08.04.2024, 01:12 ✶
Daisy posłała Astarothowi krótkie spojrzenie, jakby ważyła sobie jego słowa. Kiwnęła głową. Nagle przyszło jej do głowy, że Ośrodek Windermere to musi być jednak super miejsce, skoro jej towarzysz przyjechałby tutaj wypocząć. Niepotrzebnie się wygłupiła z tą swoją tyradą. Skoro on uznał, że to miejsce jest urokliwe, a to musiało być urokliwe. Po prostu źle je oceniła.
- Zawsze istnieje szansa, że się po prostu zgubił w lesie albo coś – zauważyła po chwili namysłu. Koniec końców Bagshotowi nie musiała się stać żadna większa krzywda. To oczywiście byłoby złe dla niej, bo chciała napisać dobry artykuł do Proroka Codziennego i udowodnić, że jest naprawdę wspaniałą dziennikarką (tak się przecież teraz poświęcała, żeby zrobić dobry materiał), ale… ale no miała w sobie tyle rozsądku, byle nie życzyć historykowi nieszczęścia.
Daisy odgięła kawałek siatki bardziej, żeby bez trudu przedostać się na teren ośrodka. Zrobiła to niezgrabnie, najpierw przypadkowo zahaczając wierzchem dłoni o jeden z gwoździ (syknęła pod nosem z bólu i odruchowo poderwała rękę do twarzy) a potem przecisnęła się przez wyłom (i znowu na tyle niezgrabnie, że zahaczyła rękawem dżinsowej kurtki o dokładnie ten sam gwóźdź).
Zaklęła w duchu.
Że też Astaroth musiał to widzieć. Był taki mądry i wspaniały. W ogóle, był najlepszym myśliwym jakiego znała. Gdyby nagle zza któregoś z drewnianych domków wychynął potwór, Yaxley z łatwością by sobie z nim poradził. Daisy nie zwróciła uwagi na to, jak szybko jej uczucia do towarzysza zmieniły się z przyjacielskich, ale całkiem rozsądnych w stronę gwałtownego i obsesyjnego uwielbienia.
- No wiesz… ty jesteś myśliwym. W dodatku najlepszym jakiego znam – zauważyła, znowu wyrzucając sobie w głowie, że przecież mogła ubrać swoje słowa jakoś mądrzej a tak pewnie zauważył, że była głupia jak but z lewej nogi. W ogóle jej nie przyszło do głowy, by zwrócić uwagę na wiek domniemanych ofiar grasujących tutaj potworów! A to przecież było genialne! Astaroth cały był genialny. – Masz rację. Koniecznie umieszczę to w artykule. Jesteś taki przenikliwy! – Lockhart, co prawda, dalej nie miała pojęcia co właściwie to zmieniało w jakim wieku były ofiary, ale próbowała robić dobrą minę do złej gry. – Wiem, że była jeszcze jakaś Tara Roberts. Świeżo po ślubie. Też młoda – wydedukowała, nagle całkiem zadowolona z siebie, bo właściwie to potwierdzało teorię Astarotha. Tyle, że Tara popełniła samobójstwo.
Inna sprawa, że jakby wiedziała coś o jakichś przypadkach zaginionych stulatków to znalazłaby w głowie mnóstwo wyjaśnień dlaczego teoria Astarotha dalej była prawidłowa a stulatkowie zdarzyli się przypadkiem.
W spokoju przeszła kilka kolejnych kroków, a potem przystanęła przy jakimś wysokim drzewie. Spoglądała na pogrążone w nocnej szarudze domki. Część z nich wyglądała zwyczajnie, jakby były niezamieszkałe lub ich mieszkańcy pozostawali pogrążeni we śnie; ale w kilku paliło się światło. Dostrzegła też poruszające się dalej ludzkie sylwetki. Yaxley widział ich wyraźniej niż ona. Byli to różni pracownicy Ministerstwa Magii. Niektórych być może nawet mógł skojarzyć.
- Nie wiem o wszystkich przypadkach – dodała ciszej (nawet ona miała tyle rozsądku, by nie gadać głośno w tej chwili.) – Możliwe, że znikali też jacyś mugole.
- Zawsze istnieje szansa, że się po prostu zgubił w lesie albo coś – zauważyła po chwili namysłu. Koniec końców Bagshotowi nie musiała się stać żadna większa krzywda. To oczywiście byłoby złe dla niej, bo chciała napisać dobry artykuł do Proroka Codziennego i udowodnić, że jest naprawdę wspaniałą dziennikarką (tak się przecież teraz poświęcała, żeby zrobić dobry materiał), ale… ale no miała w sobie tyle rozsądku, byle nie życzyć historykowi nieszczęścia.
Daisy odgięła kawałek siatki bardziej, żeby bez trudu przedostać się na teren ośrodka. Zrobiła to niezgrabnie, najpierw przypadkowo zahaczając wierzchem dłoni o jeden z gwoździ (syknęła pod nosem z bólu i odruchowo poderwała rękę do twarzy) a potem przecisnęła się przez wyłom (i znowu na tyle niezgrabnie, że zahaczyła rękawem dżinsowej kurtki o dokładnie ten sam gwóźdź).
Zaklęła w duchu.
Że też Astaroth musiał to widzieć. Był taki mądry i wspaniały. W ogóle, był najlepszym myśliwym jakiego znała. Gdyby nagle zza któregoś z drewnianych domków wychynął potwór, Yaxley z łatwością by sobie z nim poradził. Daisy nie zwróciła uwagi na to, jak szybko jej uczucia do towarzysza zmieniły się z przyjacielskich, ale całkiem rozsądnych w stronę gwałtownego i obsesyjnego uwielbienia.
- No wiesz… ty jesteś myśliwym. W dodatku najlepszym jakiego znam – zauważyła, znowu wyrzucając sobie w głowie, że przecież mogła ubrać swoje słowa jakoś mądrzej a tak pewnie zauważył, że była głupia jak but z lewej nogi. W ogóle jej nie przyszło do głowy, by zwrócić uwagę na wiek domniemanych ofiar grasujących tutaj potworów! A to przecież było genialne! Astaroth cały był genialny. – Masz rację. Koniecznie umieszczę to w artykule. Jesteś taki przenikliwy! – Lockhart, co prawda, dalej nie miała pojęcia co właściwie to zmieniało w jakim wieku były ofiary, ale próbowała robić dobrą minę do złej gry. – Wiem, że była jeszcze jakaś Tara Roberts. Świeżo po ślubie. Też młoda – wydedukowała, nagle całkiem zadowolona z siebie, bo właściwie to potwierdzało teorię Astarotha. Tyle, że Tara popełniła samobójstwo.
Inna sprawa, że jakby wiedziała coś o jakichś przypadkach zaginionych stulatków to znalazłaby w głowie mnóstwo wyjaśnień dlaczego teoria Astarotha dalej była prawidłowa a stulatkowie zdarzyli się przypadkiem.
W spokoju przeszła kilka kolejnych kroków, a potem przystanęła przy jakimś wysokim drzewie. Spoglądała na pogrążone w nocnej szarudze domki. Część z nich wyglądała zwyczajnie, jakby były niezamieszkałe lub ich mieszkańcy pozostawali pogrążeni we śnie; ale w kilku paliło się światło. Dostrzegła też poruszające się dalej ludzkie sylwetki. Yaxley widział ich wyraźniej niż ona. Byli to różni pracownicy Ministerstwa Magii. Niektórych być może nawet mógł skojarzyć.
- Nie wiem o wszystkich przypadkach – dodała ciszej (nawet ona miała tyle rozsądku, by nie gadać głośno w tej chwili.) – Możliwe, że znikali też jacyś mugole.