09.04.2024, 01:00 ✶
Rzeczy, które w domku przeszkadzały Nottowi, dla Bertiego nie były w żaden sposób problemem. Nie w takich miejscach bywał, czy chodziło o jego dorosłe życie, czy też dzieciństwo, a nawet skłaniał się do zdania, że było tu całkiem przyzwoicie. Zapach stęchlizny? Jaki zapach stęchlizny. Pomyśleć by można, że Bertie jako zapalony cukiernik i kucharz właśnie na tego typu rzeczy był wyuczony, ale jednocześnie za pan brat był ze wszelkimi urokami natury. Nie straszna mu była własna stodoła czy góry obornika, które trzeba było przerzucać, to i czemu zakradająca się od wody do chatki wilgoć, miała być dla niego problemem? Niewygodne łóżko? Też coś. Bott był w stanie zasnąć nawet na wypchanym słomą worze czy wybitnie źle sklepanej, drewnianej ławeczce, a potem budził się szczęśliwy niczym bobas po najlepszej drzemce życia.
Można było zastanawiać się, czy nauczyło go to życie, czy zwyczajnie taki się już urodził, ale rozsądzenie tego było niezwykle trudne do zrobienia.
Bertie zabębnił palcami w drewniany front podłokietnika, kiwając głową zadowolony na słowa Philipa. Piwo zawsze było dobrym rozwiązaniem, szczególnie jeśli miało zostać spożywane w okolicznościach natury i z ładnymi krajobrazami przed oczami, a Bottowi wybitnie podobał się widok, który znajdował się za otwartymi teraz na oścież oknami.
- Ja tak sobie myślę, że piwo w domku, piwem w domku, to jest bardzo dobra propozycja i rozwiązanie na dzisiejszy wieczór, ale co powiesz na piwo, ale na werandzie? Lepiej - mężczyzna wyprostował się na krześle, wyraźnie zaangażowany we własny ciąg myślowy. - Może przejdziemy się na molo? Jutro chciałbym chyba wynająć łódkę. Wziąłem nawet wędki, bo bez wędki w takie miejsce to nie wypada. Nie wiem, będziesz chciał się przepłynąć razem ze mną?
Bertie paplał i paplał, ale wciąż siedział na swoim miejscu, ni to gotowy został w wysiedzianym fotelu, ni to zdolny zaraz wstać i radośnie wyjść na dwór.
Można było zastanawiać się, czy nauczyło go to życie, czy zwyczajnie taki się już urodził, ale rozsądzenie tego było niezwykle trudne do zrobienia.
Bertie zabębnił palcami w drewniany front podłokietnika, kiwając głową zadowolony na słowa Philipa. Piwo zawsze było dobrym rozwiązaniem, szczególnie jeśli miało zostać spożywane w okolicznościach natury i z ładnymi krajobrazami przed oczami, a Bottowi wybitnie podobał się widok, który znajdował się za otwartymi teraz na oścież oknami.
- Ja tak sobie myślę, że piwo w domku, piwem w domku, to jest bardzo dobra propozycja i rozwiązanie na dzisiejszy wieczór, ale co powiesz na piwo, ale na werandzie? Lepiej - mężczyzna wyprostował się na krześle, wyraźnie zaangażowany we własny ciąg myślowy. - Może przejdziemy się na molo? Jutro chciałbym chyba wynająć łódkę. Wziąłem nawet wędki, bo bez wędki w takie miejsce to nie wypada. Nie wiem, będziesz chciał się przepłynąć razem ze mną?
Bertie paplał i paplał, ale wciąż siedział na swoim miejscu, ni to gotowy został w wysiedzianym fotelu, ni to zdolny zaraz wstać i radośnie wyjść na dwór.