14.04.2024, 10:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 19:42 przez Brenna Longbottom.)
Gdy była wilkiem, emocje i myśli zawsze stawały się mniej skomplikowane. Nie dziwiła się, że nie czuła krwi lub rozkładu – próbowała je wyczuć, ale zakładali przecież, że to w teorii mógł być to fałszywy alarm, a jeśli Owen zginąłby na miejscu, ktoś powinien już znaleźć jakieś ślady walki i ciała. Wszechogarniający zapach życia nie skonsternował jej także: jeszcze nie. Dopiero później, w ludzkiej postaci, będzie mogła zastanawiać się, dlaczego ośrodek Windermere pachniał tak, jakby nic tutaj nie umierało, i skąd wzięła się woń dymu, choć ogniska z pewnością wygaszono jakiś czas temu. Dlaczego zapach ludzi – spośród których wielu znała, więc ich wonie powinny uderzać ją bardziej – był przytłumiony przez wonie zwierząt i roślin. Wilczyca okręciła się jedynie odruchowo wokół własnej osi, jakby próbując sprawdzić, z której strony ten charakterystyczny zapach dymu dochodził… i zaraz przypomniała sobie o koszuli.
Nie mogła pochwycić tropu.
Być może koszula zbyt długo leżał w domku, a Bagshot nosił ją za krótko. A może Brennę zawodził nos, bombardowany zapachem świeżej trawy, muchomorów, lisów i zajęcy – czy nie uciekłyby przed nieumarłymi?, pomyślała i niemal natychmiast o tym zapomniała, przypomni sobie może później, dużo później i podpyta o zachowania zwierząt w obliczu żywych trupów Norę albo Dorę. Na razie jednak, gdy wyczuła kolejne zapachy, nie pasujące, smród, uniosła łeb, i aż oparła się przednimi łapami o najbliższe drzewo, próbując chwycić ten najbliższy zapach: z góry. Jakby coś cuchnęło wysoko, wysoko nad jej łbem, skąd, jak, gdzie – ale przecież była tylko wilkiem, nie mogła za tym tropem polecieć.
Opadła z powrotem na cztery łapy, przez ułamek sekundy rozdarta, czy wbiec w las, w wąską ścieżkę, czy skręcać na bok. Zapachy jednak słaby z każdą chwilę, musiała szybko podjąć decyzję. Zerknęła ku ścieżce, by ją zapamiętać: potem będzie trzeba ją sprawdzić, tu miała pewien charakterystyczny punkt… A potem wciąż węsząc, w powietrzu i przy ziemi, spróbowała ruszyć za tym zapachem gdzieś z boku, by przekonać się, skąd dobiegał, czy stanie się z czasem silniejszy, czy zniknie.
A tutaj sobie rzuciłam na poziom głupoty i czy opcja nr 1 czyli las, czy opcja nr 2 czyli w bok
Nie mogła pochwycić tropu.
Być może koszula zbyt długo leżał w domku, a Bagshot nosił ją za krótko. A może Brennę zawodził nos, bombardowany zapachem świeżej trawy, muchomorów, lisów i zajęcy – czy nie uciekłyby przed nieumarłymi?, pomyślała i niemal natychmiast o tym zapomniała, przypomni sobie może później, dużo później i podpyta o zachowania zwierząt w obliczu żywych trupów Norę albo Dorę. Na razie jednak, gdy wyczuła kolejne zapachy, nie pasujące, smród, uniosła łeb, i aż oparła się przednimi łapami o najbliższe drzewo, próbując chwycić ten najbliższy zapach: z góry. Jakby coś cuchnęło wysoko, wysoko nad jej łbem, skąd, jak, gdzie – ale przecież była tylko wilkiem, nie mogła za tym tropem polecieć.
Opadła z powrotem na cztery łapy, przez ułamek sekundy rozdarta, czy wbiec w las, w wąską ścieżkę, czy skręcać na bok. Zapachy jednak słaby z każdą chwilę, musiała szybko podjąć decyzję. Zerknęła ku ścieżce, by ją zapamiętać: potem będzie trzeba ją sprawdzić, tu miała pewien charakterystyczny punkt… A potem wciąż węsząc, w powietrzu i przy ziemi, spróbowała ruszyć za tym zapachem gdzieś z boku, by przekonać się, skąd dobiegał, czy stanie się z czasem silniejszy, czy zniknie.
A tutaj sobie rzuciłam na poziom głupoty i czy opcja nr 1 czyli las, czy opcja nr 2 czyli w bok
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.