08.04.2024, 23:13 ✶
— Być może te doniesienia bada inny zespół — wyjaśnił pokrótce, nie wdając się jednak w szczegóły.
Czemu miałby się dzielić detalami pracy Brygadzistów z bądź co bądź przypadkową kobietą? Bulstrode zajmowała się raczej leczeniem, a nie wyjaśnianiem zagadek kryminalnych. Chyba że akurat to drugie robiła na drugi etat, poza murami szpitala w Londynie.
— A o ile to ja się nie mylę, panno Bulstrode, to z naszego grona to akurat ja jestem detektywem — odparł z rezerwą, czując niechęć związaną z tym, że ledwo się na siebie natknęli, a już próbowała wyciągnąć z niego konkretne odpowiedzi, jakby rozmawiała bezpośrednio z bóstwem, podczas gdy w rzeczywistości miała do czynienia z wróżbitą, który jedynie interpretował rozłożone przed nim dowody. — Jeśli mówię, że ''podobno'' coś się zdarzyło, to znaczy, że istnieją podejrzenia, które nie zostały jeszcze w stu procentach potwierdzone przez służby. W związku z tym można wywnioskować, że takowych śladów jeszcze nie odkryto lub nie ogłoszono ponad wszelką wątpliwość, że faktycznie są dowodem na obecność żywych trupów w tym miejscu. — Uniósł lekko brew. — Gdy pani doktor widzi u kogoś zadrapanie, to na pierwszy rzut oka widzi pani, że jest dziełem dzikiego stworzenia, a nie człowieka, czy raczej podobną informację uzyskuje pani dopiero po bliższym badaniu?
Za każdym razem, gdy wpadał na Bulstrode miał jedną i tą samą myśl w głowie: była atrakcyjną a przy tym dobrze wykwalifikowaną czarownicą. Jedną z tych, która naprawdę znała się na swojej branży. Tyle że... Wypadałaby dużo lepiej, gdyby częściej się uśmiechała i odrzuciła na bok ten chłód. Kilka iskierek w oczach, a zapewne nie mogłaby się opędzić od adoratorów. Szanse na to, że Erik znalazłby się w ich gronie, były jednak minimalne. chyba że rodzice lub dziadek zaczęliby nieoczekiwanie maczać palce w jego życiu prywatnym...
— Poza tym, nie jestem tu w roli... Bezpośredniego wsparcia sił bezpieczeństwa — wymamrotał, lustrując Florence uważnym wzrokiem.
Raczej nie wiedziała o tym, że Erik został ledwie dzień wcześniej tymczasowo zawieszony w pełnieniu swoich obowiązków służbowych. Czysto teoretycznie mogła o tym usłyszeć od swoich braci, o ile Bones postanowił pochwalić się przed resztą pracowników departamentu swoimi ogromnymi osiągnięciami i tym, jak Longbottomowi poszło w pięty, jednak... Było to dosyć mało prawdopodobne.Raz, że informacja musiała dotrzeć do Atreusa lub Oriona, a dwa, że Florence musiała faktycznie ją zapamiętać. A czy naprawdę interesowało ją to, że jeden Brygadzista został wysłany do domu na parę dni, aby przemyśleć swoje zachowanie? W Szpitalu św. Munga na pewno miała większe powody do zmartwień.
Brzmiało to dosyć logicznie, jednak nie uspokajało to w pełni młodego detektywa. Wychodził z założenia, że powinien mieć się na baczności. Jego współpracownicy, gdyby tylko chcieli, mogliby narobić mu kłopotów u szefostwa. Bones i Moody byliby czerwoni ze złości, gdyby dowiedzieli się, że działał wbrew ich zaleceniom. Moody może i szłoby ugłaskać z uwagi na to, że też działała w Zakonie, ale Bones? Tutaj walka byłaby nieco cięższa.
Musiał uważać, a z tych paru spotkań z Florence łatwo było wywnioskować, że traktuje swoją pracę bardzo poważnie. Możliwe nawet, że na tyle, aby próbować ominąć Brygadzistów i samej szukać dowodów na aktywność nieumarłych w okolicy. Westchnął przeciągle. Powinien być nieufny, bo ufność było jak zdjęcie bandaża z niedoleczonej rany, w którą może wdać się infekcja. Jak ją zostawi, to będzie źle, a jak będzie się jej trzymał, to też za miło nie będzie. Jakie on miał ciężkie życie.
— Jeśli ma to przynieść jakikolwiek spokój, to możemy przejść bliżej chaszczy — rzucił z wyzywającą miną. Może się przestraszy i zacznie kuśtykać w stronę głównego budynku ośrodka, gdzie zapewne zbierali się inni uzdrowiciele? Taka... odwrócona psychologia.
Czemu miałby się dzielić detalami pracy Brygadzistów z bądź co bądź przypadkową kobietą? Bulstrode zajmowała się raczej leczeniem, a nie wyjaśnianiem zagadek kryminalnych. Chyba że akurat to drugie robiła na drugi etat, poza murami szpitala w Londynie.
— A o ile to ja się nie mylę, panno Bulstrode, to z naszego grona to akurat ja jestem detektywem — odparł z rezerwą, czując niechęć związaną z tym, że ledwo się na siebie natknęli, a już próbowała wyciągnąć z niego konkretne odpowiedzi, jakby rozmawiała bezpośrednio z bóstwem, podczas gdy w rzeczywistości miała do czynienia z wróżbitą, który jedynie interpretował rozłożone przed nim dowody. — Jeśli mówię, że ''podobno'' coś się zdarzyło, to znaczy, że istnieją podejrzenia, które nie zostały jeszcze w stu procentach potwierdzone przez służby. W związku z tym można wywnioskować, że takowych śladów jeszcze nie odkryto lub nie ogłoszono ponad wszelką wątpliwość, że faktycznie są dowodem na obecność żywych trupów w tym miejscu. — Uniósł lekko brew. — Gdy pani doktor widzi u kogoś zadrapanie, to na pierwszy rzut oka widzi pani, że jest dziełem dzikiego stworzenia, a nie człowieka, czy raczej podobną informację uzyskuje pani dopiero po bliższym badaniu?
Za każdym razem, gdy wpadał na Bulstrode miał jedną i tą samą myśl w głowie: była atrakcyjną a przy tym dobrze wykwalifikowaną czarownicą. Jedną z tych, która naprawdę znała się na swojej branży. Tyle że... Wypadałaby dużo lepiej, gdyby częściej się uśmiechała i odrzuciła na bok ten chłód. Kilka iskierek w oczach, a zapewne nie mogłaby się opędzić od adoratorów. Szanse na to, że Erik znalazłby się w ich gronie, były jednak minimalne. chyba że rodzice lub dziadek zaczęliby nieoczekiwanie maczać palce w jego życiu prywatnym...
— Poza tym, nie jestem tu w roli... Bezpośredniego wsparcia sił bezpieczeństwa — wymamrotał, lustrując Florence uważnym wzrokiem.
Raczej nie wiedziała o tym, że Erik został ledwie dzień wcześniej tymczasowo zawieszony w pełnieniu swoich obowiązków służbowych. Czysto teoretycznie mogła o tym usłyszeć od swoich braci, o ile Bones postanowił pochwalić się przed resztą pracowników departamentu swoimi ogromnymi osiągnięciami i tym, jak Longbottomowi poszło w pięty, jednak... Było to dosyć mało prawdopodobne.Raz, że informacja musiała dotrzeć do Atreusa lub Oriona, a dwa, że Florence musiała faktycznie ją zapamiętać. A czy naprawdę interesowało ją to, że jeden Brygadzista został wysłany do domu na parę dni, aby przemyśleć swoje zachowanie? W Szpitalu św. Munga na pewno miała większe powody do zmartwień.
Brzmiało to dosyć logicznie, jednak nie uspokajało to w pełni młodego detektywa. Wychodził z założenia, że powinien mieć się na baczności. Jego współpracownicy, gdyby tylko chcieli, mogliby narobić mu kłopotów u szefostwa. Bones i Moody byliby czerwoni ze złości, gdyby dowiedzieli się, że działał wbrew ich zaleceniom. Moody może i szłoby ugłaskać z uwagi na to, że też działała w Zakonie, ale Bones? Tutaj walka byłaby nieco cięższa.
Musiał uważać, a z tych paru spotkań z Florence łatwo było wywnioskować, że traktuje swoją pracę bardzo poważnie. Możliwe nawet, że na tyle, aby próbować ominąć Brygadzistów i samej szukać dowodów na aktywność nieumarłych w okolicy. Westchnął przeciągle. Powinien być nieufny, bo ufność było jak zdjęcie bandaża z niedoleczonej rany, w którą może wdać się infekcja. Jak ją zostawi, to będzie źle, a jak będzie się jej trzymał, to też za miło nie będzie. Jakie on miał ciężkie życie.
— Jeśli ma to przynieść jakikolwiek spokój, to możemy przejść bliżej chaszczy — rzucił z wyzywającą miną. Może się przestraszy i zacznie kuśtykać w stronę głównego budynku ośrodka, gdzie zapewne zbierali się inni uzdrowiciele? Taka... odwrócona psychologia.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞