Guinevere uznała to za bardzo zabawny dobór słów – że nie można ich zostawić na pięć minut, bo dokładnie tyle czasu od zniknięcia Nell minęło, gdy do obozu wróciła jakże odmieniona. Na tę wzmiankę zresztą usta Ginny wykrzywiły się lekko i krótko. Może i nie zawsze okazywała swoje uczucia tak gwałtownie jak dzisiaj przy Nell, ale na wszystkich bogów – naprawdę się bała, że coś mogło się jej stać. Na całe szczęście wszystko wskazywało na to, że była cała i zdrowa i jeśli ktoś obserwował ją w Hogsmeade, to na obserwacji się skończyło.
Pokręciła głową, chcąc zaprzeczyć tym insynuacjom, jakoby Cal albo Jamil mieli być sprawcami całego zamieszania i już miała się odezwać, ale Cathal ją wyprzedził, najwyraźniej tracąc kolejne kawałki swojej cierpliwości, teraz jednak nadszarpnięte w większości przez całą sytuację, a nie gadulstwo Bagshot. Mężczyzna zgrabnie, choć bardzo na skróty wyjaśnił sytuację, dla której reakcja Nell była jak przerywnik dla nabrania oddechu: po prostu rozbrajająca. Ginny aż się w tym momencie zaśmiała.
– Żałuj, że nie widzisz swojej miny – rzuciła do blondynki i zacisnęła usta, zasysając je do wewnątrz chcąc powstrzymać śmiech. – Cal, mogę wam użyczyć… mojego wspomnienia. Jeśli to w czymś pomoże – dodała po chwili namysłu, nim jeszcze Cathal zdążył się zebrać i wyjść z namiotu. To było tak chaotyczne, losowe i oburzające, że może taka forma byłaby dla nich najpewniejszą? – I… co jak to się powtórzy? Jak mamy się rozpoznać? – to był lekki niepokój, bo sama potrzebowała chwili, by mieć pewność, że Nell to nie Nell. Ale kartografka była wyjątkowo charakterystyczna… a co z innymi? Tym bardziej że nikt więcej miał nie wchodzić do tego namiotu.
– Na pewno wszystko w porządku? – zapytała już znacznie bardziej miękko, gdy została z Nell sama, wyciągając dłoń po żelka. – Ciekawe czy będą wołać do tego kogoś to całe śmieszne Czarodziejskie Pogotowie. Jestem praktycznie pewna że ktoś, kto się pod ciebie podszył, ostatecznie się rozszczepił – mruknęła, odgryzając kawałek ciągnącego się słodycza. Patrzyła przy tym na wejście do namiotu. – Chyba powinnam tam powęszyć… póki pamiętam ten zapach perfum – póki całkiem nie uleciał z jej pamięci… – Te guziki… tyle zostało z twojego doppelgangera – ruchem głowy wskazała kilka guzików położonych na blacie stołu. – Raczej nic twojego, nie?