08.04.2024, 22:39 ✶
Trochę się zaniepokoiłem, kiedy Daisy syknęła z bólu. Może jednak mogłem pójść przodem, skoro siatka okazała się być dla niej tak wielkim wyzwaniem...? Ostatnim, czego tu pragnąłem, była struga krwi płynąca praktycznie pod moim nosem. Nawet - tak na tę myśl - zamrowiły mnie bardziej zęby, mimo że niedawno piłem krew Kimi. Ugh. Nie znosiłem tego uczucia w sobie, tego wiecznego nienasycenia. Bym żłopał, żłopał i żłopał. Całą wioskę zapewne byłbym zdolny wypić i wciąż byłoby mi za mało.
Wypiłbym nawet całą Daisy, która była tu ze mną, mimo że już wiedziała, co ze mną jest nie tak. I mimo wszystko nie skreśliła mnie z listy znajomych - pod tym kątem była zdecydowanie lepsza ode mnie. Ja już dawno zerwałbym ze sobą znajomość, a ona jeszcze wybierała się ze mną na niebezpieczne polowanie. W pogrążone w mroku lasy, krzaki i inne knieje. Była pełna ciepła - zarówno emocjonalnego, jak i fizycznego. Mi już nigdy nie uda się osiągnąć podobnego poziomu. Już zawsze będę chłodny, martwy. Nawet z charakterem... Już nigdy nie będę taki sam jak dawniej.
- Jest cała rzesza lepszych ode mnie łowców. Ba!, jestem pewien, że gdybyś się przyłożyła, byłabyś zdecydowanie umiejętniejsza ode mnie. Naprawdę masz dużo cech, którymi powinien się charakteryzować dobry łowca - stwierdziłem, machnąwszy ręką na te komplementy. Mijały się z prawdą szerokim łukiem. Gdybym faktycznie był takim super myśliwym, to nie umarłbym. Przede wszystkim pokonałbym wampira, który mnie zaatakował, a jego kieł jako trofeum nosiłbym na szyi w ramach dumnego wisiorka. A jeśli chodziło o umiejętności łowieckie Daisy... Z pewnością nie byłaby tak głupia by się zakładać w trakcie polowania, kto pierwszy dorwie bestię. Nie wlazłaby na talerz wampirowi, nie podała się mu na tacy. Skrzywiłem się, bo nie mogłem sobie wybaczyć tego, że tak głupio dawałem się ponieść duchowi hazardu, za nic mając sobie rozwagę.
To Daisy była tu przenikliwa i znała zdecydowanie więcej faktów na temat sprawy niż ja. Aż już nie chciało mi się tego komentować, tylko słuchałem, co miała do powiedzenia.
- To, co wiesz... Powiela się, więc mogę się założyć, jest ku temu duża szansa, że ci mugole też mogli być młodzi, a to oznacza, że coś wyróżnia tę grupę, coś, czego pragną te żywe trupy. Czy jak je tam określono...? - przyznałem przyciszonym głosem, bardziej do siebie niż do Daisy. Nie mogłem się skupić, kiedy była blisko. Czułem, a właściwie wyobrażałem sobie, że czuję jej ciepło. Miała w sobie tyle życia, tyle ciepła, wiedzy i uroku... Chciałbym mieć głowę do tego by szukać informacji, chodzić po ludziach by czerpać jej więcej, zbierać to w całość i tworzyć niesamowite artykuły. Chciałbym być taki ciekawski świata i mieć cel... Przynajmniej mieć inny cel niż niezabijanie obiadu. - Tam są ludzie z Ministerstwa Magii. Może lepiej się na razie nie zdradzać z naszą obecnością, bo mogliby nas wyprosić z terenu Ośrodka i okolic, tego pobliskiego lasu - stwierdziłem, choć nie byłem pewien, czy preferowała pracować po cichu, czy jednak wparować tam z buta i wypytać ich o wszystko. Zapewne przystałbym na cokolwiek, co by teraz nie wymyśliła, bo od paru dobrych chwil poczułem spadek w swoich emocjach i, cóż, jakoś ode chciało mi się żyć. Nawet wizja polowania mnie już nie intrygowała.
Wypiłbym nawet całą Daisy, która była tu ze mną, mimo że już wiedziała, co ze mną jest nie tak. I mimo wszystko nie skreśliła mnie z listy znajomych - pod tym kątem była zdecydowanie lepsza ode mnie. Ja już dawno zerwałbym ze sobą znajomość, a ona jeszcze wybierała się ze mną na niebezpieczne polowanie. W pogrążone w mroku lasy, krzaki i inne knieje. Była pełna ciepła - zarówno emocjonalnego, jak i fizycznego. Mi już nigdy nie uda się osiągnąć podobnego poziomu. Już zawsze będę chłodny, martwy. Nawet z charakterem... Już nigdy nie będę taki sam jak dawniej.
- Jest cała rzesza lepszych ode mnie łowców. Ba!, jestem pewien, że gdybyś się przyłożyła, byłabyś zdecydowanie umiejętniejsza ode mnie. Naprawdę masz dużo cech, którymi powinien się charakteryzować dobry łowca - stwierdziłem, machnąwszy ręką na te komplementy. Mijały się z prawdą szerokim łukiem. Gdybym faktycznie był takim super myśliwym, to nie umarłbym. Przede wszystkim pokonałbym wampira, który mnie zaatakował, a jego kieł jako trofeum nosiłbym na szyi w ramach dumnego wisiorka. A jeśli chodziło o umiejętności łowieckie Daisy... Z pewnością nie byłaby tak głupia by się zakładać w trakcie polowania, kto pierwszy dorwie bestię. Nie wlazłaby na talerz wampirowi, nie podała się mu na tacy. Skrzywiłem się, bo nie mogłem sobie wybaczyć tego, że tak głupio dawałem się ponieść duchowi hazardu, za nic mając sobie rozwagę.
To Daisy była tu przenikliwa i znała zdecydowanie więcej faktów na temat sprawy niż ja. Aż już nie chciało mi się tego komentować, tylko słuchałem, co miała do powiedzenia.
- To, co wiesz... Powiela się, więc mogę się założyć, jest ku temu duża szansa, że ci mugole też mogli być młodzi, a to oznacza, że coś wyróżnia tę grupę, coś, czego pragną te żywe trupy. Czy jak je tam określono...? - przyznałem przyciszonym głosem, bardziej do siebie niż do Daisy. Nie mogłem się skupić, kiedy była blisko. Czułem, a właściwie wyobrażałem sobie, że czuję jej ciepło. Miała w sobie tyle życia, tyle ciepła, wiedzy i uroku... Chciałbym mieć głowę do tego by szukać informacji, chodzić po ludziach by czerpać jej więcej, zbierać to w całość i tworzyć niesamowite artykuły. Chciałbym być taki ciekawski świata i mieć cel... Przynajmniej mieć inny cel niż niezabijanie obiadu. - Tam są ludzie z Ministerstwa Magii. Może lepiej się na razie nie zdradzać z naszą obecnością, bo mogliby nas wyprosić z terenu Ośrodka i okolic, tego pobliskiego lasu - stwierdziłem, choć nie byłem pewien, czy preferowała pracować po cichu, czy jednak wparować tam z buta i wypytać ich o wszystko. Zapewne przystałbym na cokolwiek, co by teraz nie wymyśliła, bo od paru dobrych chwil poczułem spadek w swoich emocjach i, cóż, jakoś ode chciało mi się żyć. Nawet wizja polowania mnie już nie intrygowała.