11.04.2024, 16:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2024, 16:33 przez Cameron Lupin.)
Jedynym pozytywem tych niekończącej się serii niefortunnych zdarzeń, w jakie wpadała Heather, było to, że w gruncie rzeczy tylko sobie przynosiła wstyd. Kiedy już nawalała, to potrafiła wziąć na siebie tę winę i nie rzucała łajnem we wszystkich naokoło, próbując znaleźć winnego. Potrafiła się ukorzyć i przyznać do błędu. Publicznie. Co innego przed sobą, czyż nie? Łatwiej było wymamrotać parę słów przeprosin w stosunku do przełożonego czy lekarza, ale nie było już tak łatwo spojrzeć w lustro i faktycznie powiedzieć, gdzie się nawaliło.
— W końcu powiedziałaś tak, czyż nie? — Uniósł brew, kompletnie ignorując to, jaki wpływ na Heather miało jego zachowanie. — Nie mógłbym zostawić swojej narzeczonej, nawet gdyby wylądowała na samym dnie. Ktoś musi pomóc jej złapać oddech.
Oczywiście, samodzielne odbicie się od dna byłoby dużo bardziej spektakularne. Między innymi dlatego sukces ludzi, którzy nie dostali w spadku wielopokoleniowej fortuny, lepiej wybrzmiewał. Pokazywał, jak daleko można zajść, jeśli tylko się tego chce, a nie tylko myśli o tym, co by było, gdyby. Heather ewidentnie nie doszła do tego etapu, ale kto wie, może w pewnym momencie życie zmusi ją do tego, aby faktycznie wziąć się w garść?
— No już, wszystko będzie w porządku. — Przesunął dłonią wzdłuż jej szyi, aby zaraz przenieść ją na ramię Heather i zakończyć tę krótką podróż ręki na jej plecach. — Na razie nie musisz już przepraszać.
Uśmiechnął się w szczerym rozbawieniu, jakby wpadki Rudej stanowiło dla niego jedynie anegdotę - coś o czym będzie mógł wspominać podczas przyjęć ze znajomymi lub podczas wspólnych wyjść do baru. Subtelna szpileczka, którą inni będą uznawać za niegroźny żart, a która przypomni Wood, ile jeszcze musi nad sobą pracować, aby faktycznie stać się wystarczająco dobrą.
— Skocz mi po te papierosy do domku, dobra? — Spojrzał na nią oczami zbitego szczeniaka, tymi, które były w stanie pokruszyć skute lodem serca i poruszyć najwrażliwsze struny pośród dzieci i matek, sprawiając, że po prostu nie można było mu odmówić. — Będę szedł w stronę molo, a potem pójdziemy do kantyny na jakiś obiad, hmm? — Uniósł lekko brew. — A potem wrócimy do siebie i będę cały twój. Tylko twój. Jak ci się podoba ten pomysł?
— W końcu powiedziałaś tak, czyż nie? — Uniósł brew, kompletnie ignorując to, jaki wpływ na Heather miało jego zachowanie. — Nie mógłbym zostawić swojej narzeczonej, nawet gdyby wylądowała na samym dnie. Ktoś musi pomóc jej złapać oddech.
Oczywiście, samodzielne odbicie się od dna byłoby dużo bardziej spektakularne. Między innymi dlatego sukces ludzi, którzy nie dostali w spadku wielopokoleniowej fortuny, lepiej wybrzmiewał. Pokazywał, jak daleko można zajść, jeśli tylko się tego chce, a nie tylko myśli o tym, co by było, gdyby. Heather ewidentnie nie doszła do tego etapu, ale kto wie, może w pewnym momencie życie zmusi ją do tego, aby faktycznie wziąć się w garść?
— No już, wszystko będzie w porządku. — Przesunął dłonią wzdłuż jej szyi, aby zaraz przenieść ją na ramię Heather i zakończyć tę krótką podróż ręki na jej plecach. — Na razie nie musisz już przepraszać.
Uśmiechnął się w szczerym rozbawieniu, jakby wpadki Rudej stanowiło dla niego jedynie anegdotę - coś o czym będzie mógł wspominać podczas przyjęć ze znajomymi lub podczas wspólnych wyjść do baru. Subtelna szpileczka, którą inni będą uznawać za niegroźny żart, a która przypomni Wood, ile jeszcze musi nad sobą pracować, aby faktycznie stać się wystarczająco dobrą.
— Skocz mi po te papierosy do domku, dobra? — Spojrzał na nią oczami zbitego szczeniaka, tymi, które były w stanie pokruszyć skute lodem serca i poruszyć najwrażliwsze struny pośród dzieci i matek, sprawiając, że po prostu nie można było mu odmówić. — Będę szedł w stronę molo, a potem pójdziemy do kantyny na jakiś obiad, hmm? — Uniósł lekko brew. — A potem wrócimy do siebie i będę cały twój. Tylko twój. Jak ci się podoba ten pomysł?