11.04.2024, 17:14 ✶
Cóż, świat gnał do przodu, normy społeczne ulegały drastycznym zmianom, Lord Voldemort babrał się w zaświatach, a Longbottm miał czelność odezwać się do drugiej osoby po imieniu w sytuacji ''około-kryzysowej''. Rzeczywiście, popełnił wielką zbrodnię i powinien zostać za nią zbesztany.
— Możesz mi mówić Eriku — napomniał cicho kobietę, gdy zeszli na mniej ubitą dróżkę, prowadzącą w stronę lasu. — Nie mam nic przeciwko.
Podczas nieco przydługich jak na jego gusta wyjaśnień Erik doszedł do wniosku, że faktycznie poniekąd zgadza się z tym, co mówiła Florence. Owszem, nowe ciała nie pojawiały się na świecie tylko dla tego, że same tak stwierdziły. To byłby czysty absurd i koszmar dla rodziców. Nowe ciała powstawały dopiero wtedy, gdy czarodziej i czarownica zdecydowali się na przedłużenie rodu w formie swoich pociech. Do animacji takiego ciała dochodziło naturalnie, a nie za pomocą magii. Może w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie prowadzono ekstensywnych zajęć z ludzkiej biologii, ale coś tam człowiek jednak wiedział.
— Zatrucia też mogą być magiczne, a smocze poparzenia, jak sama nazwa wskazuje, pochodzą od stworzeń z naszego świata. A ataki nieumarłych nie są chyba na tyle powszechne, aby z góry założyć, że umiejętności klątwołamaczy będą jedynym dostępnym remedium — skontrował jej argument, po czym zmrużył oczy, gdy jej różdżka rozbłysnęła jasnymi promieniami. Skrzywił się lekko. — Czy to, aby na pewno rozsądne? — Wskazał ruchem podbródka nad zaklęte światełko. — Mugolscy turyści mogą zwrócić na to uwagę.
Paradowanie po leśnej głuszy z rozpaloną różdżką mogło mieć dwojakie efekty; wystraszą dzikie stworzenia buszujące na tym terenie lub wręcz zwrócą na siebie ich uwagę. Podobno głęboko w morzach i oceanach żyły ryby, które potrafiły zwabiać do siebie mniejsze stworzonka swoim własnym światłem. Tylko że w tym przypadku nie mieli zbyt dużej pewności, że żyjątka będą mniejsze i można by było je rozpatrywać w kategoriach pokarmu.
— Można o tym myśleć, jak o leczeniu — skomentował, nieco zdziwiony tym, że sama na to nie wpadła. — Aby przeprowadzić efektywną kurację, trzeba zrobić wywiad z pacjentem, przejrzeć jego kartę chorób, zorientować się, co się dzieje z ciałem... To po prostu inna forma śledztwa.
Myślałby kto, że mając dwóch braci w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, kobieta dosyć szybko zauważy potencjalne punkty wspólne ich obowiązków. A może była to po prostu zmyłka, aby sprawdzić, jak sprytny był Erik? Od początku wydawało mu się, że Bulstrode nie ma zwyczaju mówić wszystkiego, co wie, więc może był to kolejny dowód na to, że miał rację? Nie zdziwiłoby go to zbytnio, bo rzadko kiedy się mylił. Wystarczyło spytać Brennę. Albo Norę. Albo Morfeusza. Albo kogokolwiek.
— Możesz mi mówić Eriku — napomniał cicho kobietę, gdy zeszli na mniej ubitą dróżkę, prowadzącą w stronę lasu. — Nie mam nic przeciwko.
Podczas nieco przydługich jak na jego gusta wyjaśnień Erik doszedł do wniosku, że faktycznie poniekąd zgadza się z tym, co mówiła Florence. Owszem, nowe ciała nie pojawiały się na świecie tylko dla tego, że same tak stwierdziły. To byłby czysty absurd i koszmar dla rodziców. Nowe ciała powstawały dopiero wtedy, gdy czarodziej i czarownica zdecydowali się na przedłużenie rodu w formie swoich pociech. Do animacji takiego ciała dochodziło naturalnie, a nie za pomocą magii. Może w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie prowadzono ekstensywnych zajęć z ludzkiej biologii, ale coś tam człowiek jednak wiedział.
— Zatrucia też mogą być magiczne, a smocze poparzenia, jak sama nazwa wskazuje, pochodzą od stworzeń z naszego świata. A ataki nieumarłych nie są chyba na tyle powszechne, aby z góry założyć, że umiejętności klątwołamaczy będą jedynym dostępnym remedium — skontrował jej argument, po czym zmrużył oczy, gdy jej różdżka rozbłysnęła jasnymi promieniami. Skrzywił się lekko. — Czy to, aby na pewno rozsądne? — Wskazał ruchem podbródka nad zaklęte światełko. — Mugolscy turyści mogą zwrócić na to uwagę.
Paradowanie po leśnej głuszy z rozpaloną różdżką mogło mieć dwojakie efekty; wystraszą dzikie stworzenia buszujące na tym terenie lub wręcz zwrócą na siebie ich uwagę. Podobno głęboko w morzach i oceanach żyły ryby, które potrafiły zwabiać do siebie mniejsze stworzonka swoim własnym światłem. Tylko że w tym przypadku nie mieli zbyt dużej pewności, że żyjątka będą mniejsze i można by było je rozpatrywać w kategoriach pokarmu.
— Można o tym myśleć, jak o leczeniu — skomentował, nieco zdziwiony tym, że sama na to nie wpadła. — Aby przeprowadzić efektywną kurację, trzeba zrobić wywiad z pacjentem, przejrzeć jego kartę chorób, zorientować się, co się dzieje z ciałem... To po prostu inna forma śledztwa.
Myślałby kto, że mając dwóch braci w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, kobieta dosyć szybko zauważy potencjalne punkty wspólne ich obowiązków. A może była to po prostu zmyłka, aby sprawdzić, jak sprytny był Erik? Od początku wydawało mu się, że Bulstrode nie ma zwyczaju mówić wszystkiego, co wie, więc może był to kolejny dowód na to, że miał rację? Nie zdziwiłoby go to zbytnio, bo rzadko kiedy się mylił. Wystarczyło spytać Brennę. Albo Norę. Albo Morfeusza. Albo kogokolwiek.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞