Przybyszem mógł być jakiś pracownik ośrodka. Być może trzeba było jeszcze coś podpisać, albo chciał podpytać o preferencje w grafiku sprzątania... Ale torba mężczyzny sugerowała coś zupełnie innego. Nosek Peppy lekko się zmarszczył na ten widok, ale nie miała w zwyczaju rzucać się od tak na nieznaną osobę. To mógł być ktokolwiek. Od wysoko postawionego urzędnika ministerstwa, do przypadkowego mugola. Przed zmieszaniem z błotem tego drugiego nie miałaby oporów, ale nie będzie przecież ryzykować pierwszej opcji.
— Ojej, jakie to dziwne — odpowiedziała z równie przymilnym głosem. — Czy rzeczywiście w rezerwacje wkradł się błąd i wynajęto panu domek z góry opłacony dla całej rodziny?
Również zaakcentowała istotne słowa. Gra się rozpoczęła. Nie przewidywała takich atrakcji, ale wszelkie interakcje społeczne były znacznie bardziej interesujące niż samo plażowanie.
Oczęta pannicy lustrowały przybysza. Jego włosy, ubrania. Chciała wyczytać z tego jak najwięcej. Jego stan majątkowy, ewentualne zainteresowania, preferencje. Czy przybył tu sam, czy również miał zamiar spędzić czas z rodziną? I dlaczego rozmawiał z samym właścicielem ośrodka? Trafił na niego przypadkowo, czy może był specjalnym gościem? Znajomym? Członkiem rodziny? Peppie się to nie podobało. Skoro właściciel osobiście angażował się w przydział domków, to czemu Potterom przypadł zwykły pracownik recepcji? Zdecydowanie zasługiwali na lepsze traktowanie... Nawet jeśli nie było to miejsce dla wyłączności czarodziejów i nawet nie mogłaby się pochwalić zawodem matki lub ojca.