08.04.2024, 14:22 ✶
Jeśli Samuel czekał na śmierć, to miał zdecydowanie problem, bo trafił na magimedyka.
Wyjedź gdzieś, najlepiej do lasu i odpocznij od stresu i miasta – Zalecenie uzdrowiciela. Zazwyczaj to Basilius wchodził w rolę tego irytującego znawcy chorób, który nakazywał innym odpoczynek, ale ostatnio sam padł ofiarą tego typu praktyk, a niestety miał na tyle oleju w głowie, by się do nich zastosować. Poza tym urlop od stresu z pewnością dobrze mu zrobi.
Problem był tylko taki, że magimedyk, który zachwalał to miejsce, najwyraźniej nie był w nim już od kilku dobrych lat, bo to co Basilius zastał po przyjeździe było... To znaczy tragedii nie było, ale daleko było temu do miejsca, które zostało mu zareklamowane. Ale przynajmniej Windermere nie zamierzało zafundować mu żadnych stresujących akcji, a przecież o to chodziło.
Potrzebował dwóch dni, by zrozumieć, że chyba już miał dosyć. Tak, potrzebował odpoczynku z tym się nie kłócił, ale nie w jakiejś dziurze z jeziorem. Chciał do miasta. Poprzebywać w jego gwarze, iść do kasyna, zagrać w coś... To byłby odpoczynek. A tutaj? Tutaj nawet nie mógł zagrać w prawdziwego pokera, bo sympatyczna grupa czarodziejów, która mu to zaproponowała, nie podzielała jego zdania, że trzeba zawsze grać, nawet jeśli ja niewielkie, pieniądze. Bez sensu. To tak jakby grać w Quidditcha bez tłuczka. Niby można, ale jednak każdy czuł, że to zbrodnia przeciwko tej grze.
Tego dnia zniecierpliwiony, przechadzał się po okolicznych wrzosach w celu dojścia do zabytkowego kościoła położonego niedaleko. Najwyraźniej jego wewnętrzny Krukon uznał, że było to coś, co warto zobaczyć, a co więcej nawet zaczął się na tę myśl cieszyć.
Szedł w wolnym, pewnie zbyt wolnym, jak na swój wiek, tempie dziękując w duchu naturze, że nie postanowiła postawić na jego drodze żadnej złośliwo-stromej górki.
A gdyby tak wyjechał wcześniej? W końcu przebywanie tutaj dla odpoczynku przestawało mieć sens, jeśli coraz bardziej się irytował, że tutaj przebywał, nawet jeśli robił wszystko by się nie irytować.
A potem zaczęło się robić ciekawiej. Nie wiedział, która myśl przyszła mu do głowy pierwsza. Czy było to O. Świetnie. Nawet tutaj są problemy, czy O. Jakaś atrakcja, czy też O nie. Trzeba szybko ratować tego człowieka. Uznał, że będzie się lepiej czuł z samym sobą, jeśli zadecyduje, że ta ostatnia.
Szybko rozejrzał się, czy w pobliżu nie ma czegoś, co byłoby przyczyną tej sytuacji, po czym podbiegł do leżącego mężczyzny, dziękując sobie po cichu, że wział ze sobą podręczna apteczkę.
– Proszę pana? Wszystko w porządku? Co się stało? Słyszy mnie pan?
!szaleństwoWindermere
Wyjedź gdzieś, najlepiej do lasu i odpocznij od stresu i miasta – Zalecenie uzdrowiciela. Zazwyczaj to Basilius wchodził w rolę tego irytującego znawcy chorób, który nakazywał innym odpoczynek, ale ostatnio sam padł ofiarą tego typu praktyk, a niestety miał na tyle oleju w głowie, by się do nich zastosować. Poza tym urlop od stresu z pewnością dobrze mu zrobi.
Problem był tylko taki, że magimedyk, który zachwalał to miejsce, najwyraźniej nie był w nim już od kilku dobrych lat, bo to co Basilius zastał po przyjeździe było... To znaczy tragedii nie było, ale daleko było temu do miejsca, które zostało mu zareklamowane. Ale przynajmniej Windermere nie zamierzało zafundować mu żadnych stresujących akcji, a przecież o to chodziło.
Potrzebował dwóch dni, by zrozumieć, że chyba już miał dosyć. Tak, potrzebował odpoczynku z tym się nie kłócił, ale nie w jakiejś dziurze z jeziorem. Chciał do miasta. Poprzebywać w jego gwarze, iść do kasyna, zagrać w coś... To byłby odpoczynek. A tutaj? Tutaj nawet nie mógł zagrać w prawdziwego pokera, bo sympatyczna grupa czarodziejów, która mu to zaproponowała, nie podzielała jego zdania, że trzeba zawsze grać, nawet jeśli ja niewielkie, pieniądze. Bez sensu. To tak jakby grać w Quidditcha bez tłuczka. Niby można, ale jednak każdy czuł, że to zbrodnia przeciwko tej grze.
Tego dnia zniecierpliwiony, przechadzał się po okolicznych wrzosach w celu dojścia do zabytkowego kościoła położonego niedaleko. Najwyraźniej jego wewnętrzny Krukon uznał, że było to coś, co warto zobaczyć, a co więcej nawet zaczął się na tę myśl cieszyć.
Szedł w wolnym, pewnie zbyt wolnym, jak na swój wiek, tempie dziękując w duchu naturze, że nie postanowiła postawić na jego drodze żadnej złośliwo-stromej górki.
A gdyby tak wyjechał wcześniej? W końcu przebywanie tutaj dla odpoczynku przestawało mieć sens, jeśli coraz bardziej się irytował, że tutaj przebywał, nawet jeśli robił wszystko by się nie irytować.
A potem zaczęło się robić ciekawiej. Nie wiedział, która myśl przyszła mu do głowy pierwsza. Czy było to O. Świetnie. Nawet tutaj są problemy, czy O. Jakaś atrakcja, czy też O nie. Trzeba szybko ratować tego człowieka. Uznał, że będzie się lepiej czuł z samym sobą, jeśli zadecyduje, że ta ostatnia.
Szybko rozejrzał się, czy w pobliżu nie ma czegoś, co byłoby przyczyną tej sytuacji, po czym podbiegł do leżącego mężczyzny, dziękując sobie po cichu, że wział ze sobą podręczna apteczkę.
– Proszę pana? Wszystko w porządku? Co się stało? Słyszy mnie pan?
!szaleństwoWindermere