09.04.2024, 19:47 ✶
Całe to doświadczenie było dla niego szalenie dziwne. Spotkanie własnego ojca z czasów gdy był zdrowy, z czasów które ledwo pamięta, było nietypowe i niespodziewane, choć wiedział, że to nie jego ojciec. Gorze było palenie go, przypomniało mu o tym, że w domu z jego zdrowiem jest coraz gorzej, że zioła są jak plaster na krwawiącą ranę po urwanej nodze.
Cieszył się nawet, że niespecjalnie zwracano na niego uwagę. Był dodatkiem, w końcu kim innym miałby być? Przyjacielem Morpheusa? No już na pewno nie kochankiem. Był po prostu asystentem do otwierania drzwi.
Mimo wszystko słuchał historii, których nie rozumiał i najpewniej nie rozumie, bo czuł, że gdyby dopytał, to albo byłoby to tajemnicą, albo zbyt długą historią do opowiadania. Zerknął wiec na Morpheusa, na jego dłoń i skinął mu głową chcąc dać znać, że wszystko w porządku. Ot tylko widział, jak jego ojciec jest spalany żywcem, nic wielkiego, typowa środa po pracy. Cała wycieczka od początku mu się nie podobała, najpierw przez obecność tego napuszonego jegomościa, co dzisiaj zachowywał się nieco milej niż w szpitalu. Wcześniej o tym nie myślał, ale dlaczego tak było? Czyżby Morpheus zwrócił mu uwagę wtedy? Może sam wzbudził w nim jakieś uczucie współczucia, kiedy wrócił z oczyma i nosem czerwonymi od róży, jakie przyniósł do szpitala, nie, gdzie tam, taki człowiek nie miałby wyrzutów sumienia z taki pierdołowatego powodu, jak utrudnienie życia jakiemuś szaraczkowi.
Cieszył się nawet, że niespecjalnie zwracano na niego uwagę. Był dodatkiem, w końcu kim innym miałby być? Przyjacielem Morpheusa? No już na pewno nie kochankiem. Był po prostu asystentem do otwierania drzwi.
Mimo wszystko słuchał historii, których nie rozumiał i najpewniej nie rozumie, bo czuł, że gdyby dopytał, to albo byłoby to tajemnicą, albo zbyt długą historią do opowiadania. Zerknął wiec na Morpheusa, na jego dłoń i skinął mu głową chcąc dać znać, że wszystko w porządku. Ot tylko widział, jak jego ojciec jest spalany żywcem, nic wielkiego, typowa środa po pracy. Cała wycieczka od początku mu się nie podobała, najpierw przez obecność tego napuszonego jegomościa, co dzisiaj zachowywał się nieco milej niż w szpitalu. Wcześniej o tym nie myślał, ale dlaczego tak było? Czyżby Morpheus zwrócił mu uwagę wtedy? Może sam wzbudził w nim jakieś uczucie współczucia, kiedy wrócił z oczyma i nosem czerwonymi od róży, jakie przyniósł do szpitala, nie, gdzie tam, taki człowiek nie miałby wyrzutów sumienia z taki pierdołowatego powodu, jak utrudnienie życia jakiemuś szaraczkowi.