Hjalmar skłamałby mówiąc, że nie zrobiło mu się miło kiedy tak do niego powiedziała. Zwłaszcza, że był to jakiś stary garnitur, a te lepsze miał schowane w domu w Dolinie Godryka. To był niemal cud, że udało mu się zmieścić w tą koszulę. Gdzieś tam tliła się myśl, żeby przymierzyć go dla Pandory, aby umilić jej ten czas chociaż w ten sposób. W końcu czy to właśnie nie troska o drugą osobę było niczym opieka nad nią? W ten sposób chciał też pokazać uwielbienie do jej osoby i całego jestestwa.
- Zapewniam Cię, że jak tylko będzie już dobrze to pójdziemy na taki spacer, że będę musiał Cię przynieść do domu. Gwarantuję Ci - zapewnił, uśmiechając się w jej kierunku - Dziękuje - spojrzał na chwilę w kierunku podłogi. Całe szczęście, że broda zasłaniała mu poliki, ponieważ mogłoby być bardzo ciekawie - Cóż, może być. Czemu nie? - wzruszył ramionami. Nie był tylko pewien czy Njala zostawiła im jakiś deser albo czy mogli jakiś wykombinować na szybko. Nie chciał przecież jej zawieść.
- Nie przesadzaj. Wyglądasz równie pięknie jak zawsze - wytłumaczył. Nie ważne czy miała na sobie suknie balową czy najzwyklejszą koszulkę. Prewettówna była po prostu wspaniałą osobą o jeszcze piękniejszej duszy, która pomogła Hjalmarowi wyjść do ludzi i zrozumieć, że nie jest żadną bestią. Była pierwszą osobą spoza jego grona najbliższych przyjaciół, która zdołała go oswoić - pokonać tę warstwy ochronne, którymi się otaczał... bez niej po prostu czułby się samotny na tym świecie. A tak? Miał terrorystkę, która domagała się atencji, robiła zamachy na kuźnię z kanapki na losowe śniadania czy kłóciła się z nim o to, że powinien więcej odpoczywać - a sama wcale nie była lepsza w tej kwestii.
Nordgersim dał jej oczywiście tyle czasu ile tylko potrzebowała. Sam wyjął garnek i zaczął grzać rosół dla ich dwójki. Jako, że nie była potrzebna jego kontrola w tej sprawie, mógł rozpocząć poszukiwania jakiegoś deseru o który prosiła Pandora. Niczym dzika kuna w agreście, przemykał pomiędzy szafkami domostwa, poszukując chociażby jakichś ciastek. Niestety bezskutecznie. Nie udało mu się odnaleźć niczego takiego - będzie musiał to jakoś wytłumaczyć swojej ulubionej i ukochanej Turczynce.
Stukot obcasów wzbudził jego zainteresowanie, więc czym prędzej przeniósł swój wzrok w kierunku dźwięku, który nadchodził ze schodów. Nie minęła sekunda, a Islandczyk był w szoku. Nic więc dziwnego, że Hjalmar próbował zamknąć powietrze, ponieważ nie zdawał sobie sprawy, że nie wycelował w szafkę, ewidentnie skupiając swój wzrok gdzie indziej. Kilkukrotnie spróbował jeszcze przymknąć szufladę, ale nadal było nieskutecznie - Pandora miała pełnie jego uwagi.
Każdy krok po tych schodach wyglądał jakby była co najmniej na jakimś pokazie mody. Co miał jej powiedzieć? Może mógł się nie odzywać i po prostu wpatrywać się w zawieszeniu? - Panno Prewett... dla takiego widoku to mógłby jeszcze trochę poczekać - przyznał, przykładając dłoń do twarzy, aby przejechać nią po twarzy. Prewettówna wyglądała przecież jak miliardy galeonów w tej kreacji. Gdyby żyli w jakimś X wieku to czym prędzej by wsiadał do łodzi, aby popłynąć do Turcji i ją z niej porwać. W tej chwili wcale się nie dziwił swoim przodkom na ich działania.
- Ależ bardzo proszę - odparł, przymykając szafkę tym razem, a następnie uniósł obie swoje dłonie, aby złapać lekko za podbródek Turczynki - Dobry wieczór pani - przywitał się, obdarowując ją pocałunkiem zgodnie z tym jak chciała - Wyglądasz zjawisko. Mówiłem Ci już to kiedyś? - zapytał, robiąc noski-eskimoski ze swoją wybranką - Mógłbym powiedzieć, że spadłaś z nieba ale to przecież ja spadłem z choinki - przypomniał, kręcac przy tym przecząco głową. Z perspektywy czasu była to bardzo zabawa historia. Teraz jednak wszystko mieli już uporządkowane i dograne - tworzyli zgraną dwójkę, która rozkoszowała się własnym towarzystwem.
- Mam smutną wiadomość. Nie znalazłem niestety nic słodkiego czy innego, które mogłoby pasować jako deser - przyznał, przejeżdżając po plecach Pandory, a następnie odszedł na bok w kierunku gotującej się zupy na ogniu. Dzisiaj on był szefem kuchni, wszak zazwyczaj to ona dawała popis swoich umiejętności - co by jednak nie mówić, szło jej bardzo dobrze. Potrafiła przyrządzić prawdziwie smaczne dania.
- Proszę zająć miejsce panno Prewett. Niedługo zostanie podane do stołu - wytłumaczył, ruszając w kierunku stołu, aby odsunąć dla niej krzesło. Była jego kwiatem Orientu czy księżniczką, chociaż nie tylko jego, wszak nie wiedział, że jej rodzina miała pałac z prawdziwego zdarzenia - taki z wieżami i innymi rzeczami, które nie mieściły się jego Islandzkiej głowie.