15.04.2024, 15:45 ✶
Nie otrzymał odpowiedzi, ale też i jej nie oczekiwał, bo w gruncie rzeczy pytanie nie zostało zadane. Wypruł z siebie flaki w postaci wyrzutów, dopiero po nich rozumiejąc, że może zdenerwować czarodzieja, który zerwie z nim kontakt. Tego nie chciał, nawet jeśli Morpheus zrobił głupio, podejmował dziwne decyzje wymagające upomnienia, to musiał się bardziej pilnować.
Odpowiedź padła, a schody znów pojawiły się im pod nogami w pełnym zestawie. Hm... Zielarstwo, co? Nie wpadłby na to, ale też i nie próbował. Poddawanie się bez walki nie zawsze było głupotą, czasami było jedynie zrozumieniem swoich możliwości.
W przeciwieństwie do panów dobrze bawiących się na podusi, sam węszył napięcie w powietrzu, być może jednostronne, być może nie. Czemu baby i skakanie w mrok go nie przerażały aż tak bardzo jak możliwość rozzłoszczenia wróżbity? Doskonale wiedział czemu, ale słowa więcej nie powiedział, jedynie ścisnął podarowany mu kapelusz w dłoniach i poszedł kilka kolejnych schodów w górę, przekraczając z Morpheusem prób pomieszczenia.
Jeśli Isaac chciał swój kapelusz, do oddał mu go z średnio optymistycznym, ale przyjaznym uśmiechem. Nie odpoczywał w stresie jednak długo, bo ponowne spięcie wywołały w nim słowa faceta ze szpitala. Jaka znów księżniczka i dlaczego nie w bezpiecznej formie żaby, tylko pewnie w postaci rogatej demonicy? Będzie miał porządne trust issues, szczególnie, że zaraz znów się wzdrygnął, gdy drzwi zostały wywalone z zawiasów. A gdyby tak w człowieka to zaklęcie rzucić?
Pokój nie napawał optymizmem, jednak widać było co dzieje się na zewnątrz, co było pocieszające. Wszystko było jednak psute przez szkielet, na którego widok się zatrzymał. Widok zwłok, nawet takich bez kości nie leżał ani trochę blisko jego codzienności. Co z tym domem nie tak? Odpowiedź jest prosta: Wszystko. Oby chociaż był za niską cenę.
Odpowiedź padła, a schody znów pojawiły się im pod nogami w pełnym zestawie. Hm... Zielarstwo, co? Nie wpadłby na to, ale też i nie próbował. Poddawanie się bez walki nie zawsze było głupotą, czasami było jedynie zrozumieniem swoich możliwości.
W przeciwieństwie do panów dobrze bawiących się na podusi, sam węszył napięcie w powietrzu, być może jednostronne, być może nie. Czemu baby i skakanie w mrok go nie przerażały aż tak bardzo jak możliwość rozzłoszczenia wróżbity? Doskonale wiedział czemu, ale słowa więcej nie powiedział, jedynie ścisnął podarowany mu kapelusz w dłoniach i poszedł kilka kolejnych schodów w górę, przekraczając z Morpheusem prób pomieszczenia.
Jeśli Isaac chciał swój kapelusz, do oddał mu go z średnio optymistycznym, ale przyjaznym uśmiechem. Nie odpoczywał w stresie jednak długo, bo ponowne spięcie wywołały w nim słowa faceta ze szpitala. Jaka znów księżniczka i dlaczego nie w bezpiecznej formie żaby, tylko pewnie w postaci rogatej demonicy? Będzie miał porządne trust issues, szczególnie, że zaraz znów się wzdrygnął, gdy drzwi zostały wywalone z zawiasów. A gdyby tak w człowieka to zaklęcie rzucić?
Pokój nie napawał optymizmem, jednak widać było co dzieje się na zewnątrz, co było pocieszające. Wszystko było jednak psute przez szkielet, na którego widok się zatrzymał. Widok zwłok, nawet takich bez kości nie leżał ani trochę blisko jego codzienności. Co z tym domem nie tak? Odpowiedź jest prosta: Wszystko. Oby chociaż był za niską cenę.