08.04.2024, 12:01 ✶
Bliskość Laurenta go onieśmielała. Ciepło bijące od jego ciała czyniło go bezbronnym, żałośnie słabym, kruchym. Ale jakże przyjemne było to uczucie, to poddanie się jego urokowi, chłonięcie jego boskości; błogosławieństwo istoty, która była zbyt delikatna, by stąpać po tej brudnej ziemi. Jego zapach wdzierał się w zmysły Perseusa, sprawiając, że jego głowa stawała się rozkosznie lekka, nogi żałośnie wiotkie, a usta jeszcze bardziej tęskne za dotykiem jego warg.
Amortencja pachnie jak ty.
Zacisnął mocniej dłoń na jego ramieniu, jakby obawiał się, że zaraz upadnie (a przecież to nie czas i miejsce, by padać przed tobą, najmilszy); z łapczywą desperacją wbił paznokcie w jego skórę. Zdawszy sobie sprawę z tego, czy czyni, natychmiast rozluźnił swój uchwyt i przygryzł wargę tak mocno, że smoliste krople jego krwi - jadu krążącego w jego żyłach - wypłynęły na powierzchnię.
— Tak — odparł, a po jego plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zdawało mu się, że pomiędzy nim i Laurentem pojawiła się niewidzialna ściana. Z jednej strony Prewett użyczał mu swojego ramienia, z drugiej jednak czuł rosnący między nimi dystans.
Był za niego wdzięczny. Był z jego powodu zrozpaczony.
— Nie miałem jeszcze okazji — pokręcił łagodnie głową — To mugolaczka.
Zaraz potem zmartwienie objawiło się głęboką bruzdą na jego czole. Przyszło im żyć w ciężkich czasach dla czarodziejów pozbawionych silnych magicznych korzeni. Powinien jak najszybciej posłać wiadomość do Doliny Godryka; musiał najpierw znaleźć miejsce, w którym nie natrafią przypadkiem na mugolskie oczy. Dyskretnie więc pociągnął Laurenta w stronę zagajnika nad jeziorem - dyskretnym miejscem schadzek wczasowiczów, ale myśli Perseusa (choć niewątpliwie skupione głównie wokół sylwetki Prewetta), w ogóle o to nie zahaczyły.
— Każdą jej część. Zarówno słodycz, jak i gorycz — zniżył głos, jakby właśnie zwierzał mu się z czegoś intymnego; w pewnym sensie tak właśnie było — Łatwo jest kochać to, co jasne i przyjemne. Prawdziwie - również to, co pod powierzchnią. Nawet jeśli jest gorzkie.
Osjaniczny uśmiech wpełznął na jego wargi. Odwrócił od niego wzrok.
— To nie takie proste, Laurencie. Nie wiem jak o siebie zadbać. Zawsze stawiałem innych na pierwszym miejscu.
Amortencja pachnie jak ty.
Zacisnął mocniej dłoń na jego ramieniu, jakby obawiał się, że zaraz upadnie (a przecież to nie czas i miejsce, by padać przed tobą, najmilszy); z łapczywą desperacją wbił paznokcie w jego skórę. Zdawszy sobie sprawę z tego, czy czyni, natychmiast rozluźnił swój uchwyt i przygryzł wargę tak mocno, że smoliste krople jego krwi - jadu krążącego w jego żyłach - wypłynęły na powierzchnię.
— Tak — odparł, a po jego plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zdawało mu się, że pomiędzy nim i Laurentem pojawiła się niewidzialna ściana. Z jednej strony Prewett użyczał mu swojego ramienia, z drugiej jednak czuł rosnący między nimi dystans.
Był za niego wdzięczny. Był z jego powodu zrozpaczony.
— Nie miałem jeszcze okazji — pokręcił łagodnie głową — To mugolaczka.
Zaraz potem zmartwienie objawiło się głęboką bruzdą na jego czole. Przyszło im żyć w ciężkich czasach dla czarodziejów pozbawionych silnych magicznych korzeni. Powinien jak najszybciej posłać wiadomość do Doliny Godryka; musiał najpierw znaleźć miejsce, w którym nie natrafią przypadkiem na mugolskie oczy. Dyskretnie więc pociągnął Laurenta w stronę zagajnika nad jeziorem - dyskretnym miejscem schadzek wczasowiczów, ale myśli Perseusa (choć niewątpliwie skupione głównie wokół sylwetki Prewetta), w ogóle o to nie zahaczyły.
— Każdą jej część. Zarówno słodycz, jak i gorycz — zniżył głos, jakby właśnie zwierzał mu się z czegoś intymnego; w pewnym sensie tak właśnie było — Łatwo jest kochać to, co jasne i przyjemne. Prawdziwie - również to, co pod powierzchnią. Nawet jeśli jest gorzkie.
Osjaniczny uśmiech wpełznął na jego wargi. Odwrócił od niego wzrok.
— To nie takie proste, Laurencie. Nie wiem jak o siebie zadbać. Zawsze stawiałem innych na pierwszym miejscu.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory