08.04.2024, 19:16 ✶
Świergotniki były barwne i cwane. Ich śpiew zwabiał do siebie, więc nauczyły się za jego pomocą bronić. Nie przestawały nadawać, ale nie sposób powiedzieć jak bardzo Samuel tęsknił za takim świergotnikowym nadawaniem. Oczywiście, mógł zaryzykować i w absolutnie nielegalnej krogulczej formie polecieć ku Kniei, żeby tam dopaść do fluorescencyjnych ptaszków, które kształtem przypominały odwróconą gruszkę. Mógł, ale tego nie robił. Knieja była dla niego zamknięta.
Słowa, które Isaac wypluwał z siebie, prawdziwie nie były istotne. Rzeczywiście stolarz miał kilka książek pozostawionych tutaj w stodole, które czytał sobie gdy w nocy dopadała go bezsenność i osamotnienie. Najbardziej zasłużona i najważniejsza dla niego książka pozostawała ukryta, niedostępna oczom gościa. Baśnie braci Grimm, piękny, oprawiony w skórę tom o poblakłych już złoceniach Samuel dał na przechowanie Lizzy z dala od stodółki i półki w barze. Podarunek od jego pierwszej miłości na zawsze ukształtował narrację postrzegania świata przez prostego chłopaka, który nigdy w życiu nie widział zamku.
W końcu z powodu Klątwy Żywiołów nie pojechał do Hogwartu, co bardzo ucieszyło jego matkę, nosicielkę innego przekleństwa, a mniej ojca, wydziedziczonego szlachcia ukrywającego się przed ewentualnymi płatnymi mordercami nasłanymi na niego przez jego mściwego i zaborczego ojca.
Nie, Samuel nie uważał, żeby było cokolwiek ciekawego do opowiadania na jego temat.
Łypnął błękitnym okiem na cienistą postać przebywającą coraz bliżej jego przestrzeni.
– Podróżnik więcej ma do opowiadania niż ja, prosty chłopak z okolicy. – odpowiedział mu z prostotą i zamknął powiekę czekając aż jego ptaszek zacznie znów śpiewać. Zapach alkoholu nie przeszkadzał mu, sam w końcu wypił ognistej a przyjemne ciepło rozchodziło się po brzuchu.
Słowa, które Isaac wypluwał z siebie, prawdziwie nie były istotne. Rzeczywiście stolarz miał kilka książek pozostawionych tutaj w stodole, które czytał sobie gdy w nocy dopadała go bezsenność i osamotnienie. Najbardziej zasłużona i najważniejsza dla niego książka pozostawała ukryta, niedostępna oczom gościa. Baśnie braci Grimm, piękny, oprawiony w skórę tom o poblakłych już złoceniach Samuel dał na przechowanie Lizzy z dala od stodółki i półki w barze. Podarunek od jego pierwszej miłości na zawsze ukształtował narrację postrzegania świata przez prostego chłopaka, który nigdy w życiu nie widział zamku.
W końcu z powodu Klątwy Żywiołów nie pojechał do Hogwartu, co bardzo ucieszyło jego matkę, nosicielkę innego przekleństwa, a mniej ojca, wydziedziczonego szlachcia ukrywającego się przed ewentualnymi płatnymi mordercami nasłanymi na niego przez jego mściwego i zaborczego ojca.
Nie, Samuel nie uważał, żeby było cokolwiek ciekawego do opowiadania na jego temat.
Łypnął błękitnym okiem na cienistą postać przebywającą coraz bliżej jego przestrzeni.
– Podróżnik więcej ma do opowiadania niż ja, prosty chłopak z okolicy. – odpowiedział mu z prostotą i zamknął powiekę czekając aż jego ptaszek zacznie znów śpiewać. Zapach alkoholu nie przeszkadzał mu, sam w końcu wypił ognistej a przyjemne ciepło rozchodziło się po brzuchu.