Decydując się na ten rejs kierował się głównie perspektywą spędzenia wspaniałego czasu z Laurentem. Sam nie chciał aby pomiędzy nimi były kłótnie i zarazem nie chciał tych wszystkich niedopowiedzeń, z którymi wiązała się odczuwana przez niego niepewność. Być może powinien to maskować. Głębsze relacje, których teraz poszukiwał, okazywały się znacznie bardziej złożone od tych, w które angażował się przez te wszystkie lata. Pewne rzeczy musiały się wyklarować, tak jak wszystkie wątpliwości musiały zostać rozwiane. Do wszystkiego potrzeba czasu. Jednak czas biegł nieubłaganie i teraz działał na ich niekorzyść. Po powrocie było kilka rzeczy, które chciał zrobić po powrocie z tego rejsu. Wszystko teraz stało pod wielkim znakiem zapytanie. Pozostawał zdany na łaskę morza, dopóki nie stanie nogą na twardym lądzie. Morze nie oszczędzało nikogo.
Przybywający na tym tonącym statku pasażerowie zawsze mieli wybór, jednak nie odtrącało się pomocnej dłoni. Zwłaszcza, jeśli ta pomocna dłoń dzierżyła z pozoru zwyczajny patyk. Jemu można wiele zarzucić, zwłaszcza w świetle tych wydarzeń, które poprzedzały ten rejs. Starał się naprawić to, co spierdolił w tym czasie i zbudować coś nowego, nawet jak teraz mogło to pochłonąć morze. Pozostawał dla niego bardzo ważny i też chciał go ochronić. W obecnej sytuacji przerażenie było uzasadnione. Starał się panować nad swoim strachem, trzymanym na bardzo luźnej i wiotkiej smyczy. To dopiero druga taka sytuacja, kiedy musiał walczyć o swoje życie. Pierwszy raz miał miejsce, kiedy pomagał Laurentowi ratować magiczne stworzenia i stanęli w szranki z terrorystami. Jeśli wydostaną się stąd względnie cali i w pełni żywi to z początkiem następnej wiosny zakupi jacht oraz zacznie uczyć się żeglować - wówczas latem będą mogli wspólnie spędzać czas pod żaglami. O ile do tego czasu przetrwa ich relacja. Jeśli nie to być może zyska nową pasję. Na bezpieczeństwie nie zamierzał oszczędzać.
Dostrzegając w świetle różdżki to, że Laurent się trzęsie i stara się nie spoglądać w stronę unoszących się w wodzie pozbawionych życia ciał, spróbował dodać mu otuchy przez objęcie go. Doskonale wiedział, że pozostali przy życiu pasażerowie będą skupieni na obawianiu się o swoje życie i o swoich bliskich, że nie będą doszukiwać się drugiego dna w tym geście. W końcu niektórzy płakali, inni miotali przekleństwa albo podporządkowywali się doświadczonej w przeprowadzaniu akcji ratunkowych załodze. Czarodziejami też nie musiał się martwić, gdyż byli zajęci tworzeniem tratw.
— Ty zostajesz. Poszukam go. — Zakomunikował Laurentowi poważnym tonem po pośpiesznym rozważeniu wszystkich "za" i "przeciw" i potem jak sam odzyskał równowagę po tym jak statek gwałtowniej osunął się w morską toń. Zdawał sobie sprawę z tego, że Williama mogło nie być we wnętrzu tonącego statku ani w morzu wśród martwych. Drugim aspektem, przez który podjął decyzję o zejściu w głąb statku zamiast Laurenta była istotna różnica w ich sprawności fizycznej. Pomimo odniesionej kontuzji pod tym względem znacząco przewyższał Laurenta i to miało znaczenie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. A w takiej się w tym momencie znajdowali. Jego decyzja była również podyktowana prywatnymi powodami, które dla samego Laurenta nie powinny być niczym nowym. Pozostały ściśle związane z odbytą przed tym rejsem rozmową. Nie pozwoli mu zejść w głąb tego statku.