nie potrzeba będzie kiełbasy z dzika, aby mógł zaufać Erikowi na tyle, by powiedzieć jak zgodnie z prawem powinno brzmieć jego nazwisko.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (10297), Król Likaon (942), Samuel McGonagall (10084)




Wiadomości w tym wątku
[05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 22.02.2024, 09:20
RE: [5.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 23.02.2024, 17:47
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 25.02.2024, 14:07
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 26.02.2024, 00:14
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 28.02.2024, 17:00
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 28.02.2024, 23:03
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 29.02.2024, 20:47
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 02.03.2024, 03:47
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 03.03.2024, 18:41
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 04.03.2024, 21:09
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 05.03.2024, 21:13
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 06.03.2024, 04:23
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 06.03.2024, 14:19
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 06.03.2024, 21:39
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 07.03.2024, 14:27
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 07.03.2024, 23:06
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Król Likaon - 07.03.2024, 23:07
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 08.03.2024, 07:19
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 10.03.2024, 22:10
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Król Likaon - 10.03.2024, 22:11
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 11.03.2024, 00:54
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 13.03.2024, 01:37
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 15.03.2024, 13:54
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 15.03.2024, 20:43
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 15.03.2024, 22:08
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 16.03.2024, 15:29
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 17.03.2024, 19:24
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 19.03.2024, 00:28
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 21.03.2024, 18:36
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 22.03.2024, 13:27
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 26.03.2024, 10:58
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 28.03.2024, 22:45
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 04.04.2024, 12:49
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 07.04.2024, 00:51
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Król Likaon - 07.04.2024, 00:59
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 11.04.2024, 11:10
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Erik Longbottom - 12.04.2024, 19:18
RE: [05.07.72|Jeziro]Nie ma ryby bez ości, ni człowieka bez złości - przez Samuel McGonagall - 15.04.2024, 21:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa