07.04.2024, 21:21 ✶
Uwielbiała spędzać czas na Islandii. Była to odskocznia od gorącej Turcji i przede wszystkim deszczowego i hałaśliwego Londynu, który z jednej strony przecież uwielbiała, a z drugiej cieszyła się, że jej praca ma tak wyjazdową formę. Njali trudno było odmówić, zresztą Pandora zdawała sobie sprawę, że Hjalmar potrzebował urlopu bardziej niż ona, tak więc po kilkugodzinnej gimnastyce nad przestawianiem terminów spotkań i przesuwaniem projektów, udało się jej zorganizować praktycznie cały tydzień, nie licząc jednego popołudnia, gdzie musiała za pomocą świstoklika wyskoczyć na dwie godziny do Edynburga, bo spotkania z tym klientem nie mogła odmówić. Pech chciał, że miało ono miejsce tuż po biesiadzie zorganizowanej przez ich przyjaciół, więc też udała się na nie odrobinę przeziębiona, chociaż wciąż stawiając opór.
Każdy, kto znał Pandorę Prewett, wiedział, jak nienawidziła leżeć bezczynnie i patrzeć w sufit. Noce bez pracy lub spotkań ciągnęły się w nieskończoność, chociaż Hjalmar doskonale sprawdzał się w roli pluszowego misia, dzięki któremu i tak zasypiała nieco szybciej niż zwykle. Starała się być optymistyczna i pełne energii, jak zawsze, ale irytacja była łatwo słyszalna w jej głosie, podczas tych nielicznych wypowiedzi. Pomimo gorączki, która tak uparcie do nich wracała, wciąż starała się pracować lub czytać książki, rozrysowywać projekty. Tęsknie spoglądała w stronę okna, za którym malował się dziki krajobraz, czasem tupiąc nóżką, gdy przebiegł jakiś lis lub jeleń. Niezadowolenie wynikało z faktu, że nie mogła zrobić im zdjęcia, nie mogli wyjść do lasu lub w stronę tutejszych klifów, odnaleźć jeziora, czy też wilków. A przecież tyle zaplanowała na ten urlop!
Jęknęła z niezadowoleniem, przekręcając się w łóżku na plecy tak, że kołdra spadła na podłogę, a książka zasłoniła jej twarz. Czuła się lepiej, a wciąż tkwili w domu. Dobrze, że Njala przynosiła im dobre rzeczy i nawet się poświęcała do przygotowywania dla niej wegetariańskich pozycji lub z niewielką ilością ryb, które okazjonalnie mogła tolerować. Złota kobieta. Z parady niezadowolenia trwającej w jej głowie, wyrwał ją blondyn.
- Dobrze. Cudownie. Znakomicie. Możemy iść na spacer? Oszaleje, jak dłużej będę musiała leżeć w łó.. - przerwała, bo akurat skończyła podnosić się do pozycji pół siedzącej i natrafiła wzrokiem na mężczyznę, które bezwstydnie zlustrowała od dołu do góry, wydając z siebie mruknięcie zadowolenia i aprobaty. Wyglądał naprawdę dobrze, uwielbiała, gdy nosił garnitury. Usiadła na swoich nogach, zaczesując włosy do tyłu i odnalazła błękitne oczy blondyna, posyłając mu zadziorne spojrzenie. -Wyglądasz nieprzyzwoicie przystojnie i pójdę z Tobą na domową randkę, jeśli w pakiecie jest deser. - oznajmiła z delikatnym wzruszeniem ramion, a na jej ustach pojawił się figlarny uśmiech. Podniosła się z kanapy, przeciągając leniwie i podeszła do niego, raz jeszcze przyglądając się temu, jak się prezentował, mając znacznie lepszy humor. - Daj mi kilka minut, bo przecież wyglądam przy Tobie, jak kopciuch.
Oparła dłonie na biodrach, wspinając się na palce, aby dać mu całusa w polik, a potem minęła go szybkim krokiem, ba, truchtem właściwie, kierując się w stronę swojej walizki, a potem łazienki.
Pandora była osobą dobrze zorganizowaną w swoim własnym chaosie. Na wyjazdach zawsze miała rzeczy na wszystkie możliwe okazje, począwszy pod niezbędnego wyposażenia podręcznej torebki, aż po kreacje na rozmaite okazje ukryte w dużej walizce. Była przyzwyczajona do zmiennego trybu życia, gdzie czasem musiała z luźnych spodni przeskoczyć w balową kreację w niecałą godzinę, tego nauczyło ją życie, jako przedstawicielkę rodu Prewett. Nic więc dziwnego, że znalazła odpowiednią sukienkę i nawet parę szpilek. Skoro tak wysoko postawił poprzeczkę, musiała się postarać. Kolejną zaletą Prewettówny był fakt, że umiała bardzo szybko się wyszykować. Nie trwało to dwóch lub nawet trzech godzin, jak w przypadku niektórych kobiet, a zwykle góra dwadzieścia minut w porywach do dwudziestu pięciu, jeśli akurat brała prysznic z myciem włosów. Lepiej było dłużej się bawić podczas spotkania lub odpoczywać przed nim, niż biegać w szale makijażu i wśród tysiąca sukienek, tracąc energię.
- Mam nadzieję, że nie czekał Pan zbyt długo, Panie Nordgersim. - zaczęła, gdy kilkanaście minut później stukot obcasów o drewnianą posadzkę oznajmił mu, że skończyła. Trzeba przyznać, miał doskonały pomysł — od razu lepiej się czuła, gdy mogła nieco się dla niego wystroić, ale też spędzić z nim czas bardziej owocnie. Czarna sukienka przylegała do jej talii i ciała, materiał ciągnął się do kostek, a po prawej stronie miała głębokie rozcięcie, sięgające ponad połowy uda. Góra przypominała nieco gorset, pozbawiona ramiączek i podkreślająca biust. Włosy zostawiła rozpuszczone, chociaż za pomocą zwykłego zaklęcia wyprostowała je i sięgały teraz nieco ponad pośladki. W uszach miała proste kolczyki, a na szyi złotą literkę, którą od niego dostała. Makijaż był prosty, chociaż typowo wieczorowy — odrobina brokatu na cieniach do powiek, czerwona szminka na ustach. Złoto i czerń pasowały do jej karnacji, podkreślały orientalną urodę, o czym Pandora doskonale wiedziała. Uśmiechnęła się do niego, podchodząc i zatrzymując blisko, aby nieco odchylić głowę i spojrzeć mu w oczy. - Przyszłam po swojego buziaka na przywitanie. - oznajmiła całkiem poważnie, przygryzając zaraz dolną wargę i puszczając mu oczko, z trudem powstrzymała śmiech. Skoro mieli już luksusową randkę w domu w strojach, niczym z balu, należało to wykorzystać.
Każdy, kto znał Pandorę Prewett, wiedział, jak nienawidziła leżeć bezczynnie i patrzeć w sufit. Noce bez pracy lub spotkań ciągnęły się w nieskończoność, chociaż Hjalmar doskonale sprawdzał się w roli pluszowego misia, dzięki któremu i tak zasypiała nieco szybciej niż zwykle. Starała się być optymistyczna i pełne energii, jak zawsze, ale irytacja była łatwo słyszalna w jej głosie, podczas tych nielicznych wypowiedzi. Pomimo gorączki, która tak uparcie do nich wracała, wciąż starała się pracować lub czytać książki, rozrysowywać projekty. Tęsknie spoglądała w stronę okna, za którym malował się dziki krajobraz, czasem tupiąc nóżką, gdy przebiegł jakiś lis lub jeleń. Niezadowolenie wynikało z faktu, że nie mogła zrobić im zdjęcia, nie mogli wyjść do lasu lub w stronę tutejszych klifów, odnaleźć jeziora, czy też wilków. A przecież tyle zaplanowała na ten urlop!
Jęknęła z niezadowoleniem, przekręcając się w łóżku na plecy tak, że kołdra spadła na podłogę, a książka zasłoniła jej twarz. Czuła się lepiej, a wciąż tkwili w domu. Dobrze, że Njala przynosiła im dobre rzeczy i nawet się poświęcała do przygotowywania dla niej wegetariańskich pozycji lub z niewielką ilością ryb, które okazjonalnie mogła tolerować. Złota kobieta. Z parady niezadowolenia trwającej w jej głowie, wyrwał ją blondyn.
- Dobrze. Cudownie. Znakomicie. Możemy iść na spacer? Oszaleje, jak dłużej będę musiała leżeć w łó.. - przerwała, bo akurat skończyła podnosić się do pozycji pół siedzącej i natrafiła wzrokiem na mężczyznę, które bezwstydnie zlustrowała od dołu do góry, wydając z siebie mruknięcie zadowolenia i aprobaty. Wyglądał naprawdę dobrze, uwielbiała, gdy nosił garnitury. Usiadła na swoich nogach, zaczesując włosy do tyłu i odnalazła błękitne oczy blondyna, posyłając mu zadziorne spojrzenie. -Wyglądasz nieprzyzwoicie przystojnie i pójdę z Tobą na domową randkę, jeśli w pakiecie jest deser. - oznajmiła z delikatnym wzruszeniem ramion, a na jej ustach pojawił się figlarny uśmiech. Podniosła się z kanapy, przeciągając leniwie i podeszła do niego, raz jeszcze przyglądając się temu, jak się prezentował, mając znacznie lepszy humor. - Daj mi kilka minut, bo przecież wyglądam przy Tobie, jak kopciuch.
Oparła dłonie na biodrach, wspinając się na palce, aby dać mu całusa w polik, a potem minęła go szybkim krokiem, ba, truchtem właściwie, kierując się w stronę swojej walizki, a potem łazienki.
Pandora była osobą dobrze zorganizowaną w swoim własnym chaosie. Na wyjazdach zawsze miała rzeczy na wszystkie możliwe okazje, począwszy pod niezbędnego wyposażenia podręcznej torebki, aż po kreacje na rozmaite okazje ukryte w dużej walizce. Była przyzwyczajona do zmiennego trybu życia, gdzie czasem musiała z luźnych spodni przeskoczyć w balową kreację w niecałą godzinę, tego nauczyło ją życie, jako przedstawicielkę rodu Prewett. Nic więc dziwnego, że znalazła odpowiednią sukienkę i nawet parę szpilek. Skoro tak wysoko postawił poprzeczkę, musiała się postarać. Kolejną zaletą Prewettówny był fakt, że umiała bardzo szybko się wyszykować. Nie trwało to dwóch lub nawet trzech godzin, jak w przypadku niektórych kobiet, a zwykle góra dwadzieścia minut w porywach do dwudziestu pięciu, jeśli akurat brała prysznic z myciem włosów. Lepiej było dłużej się bawić podczas spotkania lub odpoczywać przed nim, niż biegać w szale makijażu i wśród tysiąca sukienek, tracąc energię.
- Mam nadzieję, że nie czekał Pan zbyt długo, Panie Nordgersim. - zaczęła, gdy kilkanaście minut później stukot obcasów o drewnianą posadzkę oznajmił mu, że skończyła. Trzeba przyznać, miał doskonały pomysł — od razu lepiej się czuła, gdy mogła nieco się dla niego wystroić, ale też spędzić z nim czas bardziej owocnie. Czarna sukienka przylegała do jej talii i ciała, materiał ciągnął się do kostek, a po prawej stronie miała głębokie rozcięcie, sięgające ponad połowy uda. Góra przypominała nieco gorset, pozbawiona ramiączek i podkreślająca biust. Włosy zostawiła rozpuszczone, chociaż za pomocą zwykłego zaklęcia wyprostowała je i sięgały teraz nieco ponad pośladki. W uszach miała proste kolczyki, a na szyi złotą literkę, którą od niego dostała. Makijaż był prosty, chociaż typowo wieczorowy — odrobina brokatu na cieniach do powiek, czerwona szminka na ustach. Złoto i czerń pasowały do jej karnacji, podkreślały orientalną urodę, o czym Pandora doskonale wiedziała. Uśmiechnęła się do niego, podchodząc i zatrzymując blisko, aby nieco odchylić głowę i spojrzeć mu w oczy. - Przyszłam po swojego buziaka na przywitanie. - oznajmiła całkiem poważnie, przygryzając zaraz dolną wargę i puszczając mu oczko, z trudem powstrzymała śmiech. Skoro mieli już luksusową randkę w domu w strojach, niczym z balu, należało to wykorzystać.