14.04.2024, 17:30 ✶
Intruz nie chciał odpuścić, nie chciał go pozostawić w stanie, w którym było mu najlepiej.
W stanie śmierci.
Samuel nie zdawał sobie do końca sprawy z faktu, że nie jest dojrzały emocjonalnie, musiałby skonfrontować się z kimś kto był dojrzały i odkryć własne braki. A potem chcieć w ogóle coś z tą sprawą zrobić. Miał fach w ręku, cieszył się rosnącym szacunkiem wśród własnych przyjaciół. Był dobrym i lojalnym przyjacielem. Ale emocjonalnie raczkował i to w taki sposób, że cały czas twarz sobie rozwalał i nos (metaforycznie oczywiście) miał wiecznie zdarty.
Uciekł od Kniei, od matki, od własnej przeszłości, uciekł od ludzi z Doliny, którzy próbowali go zmieniać, którzy chcieli być jego przyszłością. Dlaczego ten kutas nie potrafił po prostu się zamknąć i pójśc truć, och przepraszam leczyć gdzie indziej?
Samuel nie zdawał sobie sprawy z sączącej się niespiesznie w jego myśli okrutnej magii, która infekowała, wyostrzała, zmieniała. Magii, która sprawiała, że przekleństwa pojawiały się nawet w myślach, a interpretacja świata była nasączona wściekłością w końcu nie na samego siebie ale też na okoliczności zewnętrzne, które ogniskowały się obecnie w osobie nieznajomego magimedyka.
– Przełknąłem tylko gorzką lekcję życia na temat wartości człowieka... – odburknął przewracając się na brzuch, z nosem w łaskoczącej ziemi. Jego płowa koszula w kratę oblepiona teraz była ziemią i kwiatami. Po rękach chodziły mu mrówki, nieco nerwowe, że Samuel wsadził im dłoń w mrowisko. – I powtórzę, że nic Ci do tego partaczu, nie uleczysz mnie, zdziwiłbym się, gdybyś w całej karierze był w stanie uleczyć kogokolwiek! – ostatecznie obrócił głowę na bok, bo kark bolał. Jeśli miał leżeć bez ruchu i czekać na śmierć, to niech chociaż będzie to leżenie wygodne.
W stanie śmierci.
Samuel nie zdawał sobie do końca sprawy z faktu, że nie jest dojrzały emocjonalnie, musiałby skonfrontować się z kimś kto był dojrzały i odkryć własne braki. A potem chcieć w ogóle coś z tą sprawą zrobić. Miał fach w ręku, cieszył się rosnącym szacunkiem wśród własnych przyjaciół. Był dobrym i lojalnym przyjacielem. Ale emocjonalnie raczkował i to w taki sposób, że cały czas twarz sobie rozwalał i nos (metaforycznie oczywiście) miał wiecznie zdarty.
Uciekł od Kniei, od matki, od własnej przeszłości, uciekł od ludzi z Doliny, którzy próbowali go zmieniać, którzy chcieli być jego przyszłością. Dlaczego ten kutas nie potrafił po prostu się zamknąć i pójśc truć, och przepraszam leczyć gdzie indziej?
Samuel nie zdawał sobie sprawy z sączącej się niespiesznie w jego myśli okrutnej magii, która infekowała, wyostrzała, zmieniała. Magii, która sprawiała, że przekleństwa pojawiały się nawet w myślach, a interpretacja świata była nasączona wściekłością w końcu nie na samego siebie ale też na okoliczności zewnętrzne, które ogniskowały się obecnie w osobie nieznajomego magimedyka.
– Przełknąłem tylko gorzką lekcję życia na temat wartości człowieka... – odburknął przewracając się na brzuch, z nosem w łaskoczącej ziemi. Jego płowa koszula w kratę oblepiona teraz była ziemią i kwiatami. Po rękach chodziły mu mrówki, nieco nerwowe, że Samuel wsadził im dłoń w mrowisko. – I powtórzę, że nic Ci do tego partaczu, nie uleczysz mnie, zdziwiłbym się, gdybyś w całej karierze był w stanie uleczyć kogokolwiek! – ostatecznie obrócił głowę na bok, bo kark bolał. Jeśli miał leżeć bez ruchu i czekać na śmierć, to niech chociaż będzie to leżenie wygodne.